Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kiedy PR wyprzedza biologię. Firma, która może nie wskrzesi mamuta, ale zmieni medycynę

Samo precyzyjne edytowanie DNA zbliży nas do spersonalizowanej medycyny, eliminacji nowotworów czy chorób genetycznych, uodpornienia upraw na choroby, poprawiania wydajności. Dość powiedzieć, że w ramach prac nad mamutem Colossal chce stworzyć sztuczną macicę.

Autor bloga „Węglowy Szowinista”
W tle zimowy, śnieżny krajobraz, po lewej stojący na tylnych nogach mamut, po prawej maszyna operująca ludzką macicę
Walka

W 2024 roku teksańska firma Colossal Biosciences ogłosiła, że przywróci do życia mamuta. Nie rozwiąże to kryzysu klimatycznego, ale na pewno przyciągnie inwestorów. Kapitał firmy to, nomen omen, 10 miliardów dolarów. Zatrudnia 170 osób. Jej ambicje i zapowiedzi są, powiedzmy sobie szczerze, równie kolosalne, co abstrakcyjne. Wskazuje, zgodnie z prawdą, że żyjemy w czasach masowego wymierania gatunków, które zagraża bioróżnorodności. Do 2050 roku może wymrzeć połowa wszystkich gatunków na planecie. Rozwiązanie? Colossal Biosciences i de-extinction, czyli wskrzeszanie tych wymarłych.

Najbardziej medialny z planów firmy to wskrzeszenie mamuta, ale chwali się ona również planami wskrzeszenia wilka tasmańskiego, ptaka dodo, wilka straszliwego i wielu innych. Bez najmniejszej wątpliwości można powiedzieć, że PR jest fantastyczny. Przyciągają ogromne zainteresowanie mediów. Jednak im bliżej przyjrzeć się szczegółom, tym bardziej okazuje się, że „wskrzeszanie gatunków” niekoniecznie oznacza to, co większość ludzi sobie wyobraża. Czy Colossal Biosciences sprzedaje inwestorom marzenia? Czy nawet jeśli mami inwestorów i media, może przynieść pożytek dla nauki, technologii i społeczeństwa?

Czytaj także Ptasie wymieranie w Polsce Paulina Januszewska

Nie taki wilk straszny, jak go klonują

W kwietniu 2025 roku na okładce „Time” znalazł się biały wilk na szarym tle. Nad nim duży, przekreślony napis „extinct”, a drobniejszym drukiem informacja, że to Remus, wilk straszliwy, pierwszy osobnik od 10 tys. lat. Czy to istotnie canis dirus? Raczej nie. To intencjonalnie zmutowany wilk szary. Jednak canis dirus i canis lupus mają 99 proc. wspólnego genomu. Różni je jeden procent genów – 190 z około 19 tys.

Według publikacji O pochodzeniu i ewolucji wymarłego wilka straszliwego, której autorzy pracują dla Colossal Biosciences, kluczowe różnice między dwoma gatunkami zawierają się w 80 genach. Inżynierowie firmy początkowo za cel obrali edycję dwudziestu genów, a ostatecznie zmienili tylko piętnaście, bo pozostałe pięć może powodować ślepotę i głuchotę u wilków szarych.

Colossal Biosciences stworzyło trzy osobniki, które sceptycy nazywają „wilkami szarymi z dwudziestoma modyfikacjami” (w piętnastu genach). Jeden promil różnicy w DNA to mniej więcej tyle, ile może różnić się dwóch niespokrewnionych homo sapiens. Innymi słowy: cuda techniki, którymi niewątpliwie są te trzy zwierzaki, wciąż są bliżej wilka szarego niż canis dirus. Może gdyby na przestrzeni kilku pokoleń stopniowo przeciągać te „zmutowane wilki” w kierunku wymarłego gatunku, można by w miarę odpowiedzialnie mówić o wskrzeszeniu gatunku. A na to na pewno zabraknie funduszy, bo Colossal Biosciences ma kolejne wielkie ambicje, a te trzy osobniki już dały im okładkę „Time”. Spełniły swoją PR-ową rolę.

Produkt mamutopodobny

Mając komórkę słonia azjatyckiego, masz już 98 proc. mamuta. W skamielinach nie ma DNA dinozaurów. W komarach w bursztynie nie ma DNA dinozaurów. Ale w szczątkach mamutów na Syberii się zachowało. Naukowcy dysponują dziesiątkami genomów mamutów. Co do zasady mogą zrozumieć, które geny, gdzie i jak zmienić, żeby z zarodka słonia azjatyckiego zrobić mamuta. A przynajmniej coś, co będzie wyglądać jak mamut.

Czy da się zatem odtworzyć mamuta? Może to złe pytanie. Może trzeba zapytać, kto osądzi, czy to, co wyprodukuje Colossal Biosciences, to, co donosi słoniowa surogatka, to mamut. Czy jeśli ten włochaty mutant będzie wyglądać jak mamut, jeść to co mamut i funkcjonować w takich warunkach jak mamut, to… może będzie mamutem? Czy to tylko kolosalnie droga iluzja?

