Chyba niewiele osób wciąż wierzy w apolityczność sportu. Wspominanie czasów, kiedy wznosił się on ponad krajowe i kulturowe podziały jest błędem poznawczym lub myśleniem życzeniowym, bo sportswashing istniał od zawsze, a regionalne i narodowe antagonizmy jedynie przeniesiono na kolejne pole.
Zanim zaczęto organizować międzynarodowe mecze, futbol był jednocześnie formą kontroli i wyzwolenia z ograniczeń społeczeństwa klasowego. W A People’s History of Football Mickaël Correia pisze o tym, jak piłka nożna zatraciła swoją dwoistość pod wpływem globalizacji i profesjonalizacji, stając się nosicielką kapitalistycznych wartości. Po drugiej stronie tej opowieści znajdują się historie o geniuszach pokroju Diego Maradony czy Cristiano Ronaldo, którzy dzięki piłce wyrwali się z biedy.
Pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej rozegrano w 1930 roku w malutkim Urugwaju, a nie Anglii, Francji czy Szwajcarii, głównie ze względu na spustoszenie, jakie w tzw. zachodnim świecie poczynił kryzys 1929 roku. Urugwaj był tak zdeterminowany, by zorganizować turniej, że podjął się pokrycia kosztów podróży i zakwaterowania drużyn, które zdecydowałyby się przepłynąć Atlantyk i wziąć w nim udział. Impreza miała uświetnić sto lat niepodległości Urugwaju, niezależnie od kosztów. Dla kraju, który powstał jako strefa buforowa między Argentyną i Brazylią, mundial miał być potwierdzeniem przynależności do grona państw istotnych kulturowo, a triumf na boisku – kolejnym budulcem narodowej dumy.
8 czerwca 2030 roku, na tym samym Estadio Centenario, na którym niecałe sto lat wstecz gospodarze pokonali Argentynę 4:2, by sięgnąć po pierwsze (oficjalne) mistrzostwo świata, rozpocznie się 24. mundial. Po pojedynczych meczach w Urugwaju, Argentynie i Paragwaju, nastąpi otwarcie „właściwego” turnieju, którego gospodarzami będą inne trzy kraje: Hiszpania, Maroko i Portugalia. Tak, po trzech meczach rozegranych w Ameryce Południowej, sześć reprezentacji poleci na drugą stronę globu i dołączy do reszty zespołów biorących udział w turnieju.
Na ten moment nie wiadomo, czy w Mundialu 2030 weźmie udział 48, czy 64 reprezentacje – plany, by rozszerzyć liczbę drużyn, przyspieszyły po tym, jak ujawniono pomysł sprzedaży 20 proc. udziałów w turnieju prywatnemu inwestorowi przez prezesa FIFA, Gianniego Infantino. Tym inwestorem okazał się być brat zięcia prezydenta Stanów Zjednoczonych, Joshua Kushner. Za zgodę na transakcję federacje miały obiecane 20 milionów dolarów.
Niektórzy członkowie FIFA domagają się odwołania Szwajcara, dlatego ten tak bardzo naciska na ekspansję. Więcej drużyn na turnieju to więcej narodowych federacji gwarantujących prezesowi utrzymanie się na stanowisku, bo udział w mistrzostwach to prestiż, dla którego gotowe będą poprzeć go w marcowych wyborach.
W tle organizacji nadchodzącego turnieju przebijają też napięte relacje na linii Maroko-Hiszpania, po tym, jak na początku sierpnia 60-70 tysięcy nieudokumentowanych emigrantów z Maroka pojawiło się nagle w autonomicznym hiszpańskim terytorium w Afryce Północnej, Ceucie. Choć większość z nich już wróciła do kraju, w liczącym 84 tysiące mieszkańców mieście wciąż pozostaje kilka tysięcy imigrantów. Poprzedni incydent tego typu miał miejsce w 2021 roku, kiedy granicę między Marokiem i Hiszpanią próbowało przekroczyć jakieś osiem tysięcy osób.
