Facebook powinien częściej banować przywódców państw
Wpisy prezydentów i premierów w mediach społecznościowych uważa się za istotne dla opinii publicznej. Co jednak, kiedy ta „istotność” polega na kłamstwie czy podżeganiu do przemocy?
Wojny narracyjne i propaganda ery algorytmów.
Wpisy prezydentów i premierów w mediach społecznościowych uważa się za istotne dla opinii publicznej. Co jednak, kiedy ta „istotność” polega na kłamstwie czy podżeganiu do przemocy?
Wiemy, że targetowanie reklam politycznych powoduje poważne szkody. Ale reklamy czysto komercyjne też nas od siebie izolują i odbierają nam głos.
Nie cenzurujmy antyszczepionkowych dyrdymałów, tylko szczepmy jak najwięcej chętnych. Próby uciszenia teorii spiskowych to woda na młyn tych, którzy twierdzą, że państwo ich prześladuje.
Fragment książki Ewy Krawczyk „Dlaczego się szczepimy”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Kiedy skrajne, absurdalne przekonania wchodzą do głównego nurtu i zmieniają politykę, jest się czego obawiać.
Według Reporterów bez Granic wolność mediów stoi na „dobrym” poziomie w zaledwie 12 krajach – jeszcze nigdy nie było tak źle.
Wykorzystując biblijny język oraz tematy o mocnym ładunku emocjonalnym, takie jak „ratujmy dzieci”, ruch QAnon przyciąga już całkiem zwykłych chrześcijan.
Od Niemiec po Meksyk za pieniądze amerykańskich fundamentalistów wciska się kobietom groźną dla życia terapię hormonalną, która rzekomo cofa aborcję farmakologiczną.
Nikt Kościołowi nie zabrania głosić przekonań, które w świetle wiedzy naukowej są anachroniczne, ale nie ma powodu, żeby te przekonania były podstawą prawa obowiązującego także ludzi niewierzących.
Wirus szympansa, nerka abortowanego dziecka, GMO i jeszcze rakotwórczy polisorbat – tyle dobra serwuje nam podobno AstraZeneca w szczepionce na COVID-19. Podobno!