Prawdopodobnie skończy się nie na przywróceniu populacji, tylko na wyhodowaniu włochatego słonia. Być może na tyle zmutowanego, by genetycznie był bliżej mamuta niż słonia. Nawet to byłoby ogromnym, pożytecznym dla nauki osiągnięciem, bo oznaczałoby przezwyciężenie wielu problemów i opanowanie wielu technik. W lipcu tego roku mija 30 lat od sklonowania owieczki Dolly, ale to nie oznacza, że klonowanie jest proste. W przypadku słoni sama biologia ich komórek stanowi dodatkowe wyzwanie. Mają one silne mechanizmy antynowotworowe, które zabijają szybko dzielące się komórki. Utrudnia to edycję i rozwój embrionów. Dużym sukcesem Colossal Biosciences było uzyskanie dwa lata temu indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych. To jednak tylko jeden z etapów całego procesu. Samo przeniesienie edytowanego genomu do komórki jajowej to wyzwanie. Podobnie jak uzyskanie jego poprawnego rozwoju. Nawet wówczas taki embrion będzie miał mitochondrialne DNA matki – słonicy.

Czytaj także Ukraińskie macice na wynajem. Czy władze w Kijowie ukrócą surogację dla par z zagranicy? Violetta Wiernicka

A jeśli uda się pokonać problemy techniczne… co z zachowaniem nowonarodzonych „mamutów”? W 2024 roku Ray Nayler w swojej noweli Ciosy zagłady zarysował ten problem – nauka pozwoliła na wyhodowanie mamutów, ale kolejnym wyzwaniem było nauczenie ich, jak żyć w tundrze, jak funkcjonować w stadzie. W żywiole dywagacji technologicznych i biologicznych łatwo zapomnieć, że słonie to inteligentne, społeczne i zagrożone zwierzęta. Prowadząc eksperymenty należy mieć też na uwadze ich dobrostan. Jak zadbać o kwestie etyczne i upewnić się, że surogatki nie będą cierpieć? Co najmniej część tego problemu może zaadresować inna technologia.

Kolosalne jajo i pożyteczna bańka

Jajorodne stworzenia mogą okazać się łatwiejsze do wskrzeszenia niż ssaki. Nie potrzeba surogatki. „Wystarczy” DNA, komórka jajowa i odpowiednie warunki. W tym obszarze Colossal ma już spore osiągnięcia. Stworzyli „sztuczne jajko” – otwartą konstrukcję, do której przenoszą zarodek ze świeżo złożonego kurzego jaja. „Colossal artificial egg” pozwala na regulowanie warunków: temperatury, tlenu, dodawanie składników odżywczych, a także obserwowanie całego procesu wzrostu od zarodka po kurczaka. Dysponując tą technologią są trochę bliżej wyhodowania moa – wymarłego pół tysiąca lat temu gatunku ptaka nielota, który mierzył trzy i pół metra i ważył nawet dwieście pięćdziesiąt kilogramów. Sztuczne jajo jest skalowalne, więc może pozwolić na „wskrzeszenie” takiego zwierzęcia.

Badania te wpisują się częściowo w interesujący i potencjalnie pożądany nurt badań nad sztuczną macicą. Wyprostowana poza i duża głowa sprawiają, że nawet idealnie zdrowa ciąża u homo sapiens jest ogromnym obciążeniem dla kobiety. Sztuczne łono mogłoby uratować wcześniaki, zadbać o zagrożone ciąże i odmienić całą gałąź medycyny. Tu dochodzimy do sedna tego, dlaczego Colossal Biosciences może być bardzo pożyteczną firmą.

Nie ma wątpliwości, że zapowiedzi firmy to ogromnie napompowana PR-owa bańka, dmuchana pod inwestorów. Jednak nawet jeśli nie uda im się wskrzesić mamuta, nawet jeśli sporo tu bzdur i pustych obietnic, niekoniecznie oznacza to, że firma marnuje zasoby i czas specjalistów. Podobnie jak programy kosmiczne, Colossal Biosciences może wygenerować liczne pożyteczne technologie, które wspomogą medycynę czy farmakologię.

Zachęcając do zwiększenia finansowania NASA Neil deGrasse Tyson mówił, że „robienie rzeczy, których nikt wcześniej nie dokonał, jest kuszące intelektualnie, prowadzi do innowacji, a te sprawiają, że pojawiają się miejsca pracy i nie trzeba nikogo zachęcać do edukacji w dziedzinach naukowych czy inżynierskich”.

Czytaj także Od Gagarina do Muska: jak wyczerpał się mit kosmicznego postępu Michał Sutowski rozmawia z Andrzejem W. Nowakiem

W tych ponurych czasach potrzebujemy ambitnych i widowiskowych projektów. A ten może pomóc w szeregu problemów. Samo precyzyjne edytowanie DNA zbliży nas do spersonalizowanej medycyny, eliminacji nowotworów czy chorób genetycznych, uodpornienia upraw na choroby, poprawiania wydajności. W ramach prac nad mamutem Colossal chce stworzyć sztuczną macicę. Słoniowe surogatki mają być konieczne tylko na początku. Gdyby udało się przywrócić niektóre gatunki, można by uzdrowić całe ekosystemy – na przykład wilk tasmański był drapieżnikiem regulującym populacje roślinożerców, które obecnie w nieskrępowany sposób pożerają florę Australii. Samo istnienie Colossal Biosciences podnosi świadomość problemów z ekosystemami, które dotykają kolejnych regionów.

Dlatego być może najważniejszym osiągnięciem firmy nie będzie przywrócenie choćby jednego gatunku, ale nowe metody edycji genomu czy sztucznej reprodukcji. Mamut może pozostać wymarły, ale pieniądze wydane na próbę jego wskrzeszenia nie będą zmarnowane.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x