Ja też nie chcę zabijania dzików. Ale pomysły aktywistów ich nie uratują
Rozumiem i podzielam sprzeciw aktywistów przeciwko zabijaniu dzików w miastach. Ale problemu nie rozwiążą oderwane od rzeczywistości propozycje.
Przestrzeń, która powinna należeć do ludzi, nie do kapitału.
Rozumiem i podzielam sprzeciw aktywistów przeciwko zabijaniu dzików w miastach. Ale problemu nie rozwiążą oderwane od rzeczywistości propozycje.
Na koniec wieku typowy sztorm będzie zalewać niektóre dzielnice Gdańska, a Żuławy będą zalane całe. Półwyspu Helskiego być może nie da się uratować. Musimy w Polsce zacząć stawiać sobie pytanie: co będziemy chronić, a czego nie.
Biletowy populizm łączy wszystkie polskie partie – od nudnej socjaldemokracji, przez sługusów Tuska, po do reszty skonfederaciałą prawicę. To jednak strategia o wyjątkowo krótkich nóżkach.
Rozwiązywanie sytuacji konfliktowych z udziałem dzików w miastach będzie musiało iść w stronę metod wykluczających zabijanie, bo po prostu takie są oczekiwania społeczne.
W Skopje prawicowy burmistrz obiecał, że posprząta miasto w 72 godziny – i zbudował na tym obraz politycznej sprawczości. Za tym obrazem kryje się państwo, w którym od lat ważniejsze od instytucji są układy, przysługi i prywatne interesy.
Udało nam się zainicjować głęboką zmianę w polityce mieszkaniowej. Krakowskie Razem w tym czasie ograniczało się do składania interpelacji i nagrywania rolek – mówi Tomasz Leśniak, radny miasta Krakowa Nowej Lewicy.
Samorząd to jedyny system, który od 30 lat ani razu nie był reformowany. Ale kryzys demograficzny i przybierające na sile oczekiwania mieszkańców zmienią w Polsce lokalnej wszystko.
Kandydatka Razem na prezydentkę Krakowa odpowiada, czy głosowała w referendum odwołującym Aleksandra Miszalskiego, z jakimi problemami boryka się miasto i jaki jest jej pomysł na zmiany.
Mamy w Polsce prawie 160 takich par: miasto i otaczający je obwarzanek, czyli gmina wiejska. Dwie gminy, dwóch włodarzy, dwie rady, dwa urzędy. A to dopiero początek problemów.
Niedziela 24 maja była w Krakowie przepiękna, można było robić mnóstwo fajniejszych rzeczy, niż głosować w sprawie, której większość mieszkańców Krakowa nie uważa za istotną. Większość została więc w domach. Teraz, formalnie rzecz biorąc, też – ale poszło wystarczająco dużo, żeby Miszalskiego odwołać.