UE

Mouffe: Europa wielu tożsamości

Jaką rolę w przyszłości Unii Europejskiej powinny odgrywać identyfikacje narodowe i regionalne? Czy powstanie wspólna, postnarodowa europejska tożsamość?

Europejski projekt znalazł się dziś na rozdrożu. Jego przetrwanie nie jest niestety czymś oczywistym. Aby zabezpieczyć przyszłość Unii Europejskiej, trzeba podjąć ważne decyzje – i jeszcze za wcześnie, by określić, jaki kierunek przybiorą. Pewne jest jednak, że ich konsekwencje będą dalekosiężne.

Wśród zwolenników UE panuje ogólna zgoda, że potrzeba więcej integracji; zasadnicze spory dotyczą tego, jak ów proces miałby wyglądać. Źródła tych sporów są wielorakie. Poza tym, że stanowią wyraz różnic politycznych, niosą ze sobą także różnice filozoficzne, które musimy uwypuklić, aby pojąć, o co toczy się gra.

Jeden z kluczowych podziałów dotyczy tego, jaką rolę w przyszłości Unii Europejskiej i w jej integracji powinny odgrywać tożsamości narodowe i regionalne. Jak wielokrotnie wskazywano, na przekór tym, którzy oczekiwali upowszechnienia postkonwencjonalnych i postnarodowych form tożsamości, dziś jesteśmy świadkami raczej wzmocnienia tożsamości narodowych. Co więcej, jeśli nawet tak się nie dzieje, to nie ponadnarodowy poziom zyskuje na ważności, lecz regionalne formy identyfikacji. Choć zatem państwa narodowe mogą tracić część swych mocy i kompetencji – przy czym warto zaznaczyć, że skala tych strat jest przedmiotem bardzo poważnych sporów teoretyków – bynajmniej nie towarzyszy temu zanik narodowych form tożsamości.

Powinniśmy zatem zaakceptować fakt, że przynajmniej w przewidywalnej przyszłości narodowe formy lojalności prawdopodobnie nie znikną.

Naiwnie byłoby oczekiwać od ludzi, że porzucą je na rzecz tożsamości postnarodowej, europejskiej. Próba narzucenia formy integracji, która ignorowałaby ten fakt, będzie bardzo niebezpieczna i doprowadzi jedynie do negatywnej reakcji na cały projekt europejski.

Jako teoretyczkę polityki niepokoi mnie, że tak wiele spośród koncepcji Europy ponadnarodowej przenikniętych jest podejściem indywidualistycznym i racjonalistycznym, które nie pozwala nam ująć właściwie procesu tworzenia się tożsamości zbiorowych, a także uznać natury i roli narodowych i regionalnych form tożsamości. Aby zrozumieć głębię wyzwania, z jakim zmierzyć się musi europejska integracja, potrzebujemy alternatywnego podejścia, które pozwoliłoby nam lepiej wyobrazić sobie cały szereg problemów związanych z jej przyszłym rozwojem.

Jakie są możliwe typy relacji zachodzącej między „nami” a „nimi”? Już Freud dobrze wiedział, że relacją tą może być także wrogość. W Kulturze jako źródle cierpień stwierdził, że „jest zawsze możliwe, że większa grupa ludzi połączy się we wzajemnej miłości, podczas gdy dla innych pozostaną tylko przejawy agresji” [1]. Skoro dostrzegamy ten fakt, stajemy w obliczu problemu: jeśli tożsamości zbiorowe zawsze skonstruowane są wedle relacji my/oni, w jaki sposób możemy uniknąć przerodzenia się jej w relację wrogości?

To jedna z zasadniczych kwestii, z którą mierzy się mój model demokracji agonistycznej. Jak można zaprojektować agonistyczny model Europy? Jak wyglądałaby Europa agonistyczna? Tak naprawdę już samo powołanie Unii Europejskiej można uznać za bardzo dobry przykład utrzymywania antagonizmu w ryzach poprzez utworzenie układu agonistycznego. Pamiętacie intencje ludzi takich, jak Jean Monnet czy Robert Schuman, którzy promowali europejski projekt po II wojnie światowej? Ich celem było stworzenie takich instytucji, które uniemożliwiłyby wystąpienie nowych form antagonizmu między Francją a Niemcami. Rozumieli, że można to zrobić jedynie poprzez wykreowanie takiego „my”, które włączałoby oba kraje, wraz z jeszcze kilkoma innymi, we wspólny projekt.

