Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Osiem lat za piosenkę. Członkini Pussy Riot uciekła z Rosji, ale nie od Rosji

Zawsze mam w życiu plan B – więzienie. Oczywiście nie rozważałam tej opcji na poważnie, ale nie ignoruję jej istnienia. Jest równoległy wszechświat, w którym siedzę w celi. Zawsze mam to z tyłu głowy jako pocieszenie: „Uspokój się, mogło być gorzej” – mówi Olga Borisova.

Olga Borisova Rozmowa
Walka

Aleksandra Kasprzak: Kiedyś byłaś policjantką, potem aktywistką feministyczną w Rosji i członkinią Pussy Riot. Czy twoje życie to film akcji?

Olga Borisova: Ta droga ma swoją logikę. Gdy miałam 18 lat, wydawało mi się, że najłatwiej będzie mieć wpływ na świat, będąc policjantką. Pociągała mnie estetyka – bycie silną babą, łapanie złoli. Tylko że w policji byli głównie mężczyźni. Niby to wiedziałam, ale jednak nie spodziewałam się, że będę musiała walczyć ze starszymi współpracownikami, którzy widzieli we mnie małą, naiwną dziewczynkę. Nawet tego nie ukrywali, nazywali mnie „Barbie”. Patrolowałam ulice Petersburga i wlepiałam mandaty spożywającym alkohol ludziom. Inni policjanci próbowali mnie poderwać, a gdy im na to nie pozwalałam, wkurzali się i chcieli mnie pogrążyć.

Ukształtowałam swoje poglądy, zmagając się z seksizmem w policji. Stałam się feministką, nie rozumiejąc jeszcze, czym jest feminizm.

Czytaj także Pussy Riot: Jeśli zechcą, to dorwą cię wszędzie. Nie wyjeżdżam z Rosji Paulina Siegień

Widzę tu punkty wspólne. I policjantka, i aktywistka mają zadanie – skopać dupska złolom. Ale raczej nie zgadzają się co do tego, kim te złole są. Patrzą w różnych kierunkach, celują do innych ludzi.

To prawda. Poczucie niesprawiedliwości, które wyniosłam z pracy w policji, sprawiło, że zainteresowałam się systemem, władza, polityką. Dzięki temu zaczęłam pracę z więźniami politycznymi, zajęłam się prawami człowieka. Ulżyło mi, że nie potrzeba do tego munduru.

Jak wylądowałaś w Pussy Riot?

Dołączyłam do grupy około 10 lat temu. Gdy Masza i Nadia siedziały w więzieniu za zaśpiewanie Bogurodzico, przegoń Putina w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, ja nadal byłam policjantką.

Gdy przeprowadziłam się do Moskwy, organizowałam swoje akcje i polityczne kampanie dla niezależnych opozycjonistów. Zajmowała się tym mała bańka, więc wszyscy się znali. Któregoś dnia Masza zaproponowała, żebyśmy zrobiły coś razem. Zaprzyjaźniłyśmy się, organizowałyśmy razem różne akcje, np. tę z 2017 roku w sprawie uwolnienia reżysera Olega Sencowa, który był silnym głosem sprzeciwu wobec aneksji Krymu. Sencow został skazany na 20 lat łagru. Wywiesiłyśmy transparent z napisem „Uwolnić Sencowa!” i odpaliłyśmy racę w Jakucku. A potem Masza i ja zostałyśmy zatrzymane pod zarzutem organizacji nielegalnej manifestacji.

Rok temu Pussy Riot zostało uznane za grupę ekstremistyczną, a ja odeszłam. Oczywiście nie z tego powodu. Trwała trasa koncertowa, w której i tak nie mogłam brać udziału, musiałam zostać w Wielkiej Brytanii. Poza tym chciałam zacząć coś swojego – jako Olga, nie jako część kolektywu. Dziewczyny znały sytuację i miały czas, by znaleźć kogoś na moje miejsce.

Czytaj także Oleg Sencow: Już nie wierzę, że stąd wyjdę Wiktoria Bieliaszyn

Co robiłaś i gdzie, gdy dowiedziałaś się, że jesteś poszukiwana przez Rosję?

To zabawna historia, bo nie miałam pojęcia, że przeciwko mnie toczy się jakakolwiek sprawa kryminalna. Gdybym została w Rosji, po prostu by mnie aresztowali i wtedy przynajmniej bym coś wiedziała. Ale przebywałam za granicą, więc ten news mnie ominął. Wylegiwałam się na wakacjach w Turcji z rodzicami i z mężem.

Nagle znajoma napisała na czacie grupowym: „To dziwne, zablokowali mi konto w banku”. Inna odpisała „Czasem tak robią, może masz jakiś dług czy coś. Chyba że trwa dochodzenie. Sprawdzę w bazie”. Nic nie znalazła. Nagle napisała: „A może dla zabawy sprawdzimy, czy nie ma cię w bazie osób poszukiwanych?”. Była. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy z jakiego powodu. A potem wszyscy zaczęliśmy sprawdzać nasze nazwiska w bazie. Tak dowiedzieliśmy się, że przeciwko nam toczy się sprawa karna.

Mój kolega, prawnik, napisał: „Wyjeżdżaj, natychmiast”. A ja siedziałam z telefonem na plaży, obok mama, tata i mąż. Jutro moje urodziny. Bałam się powiedzieć rodzicom. Mama chyba by oszalała. Znajomi zaczęli mnie uspakajać. Mówili, że nie ma opcji, żeby ktoś ekstradował aktywistkę polityczną z powrotem do Rosji. Poza tym to było dopiero wewnętrzne poszukiwanie, nie międzynarodowe.

Zostałam na wakacjach. Ale przez te pięć dni codziennie bałam się, że zaraz podjedzie jakiś samochód i mnie zabierze. Dobrze wiedziałam, że rosyjskie służby bywają kreatywne – mogli mnie oskarżyć o terroryzm lub cokolwiek innego. Dopiero pięć miesięcy później dowiedziałam się, że chodziło o „rozpowszechnianie fałszywych informacji o rosyjskiej armii”. I tak dostałam wyrok, osiem lat za piosenkę. W Rosji można dostać tyle samo lat za zabójstwo.

W piosence Mamo, nie oglądaj telewizji korzystacie z ukraińskiej popkultury wojennej – jest tam „rosyjski okręcie wojenny, idź w chuj”, są ukraińskie miasta – wycie Mariupola, Buczy, „Z to swastyka, a Moskwa powinna spłonąć”. Na końcu wyznajecie miłość Ukrainie. W jaki sposób dowiedziałaś się, że ostatecznie chodzi o słowa piosenki?

Wszczęto procedury, zaczynając od przeszukania naszych mieszkań. Moi rodzice zostali przesłuchani. Mamy w Rosji prawników, którzy dotarli do dokumentacji i poinformowali nas o szczegółach sprawy.

W teledysku do tej piosenki jedna z was sika na obraz Putina. To kojarzy mi się z ukraińskimi memami, w których zwierzęta na niego srają. Jak podjęłyście decyzję, która z was dokona chwalebnego czynu?

Wpadło na to Tasso. A że nieszczególnie się cenzurujemy, to się zgodziłyśmy. Tasso robiło to kilkukrotnie. Zresztą dlatego dostało większy wyrok – jedenaście lat, nie osiem. Teraz już zrezygnowało z tego gestu. Gdyby cały czas to powtarzać, sikanie nie byłoby tak szokujące, stałoby się rutyną.

Spotkał cię surowszy wyrok niż ten Nadii i Maszy w 2012 roku. One dostały dwa lata, a wyszły z więzienia po roku.

Tak. Gdy o tym myślę, dwa lata nie brzmią tak źle. Może nawet poszłabym odsiedzieć taki wyrok? Dwa lata da się wytrzymać. Ale osiem? Tylko że nikt już nie dostaje dwuletnich wyroków, przeważnie zaczynają się od pięciu lat. Osiem lat w więzieniu za piosenkę to szaleństwo. Uważają tak nawet ludzie, którzy wspierają wojnę i reżim.

Czytaj także Rosja zaostrza represje wobec „międzynarodowego ruchu LGBT”. To pierwszy taki wyrok Paulina Siegień

Wyjechałaś z Rosji już wcześniej, przed wyrokiem. Jak to zrobiłaś? Czytałam o ucieczce Maszy, która przebrała się za dostawcę jedzenia, a potem wyemigrowała do Islandii, by zbierać pieniądze dla ukraińskich organizacji charytatywnych i rosyjskich więźniów politycznych.

To co innego, bo Masza miała już sprawę kryminalną w toku. Była monitorowana, nie mogła wyjeżdżać z miasta, musiała regularnie meldować się na policji. To oczywiste, że nie mogła wyjechać z Rosji „drogą oficjalną”.

W moim przypadku było inaczej. Pewnego dnia obudziłam się i dotarło do mnie to, co do wszystkich na świecie – że rozpoczęła się pełnoskalowa wojna. Tylko że ja obudziłam się w kraju, który ją rozpoczął. Nigdy nie wspierałam działań wojennych, na tamtym etapie protestowałam przeciwko wojnie przez ostatnie siedem lat swojego życia.

Pomyślałam, że to musi się skończyć. Wszystkie bomby lecą z mojego kraju, a ja w nim żyję. Poczułam kompletną beznadzieję tej sytuacji. Zastygłam.

Wiele osób z mojej bańki myślało o emigracji, ale nie mieliśmy pojęcia, jak ją zorganizować. Przecież jesteśmy Rosjanami, nie możemy ot tak wyjść z domu, wybrać kraju i do niego polecieć. Ale wiedziałam też, że nie dam rady zostać i być cicho.

Musiałam wybrać państwo, do którego nie potrzeba wizy. Powiedziałam rodzicom: „Wybieram się na jakiś czas do Gruzji”. Nie miałam żadnego planu. Potem mama miała do mnie żal, mówiła: „Nigdy nie wspominałaś, że wyjeżdżasz na zawsze”. Ja nie miałam o tym pojęcia. Wsiadłam do samolotu i odleciałam. To był ostatni raz, gdy znajdowałam się na terenie Rosji. Wyrok nawiedził mnie półtora roku później.

Jak wygląda logistyka życia na emigracji z wyrokiem?

To skomplikowane. Planujemy z rodziną, do jakiego kraju możemy wjechać. Nie możemy się spotkać w Polsce, a szkoda, bo chciałabym tam przyjechać.

Przed każdą podróżą muszę rozważyć relacje kraju z Rosją i to, czy istnieje cień szansy, że ktoś mnie zatrzyma, zanim zbada polityczne motywy mojej sprawy. Nie mogę sobie pozwolić nawet na krótki areszt, bo co jeśli Rosja będzie negocjować ekstradycję?

Moja babcia mieszka w Rosji i wciąż pyta: „Olga, kiedy wpadniesz? Przeszłabyś się ze mną wybrać nowy telefon? Może pójdziemy gdzieś razem?”. Wtedy pozostaje mi połykać łzy, odpowiadać coś w stylu: „No wiesz, babciu, zobaczymy”.

Moi rodzice są tym wszystkim przerażeni. Nigdy nie chcieli, żebym została aktywistką i rozumiem to – też nie chciałabym być matką rosyjskiej aktywistki. Nikt nie chce, by jego dziecko wylądowało w więzieniu.

