Dlaczego Zachód nie chce przyznać, że putinowska Rosja jest faszystowska?
Nazwanie Putina „faszystowskim politykiem” wciąż nie przechodzi przez gardło wielu elitom politycznym i finansowym Zachodu.
Nazwanie Putina „faszystowskim politykiem” wciąż nie przechodzi przez gardło wielu elitom politycznym i finansowym Zachodu.
Główny problem z teorią wielkiego zastąpienia nie polega na tym, że jest niepoparta faktami i danymi lub że pozostaje odporna na empiryczną weryfikację, ale na tym, jak radykalizująco działa na swoich wyznawców.
Największą chorobą polityki naszych czasów nie jest po prostu nacjonalizm, ale nacjonalizm nostalgiczny: ogarnięty manią „przywrócenia dawnej świetności”.
Mieszkam na Nowym Świecie i noszę gaz pieprzowy w torebce, ale nie dlatego, że ktoś w okolicy mojego domu dźgnął kogoś nożem albo dlatego, że do Polski przyjeżdżają obcokrajowcy.
Nasilenie grupowego narcyzmu pomaga przewidzieć, czy dana zbiorowość będzie wybierać populistów, czy jest ksenofobiczna i czy jest podatna na teorie spiskowe.
Żal mi ludzi, którzy podjęli walkę w obronie ojczyzny przed obcym najazdem i nie mają już żadnej szansy na przeżycie.
Ale brak radykalnych ruchów dzisiaj nie oznacza wcale, że jutro Rosjanie nie obudzą się w kraju, który już oficjalnie prowadzi wojnę i w pośpiechu przebiera ich w mundur, by gnać na front.
Póki Rosja atakuje i morduje ludzi w Ukrainie, póty rosyjscy dyplomaci w całym demokratycznym świecie będą uznawani za reprezentantów agresora. Będą wygwizdywani, nazywani faszystami i ośmieszani. I słusznie.
Premier Boris Johnson ma powody, żeby źle spać w nocy.
Jako polskie kobiety nie potrzebujemy, żebyście nas bronili przed obcokrajowcami. Brońcie nas przed gwałcicielami każdej narodowości.