64 proc. Ukraińców wierzy, że za 10 lat ich kraj będzie kwitł i należał do UE
Sondaże i badania w Ukrainie w przededniu czwartej rocznicy inwazji pokazują, że rosyjskie nękanie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego.
Przed polikryzysem nie obronimy się tylko czołgami. Pytamy ekspertki i praktyków, jak projektować mądrą politykę społeczną, edukacyjną, miejską, energetyczną i transportową.
Sondaże i badania w Ukrainie w przededniu czwartej rocznicy inwazji pokazują, że rosyjskie nękanie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego.
Świat, w którym prawo międzynarodowe nie istnieje, zasady nie obowiązują, a słabsze kraje nie mają nic do powiedzenia – już to przecież przerabialiśmy. Dlaczego polskiej prawicy tak się ten świat podoba?
Lepsza wojna niż zły pokój, to przekonanie żywi większość Ukraińców. I choć są już bardzo zmęczeni stawianiem oporu rosyjskim agresorom, nie mają złudzeń, że nastąpi szybkie rozstrzygnięcie, i gotowi są do wojennych poświęceń „tak długo, jak trzeba”. A to oznacza również, że Ukraińcy nie zaakceptują żadnego porozumienia z Rosją, które uznaliby za kapitulację.
W przeglądzie prasy z Europy Wschodniej piszemy o rosyjskiej blokadzie platformy do gier Roblox i reakcji rosyjskich dzieci, tajemniczym odprężeniu w białorusko-polskich relacjach oraz rocznicy rozpadu ZSRR.
Nocne zatrzymania, walizki spakowane „na wszelki wypadek”, detencja przypominająca karę – tak wyglądają „skuteczne deportacje”, którymi chwalą się polscy politycy.
Skoro w razie ataku Rosji na Polskę NATO potrzebuje aż 40 dni na relokację wojsk, może by rozpoczęli transporty już teraz, zanim rosyjska flaga załopocze na Pałacu Kultury i Nauki?
Rosyjskie operacje dywersyjne mają wspólny cel: podważyć zaufanie publiczne i osłabić państwa od środka. Polska swojego egzaminu z podatności nie zdała najlepiej.
Publiczne egzekucje, przemoc w polityce karnej i populistyczna punitywność. Prof. Jarosław Utrat-Milecki przestrzega przed brutalizacją prawa i złudnym poczuciem bezpieczeństwa.
Catherine Connolly reprezentuje praktycznie niewystępujący u nas polityczny gatunek lewicowej eurosceptyczki, kontestującej europejski projekt z lewa, zarzucając Unii „deficyty demokracji” i „neoliberalny charakter”.
Odkąd Donald Trump dał sygnał, że oczekuje od Europy wydatków na armię rzędu 5 proc. PKB, w kółko słyszymy o nowych kontraktach zbrojeniowych, zwiększaniu liczebności wojska, ogólnym przeznaczaniu kolejnych miliardów na militaria. Mniej mówi się o tym, co przy okazji poświęcamy.