Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

„Antysemityzm” jako knebel wystawia Żydów na jeszcze większe niebezpieczeństwo

Kiedy ktoś krzyczy „Hamas!”, dyskusja ma się skończyć. Reakcja Jana Hartmana na tekst Andrzeja Ledera pokazuje, że rzucane na prawo i lewo oskarżenie o antysemityzm działa jak knebel, a jednocześnie otwiera drzwi prawdziwym antysemitom.

ObserwujObserwujesz
Walka

Być może wtrącanie się w publiczną dysputę między polskimi Żydami o antysemityzmie przez pozbawioną semickiej krwi gojkę jest nieco nietaktowne, ale jako osoba, której od dwóch lat notorycznie antysemityzm jest zarzucany, uznałam, że czyni mnie to stroną zaistniałego sporu. Od „hamasiary” po „żydożerczą dziennikarkę” – każdy mój komentarz na temat sytuacji izraelsko-palestyńskiej przyciąga osoby, które zarzucają mi nienawiść do Żydów, choć konsekwentnie oddzielam państwo i jego władze od narodu żydowskiego jako ogółu.

Tymczasem realny antysemityzm znów rośnie jak na drożdżach, ostatnio nawieziony jeszcze przez izraelską propagandę, która z bezwarunkowego wsparcia dla „państwa żydowskiego” i jego ludobójczej polityki czyni obowiązek każdego, kto nie chce być posądzony o uprzedzenia wobec Żydów.

„Antysemityzm” i antysemityzm

Andrzej Leder, historyk i socjolog o żydowskich korzeniach, opublikował pod koniec stycznia tekst zatytułowany Naród żydowski widziany jako kat. Izraelskie zbrodnie i pokłady antysemityzmu. Zauważa w nim, że w ostatnich latach zarzut antysemityzmu bywa nadużywany i że zmienił się w instrument do tłumienia głosów w obronie Palestyńczyków.

Czytaj także Chanuka i izraelski Braun, albo czemu Żydzi nie śpiewają kolęd w Knesecie Aleksander Kamkow

Leder ostrzega, że „przy okazji udało się uchylić drzwi zupełnie autentycznym, tradycyjnym antysemitom”. Trudno się z tym nie zgodzić. Zamach na plaży w Australii, ataki w Stanach i Europie, wydarzenia związane z kulturą żydowską odwołane w obawie przed reakcją lokalnych społeczności, bijące rekordy popularności podcasty szerzące najbardziej szalone teorie spiskowe o „Żydach rządzących światem” i negujące Zagładę, polityczne sukcesy antysemickiej prawicy… Na forach społecznościowych treści na temat Zagłady otrzymują tysiące prześmiewczych reakcji, roi się pod nimi od komentarzy w rodzaju: „akwarelista miał rację”. Z szaf powychodziły szkielety w zakurzonych mundurach od Hugo Bossa.

Nie do końca przekonuje mnie jednak teza Ledera, jakoby spadek popularności wydarzeń upamiętniających Zagładę sam w sobie był przejawem nowego europejskiego antysemityzmu. Tego typu instytucje często mają silne (i zrozumiałe) powiązania z Izraelem, a wiele z nich  –  chociażby Gmina Żydowska w Warszawie – włączyło się w wybielanie i usprawiedliwianie ludobójczych działań w Gazie. To zaś czyni z ich wspierania gest polityczny.

Osoby wrażliwe na cierpienie innych przeżywają w związku z tym bolesny dylemat moralny. Nie chcą, by świat zapomniał o potwornościach, jakie spotkały Żydów podczas drugiej wojny światowej i pogromów, ale nie chcą też dać się wciągnąć w politykę wymazywania cierpienia Palestyńczyków poprzez całkowite ich pominięcie w sztandarowych hasłach „pamiętamy” i „nigdy więcej”, które dziś już zalatują głównie hipokryzją.

Pytanie o uświęcony charakter Zagłady

Leder wskazuje również, że w świadomości społeczeństw globalnej Północy Zagłada traci swój „uświęcony” charakter. Konkluduje, że na dłuższą metę spojrzenie na nią jako na „jedną z potwornych, masowych zbrodni w ludzkiej historii – zbrodni, które zdarzały się i zdarzają regularnie – będzie miało pozytywny efekt”. To właśnie te słowa wywołały największe kontrowersje w społeczności żydowskiej.

Leder nie jest pierwszym żydowskim intelektualistą, który dotyka tego nerwu. Hannah Arendt, relacjonując proces Eichmanna, pisała o „banalności zła”, zdejmując z nazistowskiego ludobójstwa metafizyczną aurę i osadzając je w kontekście nowoczesnej biurokracji oraz posłuszeństwa wobec państwa. Nie negowała bezprecedensowości Zagłady, ale sprzeciwiała się jej sakralizacji, która paraliżuje myślenie.