Tarcia między dwójką współorganizatorów to nic w porównaniu z trudnymi stosunkami na linii Kanada-Meksyk-Stany Zjednoczone, jednak Maroko, z racji położenia, w oczach świata obarczone jest odpowiedzialnością za cały kontynent, dlatego mądre głowy z Zachodu już teraz czują się w obowiązku uświadomienia Afrykanom nierentowności całego przedsięwzięcia. Czy naprawdę kraj, który od końcówki lat osiemdziesiątych sześciokrotnie starał się o organizację turnieju, może nie mieć pojęcia o kosztach goszczenia u siebie rozgrywek o Puchar Świata? I czy jest szansa, że turniej zapewni upragniony impuls do modernizacji dla kraju, gdzie mediana zarobków wynosi pomiędzy 650 a 820 dolarów (2,5 a 3 tysiące złotych) miesięcznie?
Kooperacja na mocy paktu
„Nie pytajcie, ile to będzie kosztować, bo nigdy nie organizowałem mistrzostw świata w piłce nożnej”, powiedział ówczesny prezes Amerykańskiej Federacji Piłki Nożnej, Werner Fricker. Był rok 1988 i Stany Zjednoczone właśnie wygrały prawo do zorganizowania Mundialu w 1994 r., kosztem Maroka i Brazylii. USA zdobyło 10 głosów, Maroko siedem, Brazylia dwa. Turniej miał sprawić, że Amerykanie zakochają się w piłce nożnej, co przyniosłoby długoterminowe korzyści dla narodowej federacji oraz dla FIFA. Maroko nie miało warunków, by zorganizować rozgrywki – nie było dróg, baz treningowych, hoteli czy stadionów. Chociaż król Hassan II rzekomo zobowiązał się przeznaczyć trzy miliardy dolarów, by wszystko było gotowe na czas, oferta miała przede wszystkim charakter symboliczny – gdyby mundial miał być kiedyś zorganizowany w Afryce, Maroko powinno być pierwszym krajem wziętym pod uwagę.
Maroko próbowało organizować kolejne turnieje, w 1998, 2006, 2010 i 2026 roku, ale dopiero wspólna oferta z Hiszpanią i Portugalią na rok 2030 została wybrana przez komitet organizacyjny FIFA. Szczególnie bolesna była porażka o goszczenie turnieju w roku 2010 – RPA pokonała Maroko 14-10 i stała się pierwszym afrykańskim organizatorem mundialu. Były działacz FIFA, Chuck Blazer, zeznał po latach, że przyjął łapówkę od delegatów z RPA w zamian za głos. Zanim jednak obudzi się w was współczucie, w tych samych zeznaniach Blazer przyznał się do pośredniczenia przy przekazywaniu łapówek przez Maroko, kiedy kraj ten starał się o organizację Mundialu 1998, który ostatecznie trafił do Francji.
W 2030 roku w końcu powinno się udać, choć przedstawione przez FIFA kryteria organizacji turnieju mogącego pomieścić nawet 64 reprezentacje były trudne do spełnienia.
Biorąc pod uwagę rozrost rozgrywek, nie powinno dziwić, że będą potrzebne aż trzy kraje. Ubiegający się o organizację turnieju musieli dysponować między innymi 14 stadionami mogącymi pomieścić co najmniej 40 tysięcy kibiców, z czego co najmniej siedmioma niewymagającymi dodatkowych renowacji, i 72 bazami treningowymi (z hotelami).
Początkowa oferta, przedstawiona w październiku 2022 roku, uwzględniała Hiszpanię, Portugalię i Ukrainę, która od lutego stawiała opór rosyjskim najeźdźcom. Do rozpadu porozumienia doszło pół roku później, a doprowadziła do niego niezagrażająca życiu piłkarzy wojna, a korupcja w ukraińskim futbolu, co brzmi jak wygodny pretekst w kontekście tego, co dzieje się na najwyższych szczeblach FIFA.
FIFA = MAFIA?
