Trzy Banany w garniturach pochylają się nad skąpo ubraną Truskawką.
– A może zostaniesz dziś trochę dłużej w pracy?
Cięcie. Duży, luksusowy gabinet, za oknem wieżowce. Ściany zaczynają drgać. Trzęsienie przechodzi w łupanie: tłuką się lampy, spadają szyby, przewracają meble.
Cięcie.
– Jestem tak zmęczona, że ledwo mogę chodzić prosto – żali się Truskawka w podartych rajstopach.
– Dobra dziewczynka – Banan wręcza jej kopertę pełną banknotów.
Cięcie. Wzruszająca, smutna muzyka.
Dom. Znad garnka unosi się para. Wyłania się z niej Pan Truskawka, poddenerwowany, ale zaangażowany w robienie obiadu.
– Skąd masz te pieniądze?
– Spokojnie, kochanie. Dali mi premię za nadgodziny – uspokaja go Truskawkowa Żona.
Cięcie. Małżeńskie łoże. Pan Truskawka chciałby truskawić się z Panią Truskawką, ale ta jest zbyt zmęczona. Scrolluje telefon, obiecując, że spróbują jutro.
Szybkie zbliżenie na siedzącą na sedesie Truskawkę. W rękach trzyma test ciążowy – jest pozytywny.
Cięcie.
– Przyj! – krzyczy pielęgniarka Borówka.
Z kanałów rodnych truskawki wyskakuje dorodne dziecię-banan.
Pan Truskawka ze złości niemal topi się w smoothie. Cieknie, wrzeszczy, potwornieje.
– Dzięki tym pieniądzom możemy żyć godnie – tłumaczy mu żona.
– A, no dobra. Z taką kupą siana nawet Banan może zostać moim synem.
Państwo Truskawki śmieją się diabolicznie.
***
Właśnie, pośrednio, obejrzeliście ze mną odcinek AI slopu o seksualnych przygodach postaci znanej jako „cheating strawberry” – zdradzająca truskawka. Nie ma za co.
Pod wieloma odcinkami pojawia się podobny komentarz: „Wszyscy umarliśmy w 2020 roku, a to jest piekło”.
Fruit Love Island
Fruit Paternity Court, The Fruitpire Diaries, Fruit Island – to przykłady seriali tworzonych w pełni przez AI. Istnieje wiele wersji slopu: krótkie filmy z białym smokiem widzianym, rzekomo, w tajnym ośrodku rządowym w Chinach, tańczące dzieci, małpy wskakujące prosto w tornado – wszystko sztuczne i niepokojące, jak na produkcje AI przystało.
Tym, co odróżnia Fruit Love Island od reszty, jest absurdalna oglądalność. Seria ruszyła 13 marca tego roku na TikToku. Jej promptotwórcę (@ai.cinema021) zaobserwowały trzy miliony ludzi w zaledwie dziewięć dni, bijąc przy tym rekord świata jako najszybciej rozwijające się konto na platformie.
Wszystkie odcinki zostały odtworzone łącznie około 300 milionów razy, a każdy z nich osobno – ponad 10 milionów razy. To znacznie więcej niż zgarnął format-matka, czyli standardowe Love Island. O ile oglądanie reality shows to dla wielu osób guilty pleasure (lub wcale nie guilty, jeśli odpuścimy sobie wyższościowe łączenie przyjemności z poczuciem winy i najzwyczajniej w świecie damy sobie odpocząć), to śledzenie niuansów w relacjach seksualno-romantycznych owoców nie ma znamion nawet najbardziej skażonej winą przyjemności. To czysty hate-watching.
Oglądanie z nienawiści
Minutowy i brainrotowy format Fruit Love Island jest idealnie skrojony pod reelsy, zagospodarowując całe spektrum potrzeb: można oglądać szybko, śmiać się z faktu, że w ogóle się to ogląda, śmiać się z ludzi, którzy to oglądają, publikować swoje reakcje, oglądać reakcje innych osób i ich reakcje na swoje reakcje.
Część widzów absolutnie znienawidziła zdradzające się truskawki, a część postanowiła je zmonetyzować. Co prawda polski TikTok nie płaci twórcom za wyświetlenia, ale na przykład amerykański, brytyjski czy niemiecki już tak. Gdy spełnimy kilka wymogów i opublikujemy AI slop w ramach programu Creator Rewards, możemy zarobić i poszaleć.