Czytaj także Kielce i Jedwabne nie spadły z nieba, czyli jak się tworzy warunki do pogromu Xavier Woliński

Podobnie Zygmunt Bauman argumentował, że Holokaust był głębiej związany z mechanizmami nowoczesności niż z jakąś regresją do barbarzyństwa. Nie oznaczało to relatywizacji, lecz ostrzeżenie: skoro wydarzyło się to w sercu oświeconej Europy, może wydarzyć się gdzie indziej i pod innymi sztandarami. Mechanizmy, które mają usprawnić funkcjonowanie społeczeństw, mogą w skrajnych warunkach zostać użyte do straszliwych celów.

W tym kontekście warto przywołać pojęcie „wyjątkowości” narodu żydowskiego (Jewish exceptionalism) – przekonania, że Żydzi, ich historia i Izrael znajdują się poza obowiązującymi innych regułami politycznymi, prawnymi i moralnymi. Wyjątkowość cierpienia łatwo przekształca się bowiem w wyjątkowość uprawnień. Krytycy tej postawy – również żydowscy, jak choćby politolog Norman Finkelstein czy izraelski historyk Shlomo Sand – ostrzegają, że prowadzi ona do moralnej ślepoty: skoro nasze doświadczenie jest absolutnie nieporównywalne, to wszelkie analogie są bluźnierstwem, a wszelka krytyka – herezją.

Spór o „uświęcony status” Holokaustu nie jest więc atakiem na pamięć ofiar, lecz prowokuje pytanie, jak tę pamięć będziemy rozumieć. Czy uznanie Zagłady za jedno z – choć bez wątpienia szczególnie potwornych – ludobójstw w historii rzeczywiście jej umniejsza? A może przeciwnie: pozwala ją włączyć w globalną historię przemocy, kolonializmu i eksterminacji, zamiast izolować jako wydarzenie tak absolutnie wyjątkowe, że niezdolne do generowania praktycznych wniosków?

Zniewaga zamyka dyskusję?

Miano „Żyda, który nienawidzi sam siebie” przyznało Lederowi na łamach Onetu trio złożone z Jana Hartmana, Beaty Lewkowicz i Anne Goldschmid. Ich tekst Odebranie Zagładzie statusu wydarzenia granicznego jest operacją polityczną. Polemika z esejem Andrzeja Ledera wbrew tytułowi trudno nazwać polemiką – to rozpaczliwy szantaż moralny sięgający po zgrany repertuar apologetów izraelskich zbrodni.

Zdaniem autorów każdą zbrodnię izraelskiej armii i osadników można i trzeba usprawiedliwić zagrożeniem ze strony „islamskiego terroryzmu”, a wszelki sprzeciw wobec łamania praw człowieka i prawa międzynarodowego przez Izrael jest sprzymierzaniem się z Hamasem. Wyrażone zostaje to w formie końcowych pytań do Andrzeja Ledera. „Czy chce, aby Izrael osiągnął swój cel, jakim jest zniszczenie Hamasu, czy może chce, aby Hamas przetrwał?”.

Autorzy tekstu w Onecie manipulują słowami Ledera, pisząc: „Krytyka państwa Izrael przechodzi płynnie w oskarżenie całego społeczeństwa, a następnie diaspory, która rzekomo »wpisuje się w narrację«, ponieważ nie rezygnuje z przypominania o zbrodniach Hamasu, w tym o 7 października”.

Bo czy faktycznie o to ma pretensje do izraelskiego społeczeństwa propalestyńska część opinii publicznej? Spójrzmy na dane. 82 proc. izraelskich Żydów poparłoby wysiedlenie Palestyńczyków z Gazy. 56 proc. poparłoby wysiedlenie arabskich obywateli Izraela. 31 proc. uważa, że izraelskie wojsko po zdobyciu wrogiego miasta powinno wymordować jego mieszkańców.

Przez dwa lata każdego dnia widzieliśmy nie tylko zdjęcia i nagrania udręczonych dzieci i dorosłych w Gazie, ale także obłudę, cynizm i okrucieństwo polityków Knesetu. Do tego niezliczoną ilość wypowiedzi zwykłych izraelskich kobiet i mężczyzn – często nawet dzieci, co dokumentuje na YouTubie mieszkający w USA Palestyńczyk Hamzah Saadah – które są w najlepszym wypadku obojętne wobec wydarzeń w Gazie i na Zachodnim Brzegu, a w najgorszym – przebijają w rasistowskim ekstremizmie przywódców Izraela. Refleksyjne teksty, takie jak ten Ledera, ale i np. publikowane w izraelskich magazynach „Haaretz” czy „+972”, docierają do znacznie węższego grona odbiorców.

Pragnienie przemocy, które ogarnia dziś izraelskie społeczeństwo, nie wynika z jakiejś mitycznej „żydowskiej natury” czy „talmudyzmu”, jak chcieliby brauniści. To jest to samo banalne zło, któremu ulegają wszystkie społeczności dokonujące czystek etnicznych. W tym przypadku bierze się z lęku o własne życie zakorzenionego w czasach nazistowskich prześladowań i odświeżanego już w Izraelu, gdy palestyńscy zamachowcy wysadzali się w autobusach. A także intensywnego prania mózgu ze strony władz, koniecznego, by obywatele mogli nie tylko oswoić się z makabrycznymi zbrodniami własnych wojsk, ale je entuzjastycznie popierać.

