Kraj

Ratownicy pod KPRM: Już brakuje karetek. Będzie jeszcze gorzej

Siódmego dnia pod KPRM o problemach w systemie opieki zdrowotnej opowiadają ratownicy i ratowniczki. Przed południem na trawnik w Alejach Ujazdowskich przyjechały na sygnale karetki i wóz strażacki. Wezwanie: poważny wypadek samochodowy.

Spod maski zielonej skody wydobywa się dym. – Małgosia! Małgosia! Małgosia! – krzyczy kobieta w zakrwawionej koszulce. Jest w szoku. Obok niej nieprzytomna pasażerka. Do samochodu podbiega świadek. Trudno mu skomunikować się z poszkodowaną kobietą. Mężczyzna dzwoni po pogotowie i stara się opatrzyć kobietę.

Od gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odbija się dźwięk syren karetek pogotowia i wozu strażackiego. Z tego drugiego strażacy zabierają ciężki sprzęt – nożyce, szczypce, łomy – i rozłupują starą skodę felicię. To jedyny sposób, żeby dotrzeć do nieprzytomnej pasażerki, Małgosi.

W końcu udaje się odciąć dach samochodu, a kobietę wydobyć i przetransportować do karetki. W ambulansie trwa masaż serca. Na noszach poszkodowana, ratowniczka uciska klatkę piersiową. Intubacja, tlen, USG jamy brzusznej, wszystko w tempie ekspresowym. Rozległe obrażenia wewnętrzne, połamane kończyny.

– Symulacja stop! – rozlega się w końcu w namiocie ustawionym naprzeciwko KPRM.

Tak wyglądał początek siódmego dnia Białego Miasteczka 2.0, które medycy rozbili po ulicznym proteście 11 września. W piątek o swojej pracy opowiadali ratownicy i ratowniczki.

– Tutaj kończy się symulacja, ale nie kończy się praca medyków – mówi przez mikrofon Adam Piechnik, ratownik medyczny z Warszawy. – Wszyscy przeżyli, pacjentów udało się ustabilizować. Ale kiedy wylądują w szpitalu, pracować przy nich będą lekarze, pielęgniarki, ale nie tylko. Żeby ci ludzie mogli wrócić do zdrowia, ciężko pracować będą również osoby zatrudnione w zawodach niemedycznych. Przygotują im jedzenie i umyją podłogę w sali szpitalnej.

Symulacja akcji pogotowia ratunkowego w Białym Miasteczku 2.0. Fot. Dawid Krawczyk

Ratownicy: Latają śmigłowce, bo nie ma karetek

Magda i Zuzanna przyjechały do miasteczka pod KPRM prosto z 24-godzinnego dyżuru. To nie była spokojna noc. – Wyjeżdżaliśmy do około 10 interwencji. Jedna z nich była wyjątkowo trudna emocjonalnie i przyznaję, że trochę wypompowała nas na początku nocy. Próba samobójcza, były ostre narzędzia, później interwencja policji. W mieszkaniu spędziliśmy trzy godziny – mówi chłodnym, spokojnym tonem Magda.

– Czy po takich doświadczeniach zostajecie z nimi sami, czy możecie korzystać z pomocy psychologów? – pytam.

– Nikt mi czegoś takiego nie proponował. W tym samym czasie, kiedy my miałyśmy tę interwencję, koledzy wyjechali do człowieka, który się powiesił w szpitalu. To już tak jest, że tragedia goni tragedię. Na pewno nie ma takiego podejścia z góry, że ktoś zapyta nas, czy czujemy się na siłach, żeby dalej pełnić dyżury i czy potrzebujemy pomocy. Tak na pewno powinno być, ale nie jest – mówi Magda.

Siedzimy w zielonym namiocie ratowników. Na zewnątrz, bliżej głównego wejścia do gmachu KPRM trwają przygotowania do symulacji akcji ratowniczej, która rozpocznie się o 11.00. Tym razem w scenariuszu jest wypadek samochodowy – w starej skodzie dwie poszkodowane osoby z obrażeniami, do których może dojść, kiedy auto uderzy w drzewo przy prędkości 60 kilometrów na godzinę. Magda i Zuzanna podczas symulacji będą w swoich rolach, czyli ratowniczek – przeprowadzą intubację, podadzą środki przeciwbólowe.

Mateusz na co dzień też pracuje jako ratownik, ale w symulacji odgrywa rolę świadka. – Skoro jest taka szansa, żeby opowiedzieć o naszej pracy i pokazać ją ludziom, to trzeba z tego skorzystać – mówi.

Mateusz Darul, ratownik pogotowia ratunkowego, podczas symulacji akcji ratowniczej w Białym Miasteczku 2.0. Fot. Dawid Krawczyk

Z naszej krótkiej rozmowy wynika, że przyjechali do Białego Miasteczka głównie z myślą o pacjentach, a nie, żeby wykrzyczeć coś premierowi i ministrom.

– Chcemy przede wszystkim opowiedzieć o naszej pracy pacjentom. Przecież rząd dobrze wie, jakie są nasze postulaty. Na razie mam wrażenie, że jest średnio zainteresowany ich realizacją. Wierzę, że to zmienia perspektywę, ludzie zaczynają rozumieć, że jak coś kuleje, to nie do końca jest nasza wina, tylko system jest niewydolny. Jeżeli grzecznie się to wytłumaczy, to ludzie rozumieją i są wdzięczni za pomoc – podkreśla Magda.