Poprzedni dwaj prezesi organizacji, Brazylijczyk João Havelange i Szwajcar Sepp Blatter, zdobyli stanowiska dzięki powiązaniom i rozdawnictwu, stając się przy tym twarzami korupcji toczącej futbol. Havelange zdobył stanowisko dzięki łapówkom, które miały pochodzić z jego firm Viação Cometa i Orwec, zajmujących się przewozem osób i utylizacją odpadów. Poprzedni prezes, Stanley Rous, powiedział po przegranych wyborach, że traktował Havelange’a jak syna, a ten wbił mu nóż w plecy. Rous był nauczycielem, Havelange biznesmenem i to on niejako stworzył współczesny futbol, ustalając precedens, w myśl którego w strukturach FIFA obowiązuje zasada coś za coś.
W sfinansowanym niemal w całości przez FIFA filmie fabularnym Wspólna pasja (2014), Blatter został przedstawiony jako ofiara systemu zbudowanego przez Havelange’a i bohater próbujący uratować skorumpowaną organizację. W jego odczuciu ważnymi krokami ku temu, których kulminacją miała być Pokojowa Nagrody Nobla dla FIFA, miała być współpraca organizacyjna przez Rosję i USA nad dwoma mundialami – Rosja miała zorganizować turniej w 2018, USA w 2022 roku. Blatter chciał być tym, który doprowadzi do pojednania zwaśnione od czasów zimnej wojny supermocarstwa.
Plan runął, kiedy pomimo wcześniejszych ustaleń komitetu organizacyjnego, zamiast Stanów Zjednoczonych na organizatora mistrzostw w 2022 roku wybrano Katar. Blatter określił tę decyzję jako błąd, turniej w Rosji zaś nazywał „cudownym” jeszcze zanim się odbył. Robił to już rok po aneksji Krymu i nie widział nic złego w korzystaniu z zaproszeń Putina, by odwiedzać Rosję i doglądać przygotowań do mundialu. Ten odwzajemnił się komplementowaniem Szwajcara, twierdząc, że on sam, a nie FIFA, zasłużył na pokojowego Nobla. Obecny prezes, Infantino, poszedł o krok dalej i pod auspicjami FIFA stworzył swoją pokojową nagrodę, którą wręczył Donaldowi Trumpowi podczas losowania grup turniejowych. Trzy miesiące później USA zaatakowało Iran, jednego z uczestników turnieju.
Konflikt przełożył się na sytuację drużyny – baza treningowa Iranu została przeniesiona z Tucson w Arizonie do Tijuany w Meksyku, mimo że drużyna rozgrywała wszystkie trzy mecze na terenie Stanów Zjednoczonych. Geograficznie piłkarze mieli bliżej, jednak za każdym razem musieli przechodzić uciążliwe kontrole graniczne[ŁM1] . Na pierwsze dwa mecze fazy grupowej kadra Iranu mogła przylecieć do USA dzień przed spotkaniem i musiała opuścić kraj zaraz po nim. Ograniczenie zniesiono na trzeci mecz, decydujący o awansie, który Iran miał rozegrać przeciwko Egiptowi w Seattle. Infantino, jak to on, wychwalał Stany Zjednoczone za umożliwienie Iranowi udziału w turnieju, a na takie drobnostki jak m.in. anulowanie irańskim kibicom wejściówek na mecze czy cofnięcie wiz członkom delegacji, odpowiedział uroczym: „chill, relax”.
Zadającym polityczne pytania dziennikarzom polecił, by skupili się na sporcie. Właśnie w duchu zdrowej, sportowej rywalizacji, Infantino przyznał rok temu, że czas pomyśleć o przywróceniu Rosji do „świata piłki nożnej”.
Osoby chcące oskarżyć go o koniunkturalizm powinny zastanowić się dwa razy – Infantino stoi po stronie słabszych, ponieważ wie, co czują osoby dyskryminowane. W reakcji na oskarżenia o wyzysk i łamanie praw pracowniczych podczas przygotowań do mundialu w Katarze, odważnie wyznał, że w szkole dokuczano mu ze względu na rude włosy i piegi, co dało mu moralny mandat, by bez cienia ironii powiedzieć na poprzedzającej turniej konferencji: „Dziś czuję się gejem. Dziś czuję się niepełnosprawnym. Dziś czuję się robotnikiem-imigrantem”.
