Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Adwokat diabła”: prawica pod patronatem Trumpa zagarnia Amerykę Południową

Wygrana Abelarda de la Esprielli pokazuje, że nie trzeba mieć spójnego programu ani kręgosłupa moralnego, żeby zostać prezydentem Kolumbii. Wystarczy wykonywać polecenia USA.

Two men in suits in a colorful colonial street; left foreground close-up, right man smiling with a Colombian flag visible in the scene.
Kontekst

📝 21 czerwca Kolumbia wybrała następnego prezydenta, który obejmie urząd 7 sierpnia.

➡️ Abelardo de la Espriella, nazywany „adwokatem diabła” milioner, biznesmen i były doradca prawny zwalczającej lewicową partyzantkę grupy AUC, zdobył 49,7 proc. głosów, pokonując lewicowego oponenta Ivana Cepedę.

🦁 Trump pieje z zachwytu, minister spraw zagranicznych Izraela Gideon Sa’ar zaprasza prezydenta-elekta do Jerozolimy, a Javier Milei gratuluje zwycięstwa. „Lew i tygrys ryczą w Ameryce Łacińskiej” – napisał na X prezydent Argentyny.

🚨 De la Esprella obiecuje bezkompromisową walkę z przestępczością od pierwszych dni rządów. Zadeklarował, że „zamiecie narkoterroryzm (…) jak karaluchy, jak szczury”.

Serce

1

Wybory w Kolumbii nie osłabiły ofensywy latynoamerykańskiej prawicy – od sierpnia krajem rządził będzie Abelardo de la Espriella, 47-letni milioner, który sam siebie nazywa „tygrysem” i człowiekiem antyestablishmentu. Prezydent-elekt to właściciel floty luksusowych aut, wielu posiadłości rozsianych po całym globie oraz marki odzieżowej nazwanej jego imieniem. Na krótko przed kampanią z otwartego ateisty nawrócił się, o czym chętnie informował media. Jest przeciwnikiem aborcji i adopcji przez pary nieheteroseksualne, zapowiada promowanie „wartości chrześcijańskich”, ograniczenie roli państwa i niższe podatki.

Czytaj także Kolumbijczycy raczej nie pogonią lewicy. Gustavo Petro ma godnego następcę Piotr Wójciak-Pleyn

Jego główną obietnicą wyborczą jest bezwzględna walka z biznesem narkotykowym. „Spuszczę na nich gniew boży, jakiego nigdy nie widziano” – mówił w wywiadzie dla AP. Wzorując się na represyjnej polityce prezydenta Salwadoru Naiyba Bukele zapowiada budowę 10 megawięzień.

De la Espriella deklaruje miłość do ojczyzny, jednak nie jest to związek monogamiczny – w 2023 roku, po złożeniu przysięgi wierności Stanom Zjednoczonym otrzymał amerykański paszport. Jako idoli wskazuje Margaret Thatcher, Giorgię Meloni, Javiera Mileia, Ronalda Reagana i Donalda Trumpa, do którego po wygranej zwrócił się bezpośrednio, zapowiadając wspólną walkę o „zachodnią cywilizację w Amerykach”.

Trump po ogłoszeniu wyników pierwszej tury również nie krył zachwytu. Na swojej platformie Truth Social nazywał de la Espriellę „silnym i mądrym przywódcą” , który „przywróci prawo i porządek” w kraju. Z uwagi na „ogromne osiągnięcia”, Trump obiecał mu całkowite poparcie.

Adwokat diabła

Czym dokładnie są te ogromne osiągnięcia wspomniane przez prezydenta USA? Temat jest dość delikatny, bowiem de la Espriella dorobił się milionów jako doradca prawny, współpracujący między innymi z liderami AUC.

