Świat

Pieniążek: W cieniu Nawalnego

Walka o stanowisko mera Moskwy, do której stanął znany opozycjonista Aleksiej Nawalny, przyćmiła całkowicie to, co wydarzyło się w rosyjskich regionach.

Walka o stanowisko mera Moskwy, w której starli się człowiek Putina Siergiej Sobianin i opozycjonista Aleksiej Nawalny, przyćmiła całkowicie to, co wydarzyło się w rosyjskich regionach. A 8 września poza stolicą Rosji odbyło się około 7 tysięcy tysięcy wyborów w osiemdziesięciu z osiemdziesięciu trzech podmiotów Federacji Rosyjskiej. I bardzo dobry wynik Nawalnego nie był jedynym zaskoczeniem.

Zwycięstwo Nawalnego

Sondaże nie dawały walczącemu z korupcją blogerowi (startował z ramienia Rosyjskiej Partii Republikańskiej-Parnas) żadnych szans. Na Nawalnego miało głosować 12–20 procent. Na Putinowskiego kandydata związanego z Jedną Rosją – 60–75 procent. Ostateczne wyniki okazały się jednak znacznie bardziej wyrównane: Nawalny uzyskał 27,24 procent, a Sobianin – 51,37 procent.

Zaskoczeniem była też niska frekwencja w tych pierwszych od 2004 roku bezpośrednich wyborach mera. Tylko 32,07 procent uprawnionych moskwian wzięło udział w głosowaniu. Tym też sztab Sobianina tłumaczył agencji Interfaks dobry wynik Nawalnego – opozycjonista ma więcej „twardego” elektoratu.

W tym roku Sobianin sam podał się do dymisji, chociaż miał zapewnioną władzę do 2015 roku. Dlaczego to zrobił? Oczywiście są dwie wersje. Oficjalna mówi, że zrobił to po to, aby zyskać legitymację – teraz nie będzie już naznaczonym, tylko wybranym merem. Zgodnie z nieoficjalną chodziło o to, aby Sobianin mógł wystartować w wyborach prezydenckich w 2018 roku i tym samym zastąpić Władimira Putina.

Chociaż nie udało się zapobiec fałszerstwom (według niezależnych organizacji monitorujących wybory powinno dojść do drugiej tury), to widać, że mieszkańcy coraz skuteczniej kontrolują przebieg wyborów. Albo zostają po prostu obserwatorami, albo działają w ramach powstałych organizacji. Daje to nadzieję, że za kilka lat wybory w Moskwie, a może i w innych dużych miastach, będą mogły odbywać się uczciwie.

Wątpliwa „demonopolizacja” sceny politycznej

Sytuacja w Moskwie nie odzwierciedla jednak tego, co dzieje się w innych częściach Rosji. W większości przypadków zwyciężyli kandydaci Jednej Rosji i zachowali władzę. Mimo tego politycy partii władzy podkreślali, że te wybory były nową jakością i przyczyniły się do „demonopolizacji” polityki. Rzeczywiście, dzięki ułatwieniu procesu rejestracji partii 8 września o mandaty ubiegały się aż pięćdziesiąt cztery ugrupowania, a nie jak w 2011 roku – siedem. Jednak wystarczy się przyjrzeć rezultatom ugrupowań pozaparlamentarnych, aby teza polityków Jednej Rosji okazała się daleka od prawdy.

Z nowych partii największy sukces odniosła Platforma Obywatelska miliardera Michaiła Prochorowa, której kandydat Jewgienij Rojzman został merem Jekaterynburga. Pokonał on nieznacznie Jakowa Silina z Jednej Rosji – 33,31 procent do 29,71 procent (jak w większości wyborów lokalnych, była tu tylko jedna tura). Rojzman jest spikerem lokalnej Dumy i jednym z założycieli organizacji Miasto bez narkotyków, która w wątpliwy sposób walczy z narkomanią i handlem narkotykami (zarzuty dotyczą głównie brutalnego traktowania uzależnionych – w 2010 roku jeden z liderów tej organizacji miał ich porywać i siłą leczyć za co dostał dwa i pół roku w zawieszeniu). Niemniej jednak cieszy się on sporą popularnością wśród mieszkańców.

Drugim przedstawicielem partii pozaparlamentarnych, który odniósł wyborczy sukces, jest znany liberalny opozycjonista i jeden z liderów RPR-Parnas Boris Niemcow. Jako jedyny ze swojego ugrupowania dostał mandat do Dumy w Jarosławiu – republikanie uzyskali 5,11 procent. Chociaż jak sam twierdzi, te wybory ze względu na fałszerstwa wyborcze były „koszmarem” i dlatego nie udało się im uzyskać lepszego wyniku. Jako przykład podał to, że „jedynką” Jednej Rosji była pierwsza kosmonautka Walentina Tierieszkowa, a w dniu wyborów film o niej był emitowany dwa razy.

Z przedstawicieli „starych” partii pozaparlamentarnych sukces odniosła kandydatka niezależna popierana przez Jabłoko Galina Szyrszyna (41,94 procent), która została merem Pietrozawodska. Uzyskała ona ponad dziesięć procent więcej niż kandydat Jednej Rosji Nikołaj Lewin. Prawdopodobnie duży wpływ na ten wynik miało to, że kandydatka Jabłoka nie została dopuszczona do wyborów przez sąd, więc partia postanowiła poprzeć Szyrszynę.

Dramatycznie niska frekwencja

Nie tylko w Moskwie mieszkańcy niechętnie pojawiali się przy urnach – frekwencja w wyborach gubernatorów i merów w całej Rosji nie była na ogół wyższa niż 40 procent. Podobnie było w przypadku pozostałych wyborów. Politolodzy i socjolodzy wyjaśniają niską frekwencję tym, że dopiero co skończyły się wakacje, nie wszyscy wrócili, a do tego było jeszcze ciepło, więc sporo Rosjan udało się na działkę. Do tego dochodzi rozpowszechnione przekonanie – całkiem słuszne zresztą – że władza lokalna nie ma wpływu na to, co się dzieje w kraju. Skądinąd termin wyborów został prawdopodobnie wybrany przez władze z pełną świadomością – niska frekwencja ułatwia manipulacje.

W tym kontekście zabawne wydają się tezy liberalnych komentatorów, którzy wciąż forsują tezę „o dwóch Rosjach” – tej postępowej, zaangażowanej, kreatywnej, bogatej i z dużych ośrodków oraz tej drugiej – niezainteresowanych światem roszczeniowców. Tymczasem wybory w Moskwie pokazały, że nawet bardzo ważne głosowanie nie jest w stanie zmobilizować mieszkańców stolicy. A jeśli Sobianin ma rację i rzeczywiście elektorat Nawalnego okazał się wyjątkowo aktywny, to pojawia się pytanie, czy opozycyjna „gwiazda” jest w stanie podjąć równą walkę, gdy frekwencja przekroczy 50–60 procent.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paweł Pieniążek
Paweł Pieniążek
Dziennikarz, reporter
Relacjonował ukraińską rewolucję, wojnę na Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę irackich Kurdów z tzw. Państwem Islamskim. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Autor książek „Pozdrowienia z Noworosji” (2015), „Wojna, która nas zmieniła” (2017) i „Po kalifacie. Nowa wojna w Syrii” (2019). Dwukrotnie nominowany do nagrody MediaTory, a także do Nagrody im. Beaty Pawlak i Nagrody „Ambasador Nowej Europy”. Stypendysta Poynter Fellowship in Journalism na Yale University.
Zamknij