Pierwsza instytucjonalna forma owego „my” była natury gospodarczej – Wspólnota Węgla i Stali. Inne formy integracji rozwinięto później. Oczywiście od samego początku Monnet i Schuman troszczyli się zarówno o kwestie kulturowe, jak i polityczne. Nie wyobrażali sobie jednak zaniku narodowych tożsamości i wymazania ich różnorakich, często skonfliktowanych interesów. Ich celem było, żeby wszyscy wciągnięci do wspólnoty europejskiej poprzez udział we wspólnych projektach wytworzyli między sobą więź, która zmniejszy prawdopodobieństwo, że potraktują się kiedyś nawzajem jak wrogowie.

Taki jest właśnie zamysł mojego podejścia agonistycznego, będącego propozycją utrzymania antagonizmu w ryzach poprzez ustanowienie instytucji pozwalających konfliktom przyjmować formy agonistyczne. Nie ma wątpliwości, że widziany z tej właśnie perspektywy europejski projekt był jak dotąd udany. Musimy mieć jednak świadomość, że w każdej chwili może się on cofnąć w rozwoju.

Integracja europejska

Jaką – z agonistycznej perspektywy – można wyciągnąć lekcję na temat sposobu kontynuowania integracji europejskiej? Jaka formuła integracji sprawi, że Europa ustanowi relację agonistyczną między różnymi narodami, cechującą się „konfliktowym konsensusem”? Taka Europa agonistyczna z pewnością musiałaby uznać fakt wielości i różnorodności tożsamości zbiorowych, jakie w niej istnieją, uwzględniając również ich wymiar afektywny. Celem agonistycznej Europy powinno być wytworzenie więzi pomiędzy różnymi jej składnikami, przy jednoczesnym uznaniu różnic między nimi. Wyzwanie integracji europejskiej faktycznie polega na połączeniu jedności i różnorodności, na stworzeniu takiej formy wspólności, która zostawia miejsce na wewnętrzne zróżnicowanie.

To dlatego właśnie niezbędne jest, jak twierdzę, zarzucenie wszelkich prób skonstruowania jednolitego postnarodowego „my”, które przezwyciężyłoby różnorodność „my” narodowych.

To właśnie negacja narodowego „my”, a przynajmniej strach, że mogłoby do niej dojść, stanowi źródło dużej części oporu przeciwko integracji europejskiej, co prowadzi do pojawienia się wielorakich form antagonizmu pomiędzy narodami.

W myśleniu o tym, jaka metoda integracji byłaby najwłaściwsza dla Europy agonistycznej, szczególnie użyteczne wydają mi się przemyślenia francuskiego teoretyka prawa Oliviera Beaud. Proponuje on odkryć na nowo pojęcie „unii federalnej” – federalizm ten polegałby na specyficznej unii pomiędzy kilkoma jednostkami politycznymi [2]. Pomyślana jako unia państw, federacja ma na celu wspólne ustanowienie przez państwa nowej jednostki politycznej, tak aby mogły one utrzymać własne istnienie polityczne, a zatem pozostać państwami.

Uznając potrzebę jakiegoś rodzaju tożsamości europejskiej i czyniąc rozróżnienie pomiędzy wnętrzem i zewnętrzem (jest to warunek konieczny każdej formy unii federalnej, która zawsze odnosi się do przestrzennej jedności z określonymi granicami), unia federalna postrzega zarazem różnorodność swych składników jako coś wartościowego, co należy zachować. Uwzględnia konstytutywną dwoistość Europy „zjednoczonej w różnorodności” i nie ma na celu usuwania różnic narodowych. 

Taki sposób myślenia o unii federalnej powinien posłużyć za dobry argument dla tych wszystkich, którzy pozostają przywiązani do istnienia państw narodowych. W warunkach globalizacji nie ma już wątpliwości, że państwa europejskie nie stawią czoła licznym wyzwaniom samotnie. Stąd też wynika potrzeba stworzenia szerszych form unii. Pomyślana jako „unia federalna”, Unia Europejska mogłaby być odpowiedzią na takie wyzwanie. Nie będąc postrzegana jako wyrok wydany na państwa narodowe, mogłaby zapewnić warunki do ich przetrwania w zglobalizowanym świecie.