Rząd sam się zawsze wyleczy, więc może gardzić pielęgniarkami

Dzisiaj w miasteczku o problemach w pogotowiu opowiadają ratownicy. W poprzednich dniach pod KPRM można było usłyszeć o wyzwaniach, przed którymi stają pielęgniarki, położne, lekarze onkolodzy, psychiatrzy, chirurdzy. W namiotach przechodnie mogą skorzystać z podstawowych porad lekarskich, zmierzyć ciśnienie, porozmawiać o pracy osób zatrudnionych w zawodach niemedycznych.

Zuzanna dołączyła do stołecznego pogotowia w zeszłym roku, podczas drugiej fali pandemii. Mateusz na swoją pierwszą interwencję wyjechał blisko cztery lata temu, Magda zaczęła pracę w ratownictwie w 2009 roku. Nie pierwszy raz protestują i domagają się poprawy warunków pracy. Kilka dni temu Facebook podsunął Magdzie „wspomnienie” – zdjęcie z ogólnopolskiego protestu ratowników w 2017 roku.

– Teraz jest powtórka z rozrywki. Zmieniło się od tego czasu niewiele, może to, że dzisiaj trudniej jest już zamaskować problemy ratownictwa. Chyba wszyscy widzą, że coś jest nie tak, skoro na placu Konstytucji w Warszawie muszą lądować śmigłowce. Do tego stopnia brakuje karetek – mówi Magda.

Magdalena Kompińska, ratowniczka pogotowia ratunkowego, podczas symulacji akcji ratowniczej w Białym Miasteczku 2.0. Fot. Dawid Krawczyk

Ratownicy od lat zwracają uwagę nie tylko na swoje zarobki, ale również warunki zatrudnienia. Tydzień przed powstaniem Białego Miasteczka posłowie Lewicy, Marek Rutka i Beata Maciejewska przedstawili wyniki kontroli poselskiej, którą przeprowadzili w stołecznym pogotowiu. Z ich ustaleń wynikało, że na 573 ratowników zaledwie sześcioro pracuje na etacie. Reszta jest na samozatrudnieniu. Podobnie jak moi rozmówcy w Białym Miasteczku.

Nie są naiwni, nie liczą na to, że w tydzień rząd zmieni politykę zdrowotną. Dlatego planują kolejne akcje. Od 1 do 10 października wielu ratowników zamierza nie przyjść do pracy. Pytam Magdę, Mateusza i Zuzannę, czy będą wtedy wyjeżdżać na interwencję.

– Na pewno nie – odpowiadają zgodnie.

– Jeżeli nie nastąpi żaden przełom w rozmowach z rządem, to nie stawimy się do pracy. A nie spodziewam się, żeby miało do tego dojść – mówi Magda.

To już drugie Białe Miasteczko – i pewnie nie ostatnie

Opozycja na „gorących krzesłach”, ministra zdrowia nie widać

Kiedy 11 września ulicami Warszawy szedł protest medyków, przez kilka godzin demonstracja aż kipiała od energii i gniewu. Od startu marszu z okolic Ministerstwa Zdrowia, do momentu, w którym doszedł pod Kancelarię Premiera, ciągle słychać było skandowane hasła, trąbki i wuwuzele. Po tygodniu koczowania w namiotach w Alejach Ujazdowskich trudno znaleźć wśród protestujących tamtą energię. Liderzy protestu w rozmowach nieoficjalnie przyznają, że atmosfera nie jest tak waleczna jak na początku, chociaż nikt nie mówi jeszcze o zwijaniu namiotów.

Zuzanna Skrzyńska, ratowniczka pogotowia ratunkowego, podczas symulacji akcji ratowniczej w Białym Miasteczku 2.0. Fot. Dawid Krawczyk

Ciągle naprzeciwko KPRM ustawionych jest ich kilkanaście. W czasie dnia ratowników oddać można krew i podobnie jak w każdym poprzednim dniu politycy, którzy odwiedzają miasteczko, usadzani są na „gorących krzesłach”. Protestujący medycy zapraszają ich na scenę i zadają pytania.

W piątek oprócz polityków Lewicy protestujących odwiedzili też nauczyciele ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Od samego początku z medykami protestują również rolnicy z AGROunii. Do dziś Białego Miasteczka nie odwiedził ani premier, ani minister zdrowia.

Białe Miasteczko 2.0: nie chcemy, żeby ochrona zdrowia skonała

Postulaty protestujących pozostają te same. Domagają się spotkania z premierem. Oczekują, że rząd zwiększy nakłady na system opieki zdrowotnej do poziomu 8 proc. PKB, wzrostu wynagrodzeń do poziomów porównywalnych z płacami w krajach UE i powiązania płac ze średnią krajową. Każda z grup zawodowych wśród medyków ma również swoje postulaty. Ratownicy domagają się m.in. wzrostu wynagrodzeń i uchwalenia ustawy o zawodzie ratownika medycznego – miałoby to pozwolić na poprawę warunków zatrudnienia i bezpieczeństwa w pracy.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Dawid Krawczyk
Dawid Krawczyk
Dziennikarz
Dziennikarz, absolwent filozofii i filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, autor książki „Cyrk polski” (Wydawnictwo Czarne, 2021). Od 2011 roku stale współpracuje z Krytyką Polityczną. Obecnie publikuje w KP reportaże i redaguje dział Narkopolityka, poświęcony krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Jest dziennikarzem „Gazety Stołecznej”, warszawskiego dodatku do „Gazety Wyborczej”. Pracuje jako tłumacz i producent dla zagranicznych stacji telewizyjnych. Współtworzył reportaże telewizyjne m.in. dla stacji BBC, Al Jazeera English, Euronews, Channel 4.
Zamknij