Czytaj także Czy serial TVP powiela rosyjską narrację? Jakub Majmurek

Myślisz o Rosji jak o swoim domu? Formalnie jesteś wolna, ale Rosja wciąż, niczym toksyczna matka, wpływa na twoją codzienność.

Przez pierwsze dwa lata na wygnaniu byłam wściekła na Rosję. Myślałam sobie: „Ja pierdolę, nie jestem z tym krajem w żaden sposób związana, wyrzekam się go”. Ale po czasie poczułam nostalgię. Nienawidzę wojny i putinowskiego reżimu – wiem, że nostalgia dotyczy czegoś, co nie istnieje.

Odczuwam to tym mocniej, że nie mam żadnej szansy na powrót. Ale osoby mieszkające za granicą, które wracają do Rosji, przeważnie i tak uświadamiają sobie po powrocie, że oczekiwali czegoś innego – czegoś, czego już nie ma.

Gdy wyobrażam sobie moje miasto, Petersburg, wiem, że wszystkie bilbordy wrzeszczą o rekrutacji do wojska, gloryfikują żołnierzy. Gdybym tam była, chodziłabym po mieście wściekła. Za takim miastem nie tęsknię. Tęsknię za rodzicami, dziadkami, ulubionymi miejscówkami, jedzeniem.

A teraz mieszkam w Wielkiej Brytanii, gdzie wszystko jest inne. Czasami nie wiem, co zrobić z tą rosyjską częścią swojej osobowości – z memami, piosenkami, książkami, na których się wychowałam. Ostatecznie jestem kulturalnym produktem Rosji. Interesuje mnie brytyjska polityka i kultura, ale świadomość, że gdzieś tam istnieje inna, rosyjska planeta, do której nie mogę dolecieć, na której nie wiem, co się dzieje, sprawia, że czuję się dziwnie. To rodzaj kryzysu tożsamości.

Więc Rosja nawiedza cię raczej jak duch, nie jak toksyczna matka. Wspominałaś też o innych wyzwaniach związanych z życiem jako osoba skazana. Na przykład gdy wypełniasz formularz dotyczący pracy i musisz zaznaczyć, że masz nieodbyty wyrok. Nie ma żadnego pola, w którym mogłabyś dodać, że twoja sprawa ma charakter polityczny. Jak brytyjscy pracodawcy reagują wyroki Kremla?

Są uprzejmi, raczej wspierający. Ale dużo ludzi zakłada, że w chwili, gdy wyjechałam z kraju, Rosja nie może mnie dosięgnąć. Dosięga mnie każdego dnia, gdy muszę tłumaczyć obcym osobom, że nikogo nie zabiłam, nie ukradłam żadnych pieniędzy. Po prostu zaśpiewałam piosenkę przeciwko wojnie.

Czytaj także Gessen: Pussy Riot nie obali Putina Michał Sutowski

W pewnym sensie nosisz w sobie dwa życia. Gdybyś nie wyjechała z Rosji, być może byłabyś w więzieniu do 2033 roku. Tymczasem wzięłaś ślub, chodzisz do sklepu, żyjesz prawie normalnym życiem. Masz czasem tak, że siedzisz w pubie i nagle uświadamiasz sobie, że mogłaś siedzieć w więzieniu?

Tak. To zabawne, bo zawsze mam w życiu plan B – więzienie. Oczywiście nigdy nie rozważałam tej opcji na poważnie, ale nie ignoruję jej istnienia. Istnieje równoległy wszechświat, w którym siedzę w celi. Zawsze mam to z tyłu głowy jako pocieszenie: „Olga, uspokój się, mogło być gorzej”.

I niby wiem, że ludzie lądują w więzieniu nawet za posty na Facebooku, za drobne, niepoważne rzeczy, które stają się bardzo poważne; że rosyjski system z łatwością miażdży jednostkę. Tylko czasem, gdy myślę o moim wyroku, frustruję się – niektórzy zwyrodnialcy podpisują kontrakt, idą do wojska i wyrok znika. To jak Igrzyska Śmierci lub Squid Game. Jeśli zgwałcisz dziecko albo kogoś zabijesz, wystarczy podpisać umowę z rosyjską armią i natychmiast przestają prowadzić przeciwko tobie śledztwo. Idziesz na wojnę. Jak przetrwasz, dostaniesz medal.

Nadal trudno mi to objąć umysłem – że dostałam osiem lat za piosenkę na YouTube, a jakiś chłop może kogoś zabić, iść na wojnę, mordować dalej w imieniu państwa, wziąć sobie drugą żonę na okupowanym terenie, ćpać, chlać. Nigdy nie zbliżyć się do więzienia. Niepojęte.

Śni ci się Rosja?

Czasami tak. Mam koszmary o nagłym aresztowaniu. O tym, że nagle ląduję w Rosji.

Śnię o teleporcie. Dzięki niemu mogłabym pojawić się w mieszkaniu moich rodziców na dwie godziny, wypić herbatę, a potem teleportować się z powrotem i nikt poza najbliższymi nie miałby o niczym pojęcia.

Myślisz, że wrócisz do Rosji po wojnie, zakładając, że anulują twój wyrok? Wierzysz w jakiś pozytywny scenariusz, koniec Putina? Czy po Putinie przyjdzie kolejny Putin – lepszy lub gorszy?

Moje życie się zmieniło – teraz Wielka Brytania jest moim domem. Wyszłam tutaj za mąż, mam brytyjską rodzinę, tu są mój dom i mój kot. Dokonałam już wyboru i zostałam częścią brytyjskiego społeczeństwa.

Czytaj także „My już nie możemy sobie pozwolić na to, żeby się bać”. Rosjanie wobec wojny Paulina Siegień

Jeśli miałabym pozwolić sobie na chwilę fantazji o Rosji, to zapowiada się kiepsko. Jako społeczeństwo mieliśmy zaledwie chwilę w latach 90., gdy ludzie doświadczyli pewnej wolności, dociekali, co robił Związek Radziecki. Wtedy dowiadywaliśmy się o represjach, agresji militarnej, politycznych więźniach. A potem przyszedł Putin.

Wyobraźmy sobie, w jakim stanie ludzie wrócą z wojny. Pewnie nie będzie ich wielu, bo padają codziennie jak muchy, ale ci, co przeżyją, będą cierpieć na ciężki zespół stresu pourazowego. Część z nich będzie tak straumatyzowana, że nigdy nie poczuje się dobrze w normalnym środowisku. Będę szukać kolejnej wojny, kontynuować przemoc. Może być gorzej. Czytam newsy o żołnierzach, którzy wracają z frontu i mordują żony. Czeka nas katastrofa humanitarna.

Dobry scenariusz zakłada, że zmieni się reżim, a Rosjanie wykonają ogromną pracę mentalną. A przede wszystkim: zamkną mordy i zaczną słuchać. Pokonają wirusa, który krąży w społeczeństwie i mówi, że Ukraina powinna zostać podbita, bo jesteśmy jednym krajem.

To nie jest niewykonalne, ale szanse są niewielkie. Chciałabym uczestniczyć w tej zmianie, nie jestem zupełnie pozbawiona nadziei.

Potrzeba politycznej woli. Można wziąć przykład z Niemiec i denazyfikacji. Jasne, wielu nazistów uniknęło sprawiedliwości, ale przynajmniej pokazywano społeczeństwu filmy o wyzwoleniu obozów. Zobaczenie tego, co się tam działo, było obowiązkowe. Dało się to zrobić, bo Niemcy przegrały wojnę.

Czyli Rosja też musi przegrać.

Jest pewien problem: Putin potrafi sprzedać każdą porażkę jako wygraną. Nie można też ignorować wielkości terytorium, Rosja to nie Niemcy. Warto jednak zainspirować się historią.