Europa narodów czy Europa regionów?

Kluczowy w tym momencie problem dotyczy kompetencji państwa narodowego. Czy poziom narodowy to jedyny istotny i prawomocny poziom dla uprawiania demokracji? A może w unii federalnej różnym regionom należałoby przyznać więcej władzy, niż mają obecnie? Innymi słowy, czy o Unii Europejskiej należy myśleć w kategoriach federacji państw narodowych czy federacji regionów? Przypomnijmy najpierw stanowisko, któremu sama się sprzeciwiam – propozycję, zgodnie z którą Unia Europejska powinna za cel postawić sobie utworzenie, na poziomie europejskim, homogenicznego demosu, który byłby nośnikiem suwerenności i stanowił najważniejsze miejsce uprawiania demokracji. Przesłanką takiej wizji jest przeniesienie lojalności ludzi z państw narodowych na Unię. Jeśli odrzucamy takie założenie, oznacza to, że nie można pomyśleć demokracji na poziomie europejskim na zasadzie demokracji reprezentatywnej w szerokim sensie tego słowa. Alternatywy dla takiej ponadnarodowej Europy mogą jednak przybrać najróżniejsze formy.

Zdaniem Kalypso Nicolaïdis powinniśmy myśleć o Unii Europejskiej jako demoï-kracji, to znaczy unii narodów i państw, która uznaje wielość i trwałe istnienie różnych demoï, demosów tworzących jej części. Unii, która respektuje narodowe tożsamości jej członków, wyrażone w ich strukturach politycznych i konstytucyjnych. Uprawianie demokracji na poziomie różnych państw narodowych nie zostanie zatem zarzucone ani zastąpione nowym zestawem instytucji odpowiadających jakiemuś jednolitemu europejskiemu demosowi. Zdaniem Nicolaïdis wynikają z tego trzy istotne przesunięcia w porównaniu z obecnym modelem: „Pierwsze: od wspólnej tożsamości w stronę podzielanych tożsamości; drugie: od wspólnoty tożsamości w stronę wspólnoty projektów; wreszcie: od koncepcji rządzenia wielopoziomowego w kierunku form wielocentrycznych” [3].

Wizja Nicolaïdis zazębia się z agonistyczną koncepcją, którą staram się wyłożyć, ponieważ uwzględnia potrzebę uznania i zachowania wielości demokratycznych przestrzeni dla uprawiania demokracji i potrzebę stałego równoważenia dwóch poziomów, europejskiego i narodowego, dostrzegając istniejące pomiędzy nimi napięcie.

Niektórzy idą jednak jeszcze dalej i kwestionują uprzywilejowaną pozycję państwa narodowego. To np. casus Roberta Menasse, który głosi, że problemy, z którymi dziś mierzy się UE, wynikają głównie z faktu, że jest ona unią państw narodowych, których politykę napędzają ich własne interesy – kosztem interesu ich społeczeństw. Jego zdaniem obecny kryzys ma charakter polityczny, a spowodowany jest niechęcią rządów narodowych do stworzenia form demokratycznego zarządzania, których wymaga projekt europejski. Pod fałszywą przykrywką obrony narodowych interesów tak naprawdę bronią one interesów małej grupy elit krajowych, których wpływ polityczny wynika z siły finansowej i gospodarczej [4]. Menasse jest przekonany, że konfrontacja interesów narodowych mogłaby doprowadzić do rozpadu UE, a jedyne rozwiązanie widzi w realnej demokratyzacji Unii w ramach nowej formy integracji, w której decydująca rolę odgrywałyby regiony.

Menasse nie odpowiada jednak na pytanie, jak taki projekt można by zinstytucjonalizować – a są powody do sceptycyzmu co do możliwości, przynajmniej w bliskiej przyszłości, całkowitego ominięcia państwa narodowego. Możliwe jednak, że można wyobrazić sobie rozwiązanie mieszane; użytecznych spostrzeżeń dostarczą nam tutaj wizje federalizmu, jakie proponuje Massimo Cacciari [5].

Punkt wyjścia dla jego refleksji jest fakt, iż nowoczesne państwo jest wręcz rozrywane wskutek dwóch wielkich ruchów: mikronarodowego i ponadnarodowego.

