Facebook powinien częściej banować przywódców państw
Wpisy prezydentów i premierów w mediach społecznościowych uważa się za istotne dla opinii publicznej. Co jednak, kiedy ta „istotność” polega na kłamstwie czy podżeganiu do przemocy?
Wpisy prezydentów i premierów w mediach społecznościowych uważa się za istotne dla opinii publicznej. Co jednak, kiedy ta „istotność” polega na kłamstwie czy podżeganiu do przemocy?
Nowa sensacja na rynku mediów społecznościowych, aplikacja Clubhouse, to coś na kształt… tradycyjnego radia.
Problem z kapitalistyczną utopią polega na tym, że „wycofywanie państwa” kończy się nie światem wolnych jednostek, ale wszechwładzą korporacji.
Rozmowa z Janem Zygmuntowskim, autorem książki „Kapitalizm sieci”.
Czy całe zamieszanie ma znaczenie dla nas, zwykłych użytkowniczek i użytkowników Facebooka? Właściwie nie, bo i tak nie mamy kontroli nad tym, kto i jak wykorzystuje nasze dane.
Facebook utrwala swój wizerunek sędziwego protoplasty social mediów, który nie chce i przynajmniej na razie nie bardzo musi się zmienić, choć ewidentnie nie nadąża za obecnymi czasami.
Personel Facebooka apeluje do Marka Zuckerberga o usunięcie postów prezydenta, które nawołują do przemocy i mordowania demonstrujących.
Politycy wiedzą, że prawdziwa gra o władzę toczy się w sieci. Czy tak samo jest w Polsce?
Świetne pomysły, które w rękach nieoglądających się na ryzyko prywaciarzy wiodą do katastrofy, powinny być oddane w służbę ogółowi.
Libra nie będzie stabilną walutą, a jej zakup byłby niezwykle ryzykowną spekulacją.