Patrząc z innej perspektywy, kwestionując bożka „sprawczości”
Początkowo styl „Ciała” był dla mnie nieco nudny i dezorientujący, jednak dość szybko znalazłam w tym coś hipnotyzującego. Nagroda Bookera z 2025 roku nie wydaje mi się pomyłką.
Lektury, które uczą widzieć – nie tylko czytać.
Początkowo styl „Ciała” był dla mnie nieco nudny i dezorientujący, jednak dość szybko znalazłam w tym coś hipnotyzującego. Nagroda Bookera z 2025 roku nie wydaje mi się pomyłką.
W recenzjach książki Michała Gulczyńskiego „Mężczyźni. O nierówności płci” ze strony lewicowej powiedziano wszystko oprócz jednego. Nadal nie wiemy, co lewica ma do zaproponowania w tym temacie i dlaczego obecna strategia, o ile jakaś istnieje, jest niewystarczająca.
Światowa publiczność skorzystałaby, gdyby zamiast kolejnego Rosjanina albo drugorzędnej amerykańskiej pisarki poczytała więcej Polaków, Czechów czy Węgrów.
Choć powieści Louise Erdrich i Bea Vianen dzieli blisko pół wieku i kontekst społeczno-polityczny – „Okrągły dom” rozgrywa się w rezerwacie Odżibwejów, „Surinamie, to ja” w byłej holenderskiej kolonii – obie można czytać w podobnym kluczu.
Samorząd to jedyny system, który od 30 lat ani razu nie był reformowany. Ale kryzys demograficzny i przybierające na sile oczekiwania mieszkańców zmienią w Polsce lokalnej wszystko.
Jeśli Polska chce budować soft power, musi traktować kulturę jako strategiczną inwestycję publiczną, a nie ścieżkę eksportu dla zmistyfikowanego heroizmu, rynek dla reklamy suplementów diety czy szansę na odbudowanie pałaców dawnych panisk.
Czy „Hamlet” naprawdę musi być mądry, czy wystarczy, że jest ciekawy? Spektakl w reżyserii Kamila Białaszka, znanego też jako raper Koza, w Teatrze Powszechnym w Warszawie nie jest może szczególnie spójny czy intelektualnie głęboki, ale z pewnością wart uwagi.
Dokładnie w 1992 roku był ten szumnie zapowiedziany koniec historii i wtedy się urodziłam. Okazało się, że, ku zaskoczeniu wielu, historia jednak się jeszcze potoczyła – mówi autorka komiksu „Okruchy. Dojrzewanie w postkomunistycznej Polsce”.
Twórca filmu „Orwell: 2+2=5” jakby nie rozumiał, że zagrożeniem jest nie tylko szeroko rozumiana prawica i zdziadziali dyktatorzy, ale system-kłącze, napędzające się interesy zbrojeniowo-inwigilacyjne, sztama najbogatszych z najpotężniejszymi, późny kapitalizm.
Sądzę, że PiS również zdawał sobie sprawę z tego, że IPN po prostu bardzo źle działa – abstrahując od tego, jak my będziemy oceniać prawicową politykę pamięci – mówi dyrektor Instytutu Narutowicza.