AUC, czyli Zjednoczone Siły Samoobrony Kolumbii, to skrajnie prawicowa grupa działająca od 1997 do 2006 r. Wyrosła z prywatnych armii handlarzy narkotyków i zamożnych posiadaczy ziemskich, którzy obiecywali chronić Kolumbijczyków przed partyzantami komunistycznych bojówek nazywanymi guerillas – FARC i ELN (określonymi przez USA jako terrorystyczne).

W praktyce AUC stała się zbrodniczą jednostką mordującą cywilów na masową skalę (podobnie zresztą jak ich przeciwnicy). W wolnych chwilach bojówkarze zajmowali się produkcją narkotyków – co ciekawe, sam szef organizacji w 2000 r. przyznał, że większość pieniędzy organizacji pochodzi bezpośrednio z ich sprzedaży. AUC trafiło na listę terrorystów dopiero w 2001 roku, kiedy jej zbrodni nie dało się już tłumaczyć walką z komunizmem, a narkobiznesowy charakter organizacji stał się oczywisty. 

Narkoterroryści, ale nasi

Dlaczego więc walczący z narkoterrorystami Trump tak bezgranicznie popiera doradcę jednej z najbardziej zbrodniczych organizacji paramilitarnych w historii Kolumbii? Cofnijmy się do czasów Roosevelta. Kiedy nikaraguański dyktator Anastasio Somoza terroryzował cywilów, ówczesny prezydent USA miał powiedzieć: „Być może jest sukinsynem, ale jest naszym sukinsynem”. Mimo upływu wielu dekad słowa te wydają się nadal obowiązującą zasadą w polityce kraju niosącego demokrację i prawa człowieka. Biały Dom bardzo wybiórczo selekcjonuje, kogo i kiedy określa mianem (narko)terrorysty.

W lutym 2025 do tej listy dołączyły organizacje z Meksyku, w tym słynny kartel Sinaloa. Mimo że wojna narkotykowa w kraju w ramach Planu Merida trwa od 2008 roku, a zarówno organizacje przestępcze, jak i oficjalne siły zbrojne są odpowiedzialne za śmierć tysięcy cywilów, Biały Dom zdecydowała się nazwać meksykańskie kartele „narkoterrorystami” dopiero kilka miesięcy temu. W tym samym roku do listy narkoterrorystów dołączył Cartel de los Soles, którego głową według doniesień Białego Domu miał być Nicolas Maduro. Dziś nie ma złudzeń co do celu tej klasyfikacji.

Czytaj także Wielki reset. Witajcie w XIX wieku Tomasz S. Markiewka

Lista wciąż się wydłuża. Na początku czerwca bieżącego roku nazwane narkoterrorystami zostały dwa największe brazylijskie ugrupowania, PCC i CV. Wydarzyło się to zaledwie kilka dni po spotkaniu Trumpa z prawicowym kandydatem na prezydenta Brazylii, synem Jaira Bolsonaro, Flaviem. Wybory w Brazylii odbędą się w październiku.

Kolumbia od dawna jest na celowniku

Cofnijmy się do stycznia 2026, kiedy zszokowany świat przyglądał się pojmaniu Maduro. Trump, zapytany zaledwie dwa dni później przez dziennikarzy, czy rozważa interwencję również w Kolumbii, odpowiedział: „Dla mnie brzmi to nieźle”.

Władzę w Kolumbii sprawował wówczas umiarkowanie lewicowy Gustavo Petro. Jego stosunki z USA pogorszyły się, kiedy otwarcie wsparł Palestynę w obliczu wojny w Gazie. Jako karę za sprzeciwianie się ludobójstwu Izraela, USA cofnęło mu wizę we wrześniu 2025, a w październiku nałożyło sankcje na niego i jego rodzinę.

Anonimowy były urzędnik obrony USA przyznał The Intercept, że rząd Stanów Zjednoczonych może próbować postawić Petro, którego Trump od jakiegoś czasu nazywał „baronem narkotykowym”, te same zarzuty, które postawiono Maduro zaraz przed interwencją w Wenezueli. Kontrkandydat prezydenta-elekta w niedzielnych wyborach, Ivan Cepeda, nazywany przez Trumpa „radykalnym lewicowym marksistą”, już wcześniej ostrzegał, że państwowe agencje prowadzą kampanię dezinformacji, która ma na celu osłabienie pozycji lewicy.

