Jak WPan Cfany sprawił, że Adom został rozerwany i nastąpiło wielgie BUM
„Będzie wszystko, co trzeba, żeby zainteresować czytelników”. Kinga Dunin czyta książki Russella Hobana i Iana McEwana – dwie powieści o świecie po apokalipsie.
Lektury, które uczą widzieć – nie tylko czytać.
„Będzie wszystko, co trzeba, żeby zainteresować czytelników”. Kinga Dunin czyta książki Russella Hobana i Iana McEwana – dwie powieści o świecie po apokalipsie.
Wietrzymy zatęchłe po zimie pokoje zbiorowej wyobraźni, wpuszczamy słońce, zapach ziemi i odradzającej się zieleni. Porządkujemy, odkurzamy i opisujemy na nowo.
Dlaczego warto przeczytać „Przewodnik po Warszawie czasów rewolucji 1905 roku” Aleksandry Jakubczak?
Pytania o płeć, rasę, tożsamość płciową, klasowość, które dziś często stawiamy, nie wydają się dla Jamesa Wooda istotne. To zresztą nie zarzut – narzędzia, które nam daje, są dość uniwersalne i ich nie wykluczają.
Ilekroć byłam bliska rezygnacji, autor rzucał jakąś cudowną racę, która sprawiała, że wciągałam się bez reszty. A potem znowu irytująco nudził, powtarzając po raz kolejny to samo – że jest samotny, świat jest okropny i że to wcale nie jest powieść, tylko antypowieść.
Czy wiemy już o noblistce wszystko? Jeśli chodzi o mnie, to chyba wystarczająco dużo, ale dla prawdziwych miłośników jej twórczości może jeszcze coś się znajdzie.
Wygadani przedstawiciele prawicy i inni, którym się zdaje, że na wojnie cały naród bieży do okopów, by stamtąd ciskać we wroga zdrowaśkami i odłamkowymi, nie mogą się nadziwić, że w Ukrainie – obok tego, że jest wojna – ludzie po prostu żyją. A nawet chodzą do kina.
Drugi tydzień możemy oglądać na Netflixie serial o Doktor Jolancie Wadowskiej-Król. Równolegle przez media przetacza się dyskusja o tym, na ile wiernie ukazuje on Katowice w latach 70. i epidemię ołowicy wśród dzieci.
Mówiąc językiem współczesnej pop-psychologii, Emily Brontë w „Wichrowych wzgórzach” uczy czytelniczki rozpoznawać czerwone flagi. Co z tego progresywnego, protofeministycznego myślenia zostało w adaptacji Emerald Fennell? Praktycznie nic.
Jacek Dukaj pisze w posłowiu, że dla dzisiejszej postpiśmiennej kultury „Robot” Wiśniewskiego-Snerga może okazać się zbyt trudny. Może nie będzie tak źle?