Brazylia kolejny raz rozczarowała na mundialu, nie docierając nawet do ćwierćfinału. Na tym etapie nie powinno to być już zaskoczeniem – od 2002 roku Canarinhos tylko raz zdarzyło się przekroczyć fazę jednej ósmej finału mistrzostw świata, co skończyło się kompletną kompromitacją w półfinałowym meczu z Niemcami na domowym terenie w 2014 roku. Przeciągający się kryzys najbardziej utytułowanej reprezentacji w historii futbolu rodzi najróżniejsze teorie na temat jego źródeł.
Jedna z nich, popularna ostatnimi czasy w mediach społecznościowych, w roli winowajcy stawia protestantyzm, a konkretnie jego ewangelikańską wersję. Gdzie Krym, gdzie Rzym? Patrząc na historię piłkarskich mistrzostw świata aż 17 razy na 22 mundiali wygrały kraje przeważająco katolickie, czterokrotnie po puchar sięgnęli podzieleni na pół Niemcy i tylko raz zwyciężyła wyraźnie protestancka Anglia. W tym kontekście zauważono korelację między słabszymi wynikami drużyny narodowej a rozwojem brazylijskiego ewangelikalizmu, co prowadzi ku kwestii przemian religijnych w największym kraju Ameryki Łacińskiej.
Coraz mniej katolicka Brazylia
Jeszcze pół wieku temu dziewięciu na dziesięciu Brazylijczyków wyznawało katolicyzm, tylko co dwudziesty był protestantem. Do roku dwutysięcznego ich liczba się potroiła, a tendencję wzrostową utrzymano w bieżącym stuleciu – obecnie od jednej czwartej do jednej trzeciej (w zależności od szacunków) mieszkańców Brazylii należy do różnych kościołów ewangelikańskich. Spośród nich zdecydowanie najsilniejszy jest ruch zielonoświątkowy, zrzeszający dziesiątki milionów wiernych, skupionych w kilku różnych organizacjach.
Co odpowiada za tak szybką ekspansję ewangelikalizmu? Zadziałał splot sprzyjających okoliczności społecznych, ekonomicznych i politycznych. Chodzi tu przede wszystkim o gwałtowną urbanizację drugiej połowy XX wieku. Miliony Brazylijczyków przenosiły się ze wsi do wielkich miast, gdzie często trafiały do ubogich dzielnic pozbawionych silnych więzi społecznych i sprawnie działających instytucji. Kościoły zielonoświątkowe potrafiły zagospodarować tę pustkę. Oferowały nie tylko wspólnotę religijną, lecz także pomoc w znalezieniu pracy, wsparcie dla rodzin czy walkę z uzależnieniami. Błyskawicznie zakładały nowe zbory na biednych przedmieściach, dostosowując się do lokalnych potrzeb i korzystając z elastyczności, której nie miał hierarchiczny Kościół katolicki.
Znaczenie miała również specyfika samego przekazu. Dużą popularność zdobyła tzw. teologia sukcesu, głosząca, że wiara, przedsiębiorczość i odpowiednie postępowanie prowadzą do materialnego dobrobytu. Przesłanie to dobrze współgrało z aspiracjami mieszkańców modernizującej się Brazylii, zwłaszcza drobnych przedsiębiorców i ludzi próbujących wyrwać się z biedy.
Z czasem coraz bardziej zaczęło trafiać do lepiej usytuowanych Brazylijczyków. Rozwojowi wielkich kościołów sprzyjały pokaźne darowizny zamożnych sponsorów (nierzadko bezpośrednio zaangażowanych w rozwój danych ruchów religijnych) oraz wsparcie części amerykańskich środowisk ewangelikańskich. W okresie zimnej wojny Stany Zjednoczone patrzyły na takie inicjatywy przychylnie, jako na przeciwwagę dla rosnących wpływów teologii wyzwolenia i ruchów lewicowych. Niektóre organizacje protestanckie otrzymywały również bardziej bezpośrednie wsparcie amerykańskich służb, z CIA na czele.
Religia a polityka
Choć przyczyny ekspansji ewangelikalizmu były przede wszystkim społeczne, ruch szybko nabrał wyraźnego politycznego charakteru, co nie powinno dziwić, skoro był on wspierany przez lokalnych bogaczy oraz amerykańskie imperium. Największe kościoły z czasem stworzyły własne imperia medialne i zaczęły aktywnie mobilizować wiernych do popierania konserwatywnych kandydatów. W ten sposób brazylijska prawica zyskała zaplecze, znacznie zwiększające jej szanse na sukcesy wyborcze. Jednocześnie stała się do pewnego stopnia zakładnikiem zielonoświątkowców, którzy uprawiają intensywny lobbing i usiłują nie tylko kształtować poglądy wiernych, ale również decydować o polityce kraju.