Dziś, gdy wszyscy już wiedzą, że tzw. Siły Obronne Izraela nie tylko masowo i rozmyślnie mordują cywili w Gazie, ale często również świetnie się przy tym bawią, uwieczniając własne zbrodnie na nagraniach i zdjęciach wrzucanych potem do sieci, nie wystarczy krzyknąć „Hamas!”, by uciszyć tych, którzy przeciwko tym zbrodniom występują. Trzeba mieć nienajlepsze zdanie o intelekcie polskich czytelników i czytelniczek, by tego nie rozumieć.

Ale w pogrążonej w samozadowoleniu i wyparciu faktów publicystyce Hartmana toporna propaganda to przecież żadna nowość. Całkiem niedawno jego wpisy oburzyły czytelników do tego stopnia, że wymusiły na redakcji „Polityki” odcięcie się od autora (wrócił na łamy po tygodniu przerwy) – Hartman m.in. życzył płynącemu z pomocą humanitarną do Gazy Frankowi Sterczewskiemu tortur w izraelskim więzieniu. Z kolei na facebookowym profilu Anne Goldschmid znajdziemy m.in. żarty z Palestyńczyków żyjących w zalanych namiotach. Np. mem z doklejoną głową potwora z Loch Ness w wodzie ma sugerować, że obrazy, które docierają do nas z Gazy, nie są prawdziwe – nie ma głodu, zimna, umierających noworodków, to wszystko „pallywood” – wyreżyserowane cierpienie.

Ślepa obrona Izraela nie powstrzyma antysemityzmu

Byłoby szkoda, gdyby wywołana przez Ledera dyskusja rozbiła się o jałowe szantaże ultrasyjonistów, którzy nie mogą pogodzić się z faktem, że izraelska propaganda dawno przestała działać, bo ludzie wiedzą, co działo i wciąż dzieje się w Gazie. Od dwóch lat obserwują ludobójstwo na Instagramie i w tradycyjnych mediach, a pogardliwie memy o „pallywood” nie odciągną ich od wyciągania własnych wniosków.

Nie znaczy to, że należy zignorować tekst z Onetu. Jest on doskonałą ilustracją problemu utożsamiania żydowskości z obowiązkiem ślepej obrony ludobójczej polityki Izraela. Widać to choćby w zawartej w artykule definicji terminu „self-hating Jew”. Dowiadujemy się, że jest to „Żyd nienawidzący samego siebie, określenie Żydów atakujących państwo izraelskie i wspólnotę żydowską”. Zatem każdy Żyd, jeśli nie chce być zdrajcą własnej społeczności, musi powstrzymać się przed wszelką Izraela, bez względu na skalę i charakter popełnianych przez to państwo zbrodni.

Taka definicja nie tylko unieważnia żydowską tradycję sporów, herezji i wewnętrznej krytyki, ale też redukuje tożsamość do lojalności wobec aparatu przemocy. Żyd, który mówi „nie” bombardowaniu dzieci, przestaje być Żydem wystarczająco dobrym. Żyd, który odmawia sankcjonowania głodu jako metody prowadzenia wojny, zostaje wypchnięty poza wspólnotę. To nie jest obrona przed antysemityzmem – to jedynie obrona ludobójstwa.

W tej logice żydowskość nie jest już ani doświadczeniem historycznym, ani kulturą, ani etyką, ani nawet religią, lecz tarczą balistyczną dla rasistowskiego państwa narodowego, realizującego ideę żydowskiej supremacji. Tymczasem państwo to – jak każde inne – musi podlegać krytyce, osądowi moralnemu i odpowiedzialności za własne czyny. Próba wyjęcia Izraela spod tych reguł nie „chroni Żydów”, lecz wystawia ich na gniew świata, wzmacniając dokładnie te resentymenty, którym ma przeciwdziałać.

Nie ma też żadnej sprzeczności między współczuciem dla żydowskich ofiar antysemityzmu a jednoznacznym sprzeciwem wobec izraelskiego ludobójstwa w Gazie. Przeciwnie: to właśnie rozdzielenie tych dwóch porządków – wybielanie sprawców jednej zbrodni, gdy upamiętnia się ofiary innej – staje na przeszkodzie skutecznej walce z antysemityzmem.

Dyskusja wywołana przez Ledera jest trudna i bolesna, ale właśnie dlatego potrzebna. Jeśli zostanie zagłuszona przez moralny szantaż i histeryczne oskarżenia o zdradę, pozostanie nam żyć w świecie, w którym każde kolejne „nigdy więcej” będzie brzmiało coraz bardziej pusto i cynicznie. A na to – w przeciwieństwie do krytyki Izraela – naprawdę nie możemy sobie pozwolić.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie