Kiedy wieje społeczny wiatr, można dużo wywalczyć
Samorząd to jedyny system, który od 30 lat ani razu nie był reformowany. Ale kryzys demograficzny i przybierające na sile oczekiwania mieszkańców zmienią w Polsce lokalnej wszystko.
Lektury, które uczą widzieć – nie tylko czytać.
Samorząd to jedyny system, który od 30 lat ani razu nie był reformowany. Ale kryzys demograficzny i przybierające na sile oczekiwania mieszkańców zmienią w Polsce lokalnej wszystko.
Jeśli Polska chce budować soft power, musi traktować kulturę jako strategiczną inwestycję publiczną, a nie ścieżkę eksportu dla zmistyfikowanego heroizmu, rynek dla reklamy suplementów diety czy szansę na odbudowanie pałaców dawnych panisk.
Czy „Hamlet” naprawdę musi być mądry, czy wystarczy, że jest ciekawy? Spektakl w reżyserii Kamila Białaszka, znanego też jako raper Koza, w Teatrze Powszechnym w Warszawie nie jest może szczególnie spójny czy intelektualnie głęboki, ale z pewnością wart uwagi.
Dokładnie w 1992 roku był ten szumnie zapowiedziany koniec historii i wtedy się urodziłam. Okazało się, że, ku zaskoczeniu wielu, historia jednak się jeszcze potoczyła – mówi autorka komiksu „Okruchy. Dojrzewanie w postkomunistycznej Polsce”.
Twórca filmu „Orwell: 2+2=5” jakby nie rozumiał, że zagrożeniem jest nie tylko szeroko rozumiana prawica i zdziadziali dyktatorzy, ale system-kłącze, napędzające się interesy zbrojeniowo-inwigilacyjne, sztama najbogatszych z najpotężniejszymi, późny kapitalizm.
Sądzę, że PiS również zdawał sobie sprawę z tego, że IPN po prostu bardzo źle działa – abstrahując od tego, jak my będziemy oceniać prawicową politykę pamięci – mówi dyrektor Instytutu Narutowicza.
W książce Michała Gulczyńskiego „Mężczyźni” tort jest mały, talerzy brakuje, a kolejka długa. Autor uważnie przygląda się, komu przypadł dodatkowy okruszek. Rzadziej pyta, kto właściwie pokroił ten tort na tak małe i nierówne kawałki.
Staniszkis wprowadziła do debaty publicznej nie tylko pojęcie postkomunizmu i koncepcję pułapki średniego rozwoju, ale też kategorię „uśmiechniętych” polityków i spojrzenie na Polskę jako na peryferyjne „państwo z kartonu”.
Trudno mi ocenić, która z powieści Johna Williamsa jest „lepsza”. Każda z nich przeszyła mi serce, przeprogramowała mózg, przeorała ciało – mówi tłumacz odkrywanego na nowo amerykańskiego pisarza.
Powieść, choć dużo tu futurystycznej fikcji, w dużej mierze czyta się jak reportaż z jakiejś uogólnionej wojny, ale nie takiej, która toczy się na froncie, armia przeciwko armii, a bardziej tej, która dotyka zwykłych ludzi.