Kolejnym efektem jest wyraźny podział między katolikami a protestantami w ich preferencjach wyborczych. W 2018 roku Jair Bolsonaro nie zostałby prezydentem, gdyby nie zagłosowało na niego aż 70 proc. wyborców ewangelikańskich, przeważając nieznacznie nad preferującymi centrolewicowego kontrkandydata katolikami. Nie jest to jednak elektorat całkowicie monolityczny. Wielu ewangelikanów popiera rozbudowane programy socjalne, dlatego również lewica stara się zabiegać o ich względy, choć póki co z mniejszym powodzeniem niż prawica.
Wśród popleczników Bolsonaro znaleźli się zresztą czołowi ewangelikańscy piłkarze, tacy jak Dani Alves, Thiago Silva czy Neymar. Na boisku nierzadko prezentują oni ostentacyjną pobożność, modląc się, wznosząc ręce do nieba i dziękując Bogu przy każdej możliwej okazji. W mediach społecznościowych regularnie zamieszczają cytaty z Biblii. Tego typu religijność jest czymś nowym, co w połączeniu z mierną grą Canarinhos prowadzi niektórych do daleko idących wniosków, przywołanych na wstępie.
Neymar odchodzi, co z klanem Bolsonaro?
Nie ulega wątpliwości, że rosnące wpływy kościołów ewangelikańskich mają przełożenie na brazylijską politykę, ale wciąż zagadkowy pozostaje związek protestantyzmu ze słabymi wynikami sportowymi. Czy naprawdę „jeśli modlisz się jak gringo, to grasz jak gringo”? Wśród mniej lub bardziej poważnych dowodów na istnienie takiej zależności wymienia się szkodliwe konsekwencje promowania przez ruch zielonoświątkowy indywidualizmu oraz purytanizmu.
Stoją one w sprzeczności z tradycjami brazylijskiego futbolu – po pierwsze stawiającego kolektyw ponad jednostkami. Nawet w czasach Pelégo żaden piłkarz nie mógł być większy od drużyny. Po drugie, sekretem złotej generacji brazylijskich piłkarzy miało być zdaniem niektórych z jej przedstawicieli osiągnięcie balansu między futbolem, sambą i pięknymi kobietami. Na boisku przekładało się to na joga bonito, fantazyjną zabawę piłką, która należy już do przeszłości, rzekomo przez ewangelikalizm. Schodząc do bardziej konkretnych przykładów wpływu religii na postawę sportowców, część piłkarzy odmawia pracy ze sportowymi psychologami, bo od tego mają modlitwę. Napastnik Endrick wprost powiedział, że jego terapeutą jest Bóg. Analogicznie zdaniem krytyków zbyt dosłowna wiara w „boski plan” nie wpływa pozytywnie na mentalne przygotowanie zespołu.
Promykiem nadziei dla osób winiących protestantyzm o kryzys brazylijskiej piłki może być to, że na emeryturę reprezentacyjną odchodzi czołowa gwiazda tego niezbyt udanego pokolenia i zarazem lojalny zwolennik Bolsonaro, czyli wspominany wcześniej Neymar. Liderami kadry zostają natomiast katolicy Marquinhos oraz Vinicius Junior, chociaż będą oni otoczeni przez w większości ewangelickich kolegów. Czas pokaże, czy korelacja między dominującym wyznaniem a poziomem gry utrzyma się na kolejnych mundialach.
A Bolsonaro? Jair siedzi w więzieniu za próbę przeprowadzenia zamachu stanu po klęsce w wyborach w 2022 roku, podczas gdy jego syn Flávio zamierza na jesieni zawalczyć o prezydenturę ze starającym się o reelekcję Lulą da Silvą. Niezależnie od tego, kto zwycięży, przyszłość Brazylii będzie rozstrzygać się również w świątyniach. Religijna mapa kraju zmieniła się na tyle, że nie sposób już oddzielić jej od polityki – a być może nawet od narodowej dyscypliny sportu, chociaż tu zależność jest trudniejsza do udowodnienia.







!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!