Meksyk–Cueta wspólna sprawa
Mundial 2026 zostanie zapamiętany z kilku powodów i żaden z nich nie ma wiele wspólnego ze sportem: cofnięcie wizy somalijskiemu sędziemu na lotnisku w Miami; obowiązkowe przerwy na nawodnienie przy zamkniętym dachu stadionu, po to, by amerykańskie stacje mogły zarobić na reklamodawcach; telefon Trumpa do Infantino w sprawie odwołania czerwonej kartki dla piłkarza Stanów Zjednoczonych; żenujący halftime show w przerwie finału; ceny na ostatni mecz turnieju zaczynające się od 8 tysięcy dolarów. Niemal wszystkie z negatywnych wydarzeń związanych z turniejem łączą się ze Stanami Zjednoczonymi, a przecież nie były one jedynym organizatorem turnieju. Czy współudział w tak kiepskim wizerunkowo wydarzeniu opłacał się Kanadzie i Meksykowi?
Meksykanie kochają futbol, a kraj ten już raz był organizatorem turnieju, w 1986 roku. Prezydentka Claudia Sheinbaum na pewno zyskała na mundialu, szczególnie po tym, jak oddała swój bilet na mecz otwarcia zwyciężczyni rządowego konkursu, a sama oglądała go w strefie kibica. Potem przyjęła zaproszenie Trumpa na wspólne oglądanie finału, stała także obok niego i premiera Kanady podczas ceremonii medalowej. Gospodarczo turniej nie przyniósł oczekiwanych korzyści – według Deloitte, w Meksyku powstało 100 tys. tymczasowych miejsc pracy, a wzrost PKB szacowany jest na ok. 0,1 proc. Krajowe i lokalne władze Kanady wydały na turniej ponad miliard dolarów, ale reprezentacja kraju dotarła po raz pierwszy historii do 1/16 rozgrywek i tu ocena zależy od tego, jak bardzo ktoś ceni sukces sportowy.
W 2022 roku reprezentacja Maroka była pierwszą w historii mundialu afrykańską drużyną, która awansowała do półfinału turnieju, cztery lata później odpadła po przegranym z Francją ćwierćfinale. W 2025 roku Maroko organizowało Puchar Narodów Afryki i w kontrowersyjnych okolicznościach dotarło do finału, gdzie mierzyło się z Senegalem. Sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki dla Senegalu, a chwilę później podyktował rzut karny dla gospodarzy. Na znak protestu piłkarze Senegalu zeszli z boiska. Wrócili dopiero po 20 minutach. Mecz dokończono, Maroko przegrało w rzutach karnych, ale Afrykańska Konfederacja Piłkarska (CAF) odebrała tytuł Senegalowi, ponieważ opuściwszy boisko piłkarze mieli złamać przepisy.
To spięcie wpisuje się w trudne relacje między Afryką Północną i Subsaharyjską. Historycznie trudno uznać Maroko za reprezentatywne dla całego kontynentu – choć było jednym z założycieli Organizacji Jedności Afrykańskiej (1963), odeszło z niej w 1984 roku. W 2002 roku w miejsce OJA powołano Unię Afrykańską, do której Maroko „wróciło” dopiero w roku 2017. Wcześniej pozostawało jedynym afrykańskim krajem poza organizacją. Korzystając z przewagi geograficznej, Maroko postrzega siebie jako łącznika między Europą i Afryką, co przekłada się na jego relacje z resztą kontynentu.
Mundiale w Rosji i Katarze odbywały się w krajach jawnie dyskryminujących mniejszości seksualne i łamiących prawa człowieka. Na ostatnim turnieju na pierwszym planie był kryzys migracyjny. Jak pokazują wydarzenia w Ceucie, w Hiszpanii, Maroku i Portugalii będzie podobnie. Wystarczyło kilka postów o otwarciu hiszpańskiej granicy i filmików pokazujących, jak ominąć straż graniczną, by tysiące młodych Marokańczyków rzuciło się ku lepszemu życiu. Nadal nie wiadomo, komu zależało na wykorzystaniu ich naiwności i desperacji: czy była to zorganizowana akcja, czy ciąg przypadkowych zdarzeń. Można jednak śmiało założyć, że to nie koniec tarć między współgospodarzami, a te prawdopodobnie nasilą się bliżej meczu otwarcia










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!