Od środka rozrywa je presja ruchów regionalistycznych, z zewnątrz – wzrost siły ponadnarodowych potęg i instytucji, a także rosnącej mocy globalnych finansów i korporacji transnarodowych.

Odpowiedzią na tę sytuację jest coś, co nazywa on „federalizmem oddolnym”, w przeciwieństwie do „federalizmu odgórnego”. Taki federalizm oddolny uznawałby specyficzną tożsamość różnych regionów i różnych miast, nie po to, by je izolować i oddzielać od siebie, lecz by stworzyć warunki dla autonomii pomyślanej i zorganizowanej na bazie wielorakich relacji wymiany pomiędzy tymi regionami i miastami.

To, co postuluje Cacciari, można rozumieć jako typ unii federalnej, w której części składowe nie ograniczałyby się do państw narodowych i w której regiony również odgrywałyby istotną rolę. Z punktu widzenia agonistycznego modelu dla Europy szczególnie interesująca wydaje mi teza, że taką unię charakteryzowałaby autonomia realizowana w ramach systemów zintegrowanych na zasadach konfliktowych, obejmując zarazem wymiar solidarności i konkurencji. Uwzględniając propozycje Cacciariego, moglibyśmy wyobrazić sobie Unię Europejską, która byłaby nie tylko demoï-kracją złożoną z państw narodowych, lecz w której istniałaby wielość demoï, gdzie demokrację można by uprawiać na wielu różnych poziomach na różne sposoby.

W takiej wizji uznaje się i artykułuje różne formy tożsamości zbiorowych, nie tylko narodowych, ale także regionalnych. Przyjmuje się również rosnącą wagę miast i nowych formuł kooperacji. Cacciari wskazuje również na możliwości organizowania się jednostek regionalnych na poziomie transnarodowym w wielu tych miejscach, gdzie istnieją już formy jedności kulturowej czy gospodarczej, jak ma to miejsce np. na granicach pomiędzy Francją i Hiszpanią, Francją i Włochami czy Włochami i Austrią.

Taki sposób projektowania Unii Europejskiej umożliwiłby efektywny pluralizm różnych demokratycznych jednostek i pozwolił myśleć o realnie „agonistycznym” modelu relacji pomiędzy nimi. Choć narody pozostają istotne, trzeba uznać, że istnieją również inne ważne formy lojalności i inne przestrzenie demokratycznej partycypacji. Agonistyczna Unia Europejska powinna dać ludziom możliwość partycypacji w całej różnorodności demoï. Tak by mogli korzystać ze swych demokratycznych uprawnień bez wyrzekania się swych lojalności narodowych i regionalnych.

 

Przypisy:

[1] Sigmund Freud, Kultura jako źródło cierpień, [w:] tegoż, Pisma społeczne, Wydawnictwo KR, Warszawa 1998, s. 203.
[2] Olivier Beaud, La question de l’homogeneite dans une federation, „Lignes”, 13/2004, s. 114. Idee te autor rozwija w książce Theorie de la Federation, PUF, Paris 2007.
[3] Kalypso Nicolaidis, Demos et Demoi: Fonder la constitution, „Lignes” 13/2004, s. 98–99.
[4] Robert Menasse, Der Europaische Landbote, Paul Zolnay Verlag, Wien 2012, s. 59.
[5] Zob. prezentację jego koncepcji w: The philosopher politician of Venice: Interview with Massimo Cacciari, Yvon le Bot, Marco Semo, Anna Spadolini, „Soundings”, 17/2001, s. 25–34.

Jest to fragment rozdziału „An Agonistic Approach to the Future of Europe” z książki „Agonistics”, której polski przekład ukaże się jesienią w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Tłum. Michał Sutowski. Tytuł od redakcji.


Chantal Mouffe (1943) – belgijska filozofka, wykłada w Wielkiej Brytanii. Jedna z najważniejszych przedstawicielek postmarksizmu. Autorka (wspólnie z Ernesto Laclau) fundamentalnej dla nowoczesnej lewicy pracy Hegemonia i socjalistyczna strategia (1985, wyd. pol. 2007). W Wydawnictwie Krytyki Politycznej ukazała się jej Polityczność (2008) oraz Carl Schmitt. Wyzwanie polityczności, zbiór tekstów pod jej redakcją.

 

Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać