Świat

Czy plantfluencerzy szykują rewolucję?

Fot. FB @Sylplants

W dużych miastach zaobserwować można rozkwit kwiaciarni w nowym stylu – już nie osiedlowych sklepików wypełnionych bukietami z róż przybranych gipsówką, ale przedsiębiorstw sprzedających wyobrażenie o milenialsie-domowym ogrodniku. A wręcz: roślinnym rodzicu. Estetykę takich miejsc kształtują plantfluencerzy.


Dwie pierwsze kupiłam, bo podobały mi się betonowe doniczki. Wcale nie byłam przekonana do hodowli roślin – wydawała mi się czasochłonna, a przede wszystkim skazana na niepowodzenie. Kiedy pojawiły się w domu, okazało się, że może nie mam tzw. ręki do roślin, ale lubię na nie patrzeć i je podlewać, wypatrując żółknących listków. No i nagle się okazało, że to nie tylko moje hobby, bo monstery, pilee, zamiokulkasy, fikusy czy palmy hodują prawie wszyscy (a przynajmniej prawie wszystkie) w mojej bańce.

Nie tylko zresztą w bańce. Kiedy kongresmenka Alexandra Ocasio-Cortez wyjechała wiosną na dwa tygodnie z Waszyngtonu, jedna z pierwszych relacji na Instagramie po powrocie do DC dotyczyła stanu jej ogródka na dachu. Razem z AOC przed ekranami drżeli jej followersi: czy kapusta pastewna wytrzymała rozłąkę? Dzięki wstawionym do ziemi butelkom z wodą rośliny wytrzymały, a polityczka mogła zjeść sałatkę.

„Uważam, że rośliny są doskonałymi parterami do ćwiczenia odpowiedzialności, ponieważ dosłownie umierają, jeśli nie poświęcisz czasu sobie i im” – skomentowała na swoim Instagramie. O swoich roślinach chętnie opowiadają również instagramerki i youtuberki – półgodzinne wideo internetowej gwiazdy Jenny Marbles, w którym pokazuje wszystkie rośliny w swoim domu, ma 5 milionów odsłon.

W Stanach Zjednoczonych fenomen ten generuje konkretne przychody – milenialsi odpowiadają za ok. 30 procent zakupów roślin doniczkowych, a kolejne firmy zajmujące się ich sprzedażą rosną. Trudno oszacować, czy i polski rynek kwiatów zyskał coś na tej miłości dwudziesto- i trzydziestolatków do hodowania zieleni doniczkowej, zakładania balkonowych ogródków i częstszych niż rozsądne wizyt w centrach ogrodniczych i butikach z roślinami.

Dostępne badania dotyczą raczej kwot przeznaczanych przeciętnie przez Polaków na kwiaty, bez rozróżnienia na cięte i doniczkowe – w 2005 roku było to 38 złotych rocznie, w 2012 – już 90. W dużych miastach zaobserwować można rozkwit (nomen omen) kwiaciarni w nowym stylu – już nie osiedlowych sklepików wypełnionych bukietami z róż przybranych gipsówką, ale przedsiębiorstw sprzedających wyobrażenie o milenialsie-domowym ogrodniku. Tu, wśród nakrapianych kalatei czy wybarwionych na biało monster (gatunek poszukiwany), skrywa się wybór odpowiednich doniczek, podstawki na oplątwy czy kule z mchu.

Estetykę tych miejsc kształtują plantfluencerzy, czyli influencerzy prowadzący roślinne Instagramy i kanały na YouTube’ie. Proste donice, makramy na donice wiszące i stojące kwietniki z giętego metalu – a w nich, rzecz jasna, modne gatunki roślin. Niektórzy z nich, tak jak duet prowadzący instagramowe konto haarkon, skupiają się na roślinnych zdjęciach z podróży, inni – jak Darryl Cheng (na Instagramie jako houseplantjournal) czy Lauren Sharfman i Amanda Switzer (YouTube i Instagram – planterina) opowiadają o konkretnych gatunkach i jak o nie dbać. Kont poświęconych roślinom – podobnie zresztą jak zwierzętom – przybywa w takim tempie, że w Stanach, gdzie zjawisko rozwinęło się najbardziej, kształtuje popyt i podaż na konkretne okazy.

Wiele najpopularniejszych kont – zwłaszcza tych youtube’owych – nie ogranicza się do pięknych ujęć zieleni: podaje też konkretne instrukcje dotyczące dbania o rośliny. Filmy Summer Ranyne Oaks sięgają kilkuset tysięcy odsłon, chociaż po „fajne sposoby na podlewanie” moglibyśmy pewnie równie dobrze zadzwonić do babć. Niektórzy plantfluencerzy – jak wspomniana przed chwilą była modelka – są biologami, ogrodnikami czy zajmują się środowiskiem, co pozwala im z przekonaniem udzielać tysiącom widzów dobrych rad.

View this post on Instagram

AIR PURIFYING PLANTS! Indoor plants, how do I love thee? Well for one I love thee because some of you actually clean the air of VOC’s and other harmful pollutants. … 🌱 Of course, not ALL house plants qualify as air cleaning plants, but I have found 44 gorgeous ones (including the Cast iron plant, Spider Plant, Money Plant and Calathea pictured here) to feature in an in-depth video on the subject (link in bio). … 🌱 Wishing you a great Thursday! And hoping you can breathe free!! 💚 . . . . . . . . . #get_planted #planterina #airpurifyingplants #plantseverywhere #plantgang #indoorplantstyling #kndokrplants #greenthumb #indoorjungle #plantlady #girlswithplants #myplants #plantlove #greenthumb #pottedplants #plantstagram #instaplants #aircleaningplants #plantcollection #plantbased #greenisgood #green #livingwithplants #livinggreen #plantcare

A post shared by Planterina (@planterina) on

Popularność roślinnych twórców kontentu wśród milenialsów oraz miłość do roślin doniczkowych wynika z innych niż we wcześniejszych pokoleniach potrzeb, możliwości i aspiracji. Jak wiemy, dwudziesto- czy trzydziestolatkowie częściej wynajmują mieszkania, niż myślą o ich zakupie. Kilka, kilkanaście (czasem kilkadziesiąt…) doniczek można bez problemu przewieźć do kolejnego mieszkania, a do tego nie wymaga to żadnych zgód właścicieli, jak w przypadku zwierząt domowych.

Można się nimi zajmować, ćwiczyć się w odpowiedzialności i umówmy się: nie wymaga to więcej uwagi niż tamagochi. Roślin nie trzeba codziennie karmić, a przesuszenie o kolejny dzień znoszą z godnością. Obserwując plantfluencerów, można poczuć się odpowiedzialnym hodowcą lub, by zastosować ich terminologię – „roślinnym rodzicem”.

Opieka nad roślinami jest przecież także formą dbania o siebie, możliwą do przeprowadzenia niemal wszędzie. Kontakt z przyrodą, choćby i w mieście, sprzyja pielęgnowaniu zdrowia psychicznego, o czym przekonują liczne badania – ideałem byłby spacer po lesie albo chociaż parku, ale pomaga nawet hodowanie zieleni w doniczkach.

Żeby mieć rośliny, nie trzeba wcale mieszkać w domu z ogrodem – a plantfluencerzy pomogą dopasować gatunki do stylu życia i warunków mieszkaniowych. Nic dziwnego, że popularnością cieszą się tutoriale hodowania paprotek pod prysznicem, w łazience bez światła naturalnego, nagrzewające lampy, które stymulują wzrost czy sukulenty dla zapracowanych.

View this post on Instagram

#tbt about a year ago, I planted a mix of ferns into my shower where there are no windows…how are they now? – 2️⃣ For the first few months, I used a dual-head grow light but I measured their light distribution and felt that adding a triple-head grow light would get me better coverage. There were two times when we went on vacation and had to put the planters by the window in a tub with some water. The maidenhair died back once but the others survived. About half a year in, the caddy that was closest to the corner wasn't doing so well – my guess is that the water deflection from the shower didn't actually reach that caddy as effectively so its moss remained dry. Now I'm just maintaining these two. After a year, the two best performing ferns are the Silver Lace Fern and Maidenhair Fern. – Caption reading test: for more details on exactly how I planted this, go to my blog, houseplantjournal.com, and find the article entitled 'Ferns in the Shower' ~ ~ #houseplantjournal #houseplants #plants #ferns #fernlove #plantlove #plantlife #shower #growlights #verticalgarden #tropicalplants #plants #plantdad #plantobsession #plantparenthood #greenthumb #foliage

A post shared by Darryl Cheng (@houseplantjournal) on

Hodowla roślin doskonale wpisuje się też w powszechną w młodszych pokoleniach dbałość o środowisko i postapokaliptyczne przeczucia. Jeśli domowa hodowla przechodzi w fazę produkcji jedzenia (choćby miały to być zioła i kiełki rzeżuchy), można poczuć się prawdziwym ogrodnikiem. Emocje, które towarzyszą przyglądaniu się nowym liściom i listkom, uważna obserwacja roślin rosnących w skrzynkach daje poczucie sprawczości, o które trudno przy zakupach na targu.

Bycie producentem własnej sałaty – jak Alexandra Ocasio-Cortez – wpisuje się w szerszy nurt minirolnictwa prowadzonego w miejskiej pustyni. Niestety jednak większości hodowców w liściach szpinaku czy bazylii łatwiej znaleźć satysfakcję niż pomysł na Green New Deal.

Amerykańscy antykomuniści odkryli: 70% millenialsów woli socjalizm

Coraz częściej o miejskim ogrodnictwie myśli się nie tylko jako o hobby, ale i czynności, która może przynieść realną zmianę. Koncepcję ogrodnictwa jako działania rewolucyjnego bada choćby wystawa Floraphilia kuratorowana przez Anetę Rostkowską, którą do końca grudnia można oglądać w Biennale Warszawa. „Rewolucja roślin wydobywa świat roślin z reakcyjnego kontekstu modnych magazynów wnętrzarskich i powierzchownych ekotrendów, ujawniając ich emancypacyjny potencjał prowadzący ku społecznej transformacji” – pisze kuratorka. Czyżby plantfluencerzy nieświadomie przygotowywali świat do wielkiej roślinnej rewolucji?

***

Martyna Nowicka (ur. 1990) – historyczka i krytyczka sztuki, kuratorka. Współprowadzi efemeryczną instytucję kultury Elementarz dla mieszkańców miast, współpracuje z „Gazetą Wyborczą” i Magazynem Szum.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.