Narkotyki jako konflikt proxy. Chodzi o coś innego

„Narkoterroryzm” jest pretekstem do przeprowadzenia interwencji, ale co jest ich prawdziwym celem? Nikt przecież nie wierzy, że obrona cywilów – kolumbijskich przed organizacjami przestępczymi, a amerykańskich przed narkotykami. Rozwój wydarzeń w Wenezueli nie pozostawia złudzeń – chodzi o ropę. Niespełna tydzień po pojmaniu Maduro rząd Trumpa zaprosił do rozmów petrogigantów. Chevron już na przełomie marca i kwietnia 2026 r. rozszerzył swój udział w eksploatowaniu wenezuelskich złóż naftowych.

Czytaj także Karaiby w ogniu Trumpa Piotr Wójciak-Pleyn

W Kolumbii rządzonej przez Gustava Petro kolumbijska ropa stawała się dla międzynarodowych korporacji coraz mniej rentowna. „Las nie jest miejscem na wydobycie ropy” – ogłosił w 2022 roku prezydent, powołując się na ochronę rdzennych mieszkańców Kolumbii. Petro zakazał frackingu i wstrzymał przyznawanie nowych kontraktów na poszukiwanie złóż, a do tego podniósł podatki dla branży wydobywczej. W efekcie wydobycie ropy znacząco spadło. Amerykańskie i międzynarodowe koncerny zaczęły uciekać. Shell ogłosił, że Kolumbia „nie pasuje już do jego strategicznych ambicji”.

De la Espriella obiecuje przywrócić wydobycie ropy na pełną skalę, co bez wątpienia jest momentem wyczekiwanym przez międzynarodowe korporacje. Kolumbia, jak inne kraje regionu, jest bogata w surowce, a obietnica „walki z narkoterroryzmem” jest narzędziem, którym USA zabezpiecza drogę zachodnim inwestycjom.

Dlaczego Kolumbijczycy wybrali skrajną prawicę?

Część wyborców w objęcia prawicowego kandydata pchnęło rozczarowanie rządami lewicy. Petro podczas swojej kadencji promował ideę „pokoju totalnego”, co w praktyce oznaczało negocjacje z ugrupowaniami przestępczymi. Mimo zmiany podejścia do kwestii bezpieczeństwa, w zeszłym roku odnotowano 14 780 zabójstw – najwięcej od co najmniej 2015 r. Dla Kolumbijczyków straumatyzowanych terrorem, porwaniami i zabójstwami propozycje Petro to za mało. Domagają się bardziej stanowczego podejścia do problemu zorganizowanej przestępczości. Takie właśnie zaproponował de la Espriella – człowiek, który w sądzie był doradcą największych zbrodniarzy w kraju.

Prawica lubi karmić zmęczonych beznadzieją ludzi łatwymi rozwiązaniami na szalenie skomplikowane problemy. Sukces de la Esprielli pokazuje, że nie trzeba mieć ani spójnego programu, ani kręgosłupa moralnego, żeby zostać prezydentem. Wystarczy wiernie wykonywać polecenia Stanów Zjednoczonych, które w sposób coraz bardziej bezczelny ingerują w politykę wewnętrzną krajów Ameryki Południowej.

Historia Kolumbii pełna krwawych konfliktów pokazuje, że kraj ten nie potrzebuje więcej radykalizmu – ani w jedną, ani w drugą stronę. Potrzebuje rozsądnej polityki społecznej i sprawiedliwego rozliczenia historii. Tymczasem lista „narkoterrorystów” w regionie wciąż rośnie, a wraz z nią mapa terenów, które Waszyngton traktuje jak swoje podwórko.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x