Gdybyś miała stworzyć poradnik rosyjskiej opozycjonistki, to co by się w nim znalazło?

Nie jestem w pozycji, by uczyć kogokolwiek czegokolwiek, szczególnie ludzi, którzy zostali w Rosji. Rozumiem, że się boją. To nie takie proste: iść na protest i przyjąć dziesięcioletni wyrok, trafić do więzienia lub na emigrację.

Wielu ludzi z Europy Zachodniej tego nie rozumie, bo żyją w demokracji. Często nie zdają sobie sprawy, jak wielki to przywilej i pytają: „Dlaczego Rosjanie nie protestują?”. Nie rozumieją, póki nie powie się im, że Aleksandra Skoczilenko została skazana na siedem lat więzienia za zmianę naklejek z cenami na niektórych produktach na naklejki krytykujące wojnę. Zamiast ceny ludzie w petersburskim supermarkecie mogli przeczytać: „Rosyjska armia zbombardowała szkołę artystyczną w Mariupolu. W środku ukrywało się około 400 osób”. Zdążyła nakleić zaledwie pięć naklejek. Gdy ludzie to słyszą, są autentycznie zszokowani.

Rozumiem, że ludzie są na nas wkurzeni. Ukraińcy mówią: „Dobra, jasne, nie lubisz Putina, ale czemu nie protestujesz?” Bo Ukraińcy mają silniejszą kulturę protestów. Tymczasem Rosjanie nie wiedzą, czym jest Rosja. Jeśli nie jesteśmy Związkiem Radzieckim, to kim? Takim ZSRR, ale mniejszym? Inne republiki w ZSRR miały swoją własną historię – były okupowane, uciskane, a teraz zostały wyzwolone. Mogą budować przyszłość, mają szansę stać się wolnymi, kształtować własną politykę i myśleć o tym, kim są jako naród. Rosja nie weszła na tę drogę. Pozostała taka sama, tylko mniejsza.

Czytaj także Czy film o dobrym Rosjaninie ma prawo istnieć? Aleksandra Kasprzak

Pytam cię o to, bo nie wszyscy Ukraińcy są zadowoleni ze sposobu, w jaki protestują Rosjanie. Ostatnio napisałam tekst o recepcji filmu Pan Nikt kontra Putin wśród osób z Ukrainy. Niektórzy zarzucali Talankinowi, że odwraca uwagę od ukraińskiego cierpienia i sprawia, że zaczynamy współczuć Rosji.

To bardzo rosyjski punkt widzenia – historia o małym człowieku. Zawsze powtarzamy: jesteśmy małymi ludźmi, nie możemy nic zmienić. Historia Pawła Talankina to nie jest historia rewolucjonisty, a opowieść o osobie, która żyła na odludziu i nie mogła zaakceptować otaczającej rzeczywistości.

Ukraińska reakcja jest w pełni zrozumiała. Ja też na ich miejscu byłabym zła. Nie obchodziliby mnie ci cholerni „dobrzy Rosjanie”. Ale wydaje mi się, że nie my jesteśmy docelową grupą odbiorców tego filmu. Został stworzony przez osobę z Zachodu dla zachodniej publiczności.

W nazistowskich Niemczech była podobna historia. Czytałam o studencie, który rozdawał ulotki o partii nazistowskiej w III Rzeszy i został za to powieszony. Czy to pomogło obalić Hitlera? Nie, ale było wyrazem cywilnej odwagi. Nie porównuję niemieckiego studenta do Pawła Talankina. Chodzi o to, że trzeba cenić protest. I trzeba mówić o ludziach, którzy próbowali zrobić cokolwiek, nawet jeśli to bardzo mało, bo to może być początek czegoś większego – uzdrowienia i prawdziwej walki.

**
Olga Borisova jest byłą członkinią Pussy Riot, działaczką medialną, badaczką i twórczynią treści internetowych. Mieszka w Wielkiej Brytanii.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x