Samobójcza hipokryzja
Popieramy protesty medyków, ale gdy przychodzi co do czego, to rżniemy głupa i udajemy, że nie wiemy, skąd się biorą pieniądze na ochronę zdrowia.
Popieramy protesty medyków, ale gdy przychodzi co do czego, to rżniemy głupa i udajemy, że nie wiemy, skąd się biorą pieniądze na ochronę zdrowia.
Siódmego dnia pod KPRM o problemach w systemie opieki zdrowotnej opowiadają ratownicy. Przed południem na trawnik w Alejach Ujazdowskich przyjechały na sygnale karetki i wóz strażacki.
Są bloki, których miasto nie remontuje. Trafiają tam osoby, które „psują atmosferę” w innych blokach socjalnych. Jak ludzie zobaczą, że może być gorzej, to może się przestraszą.
System doprowadza lekarzy, pielęgniarki i ratowników medycznych do stanu wyczerpania, a rządzący nimi gardzą. Ci, którzy nie chcą wyjechać z Polski, protestują po raz kolejny.
Patrząc na pracowników i pracowniczki ochrony zdrowia nocujących w namiotach pod siedzibą szefa rządu, trudno nie poczuć wściekłości na państwo polskie, zmuszające kluczowych dla dobrostanu społeczeństwa ludzi do takich kroków.
Miska ryżu nam nie wystarczy, aspiracje Polaków wzrosły i mamy dość aroganckiego zarządzania państwem.
Nierówności, zaostrzane dodatkowo nieokiełznaną władzą międzynarodowych organizacji finansowych i korporacji, tworzą coraz bardziej karkołomny pejzaż. Świat staje się coraz bardziej nierówny – i coraz gniewniejszy.
Wydatki państwa na politykę społeczną mogą przynosić zwrot. Czasem znacznie wyższy niż prywatne inwestycje na rynku.
Dwa i pół roku temu napisałam tekst z postulatem: rozmawiajmy o chorobach psychicznych. Myślałam, że opowiedziałam zamkniętą historię. Okazało się jednak, że to dopiero początek.
Czy naprawdę mogą zniknąć, zostawić rodzinę, nie ponosząc żadnych konsekwencji? Może zbyt łatwo pozwalamy im odejść? Może krzywdzimy fałszywymi opiniami?