Tak powstał AI Fruit Generator, który za 99 dolarów rocznie (najtańsza subskrypcja, najdroższa kosztuje 999 dolarów rocznie i oferuje 12 razy więcej creditsów, a to, ile creditsów „zużyje” jeden wygenerowany film, zależy m.in. od jego długości). Bardzo zabawna jest zakładka „o nas” firmy, nieskażona ingerencją człowieka: „Kim jesteśmy? [Nazwa firmy] zajmuje się [krótki opis działalności Państwa firmy]. Założona w [rok], [krótka historia lub osiągnięcia]”.
Istnieją różne wymiary hate-watchingu, ale oglądanie z nienawiści przygód AI owoców to fenomen na skalę światową. Szacując od wybuchu trendu w marcu 2026 roku, istnieje około 200-300 tys. shortów w stylistyce zbliżonej do Fruit Love Island. Wliczając w to średnie wyniki oglądalności dla viralowych, średnich i mniejszych kont, cały fenomen mógł zebrać łącznie około 3-5 miliardów wyświetleń. Dla porównania: M jak miłość emitowane jest od 2000 roku i zwykle miewało około 2 milionów widzów na odcinek. To oznacza, że kopulujące owoce w cztery miesiące mogły zrównać się ze skalą wyświetleń polskiego hitu serialowego przez ćwierć wieku.
Koneserzy gówna
W hate-watchingu nie chodzi o gust. Sama jestem koneserką gówna. Istnieje wiele okazji, by obejrzeć coś tak złego, że aż dobrego. O tym, jak świetną zabawą jest oglądanie kiczu, świadczy chociażby sukces seansów „Najlepsze z najgorszych”. Biegłam jak zła, by zobaczyć Barbarzyńską nimfomankę w piekle dinozaurów. Nie warto. Tak bardzo nie warto, że aż warto. I tak miało być.
„Jak to możliwe, że gapię się na owoce i komentuję ich krągłe kształty?” – załamuje się Layze, youtuber omawiający Fruit Love Island.
Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że istnieją produkcje, które są złe, celowo lub z przypadku, po ludzku, a krytykowanie ich ma jakiś sens, nawet jeśli jest to ego trip. Filmy o przepięknych tytułach, jak Zombiebobry, Atak krwiożerczych donatów czy Pierniczek okrutniczek karmią wygłodniałe brzuchy widzów plastikowymi rekwizytami, papierowymi potworami, kartonową grą aktorską – i fajnie.
W przypadku Fruit Love Island nie wiadomo, kogo właściwie można krytykować, czyj zamysł analizować. Leniwego promptera? Sztucznej inteligencji, która w jednej scenie zaprezentowała Wiśnię jako dorosła kobietę, a w innej – jako małą Wisienkę bez twarzy? Poziom funu: zerowy. To kilka minut tworzenia promptu i zrzynka z formatu reality show.
Czy to z powodów brainrotowej hipnozy, czy w wyniku ironicznych seansów ze znajomymi – oglądalność Fruit Love Island jest szalona. I może nie warto byłoby tego analizować, gdyby nie fakt, że pod owocowymi dramami kryje się niespodzianka – sroga dawka nienawiści wobec kobiet.
Mizoginistyczne bakłażany
Adam Aleksic postanowił wykorzystać swoją wolną wolę i przeanalizować sto filmow z serii „zdradzających owoców”. Zauważył, że część owoców jest utożsamiana z kobiecością (wiśnia, brzoskwinia, truskawka, mandarynka, borówka), a część – z męskością (ogórek, bakłażań, banan, arbuz, ananas).
Sceny, w których kobieca postać zdradza męską, występują w około 63 proc. odcinków. Gdy męska postać występuje jako „kobiecy owoc”, jak na przykład Pan Truskawka z początku tego tekstu, najprawdopodobniej zostanie zdradzona przez Panią Truskawkę z „bardziej męskim” na owocowym spektrum mężczyzną – ogórkiem, bananem, bakłażanem. Bardzo często małżeństwa zawierane są w obrębie jednego owocu, ale gdy dochodzi do zdrady, w 93 proc. przypadków odbywa się ona między różnymi gatunkami. Truskawka nie zdradzi męża z innym Panem Truskawką, a z Panem Bakłażanem lub Panem Bananem.
„Trudno jednoznacznie stwierdzić, jaką rasę przedstawiają konkretne owoce, ale narracje wokół tych najbardziej hiperseksualizowanych, takich jak bakłażany, są zbieżne z rasowymi stereotypami na temat czarnych mężczyzn” – zauważa Aleksic.
Ciężko nie dostrzec w tym redpillowych narracji – czuły i miły mąż zostaje zdradzony przez żonę-rozpustnicę z wyższym i bogatszym gigabananem. I nawet jeśli to zupełnie przypadkowe zahaczanie promptu o czerwoną pigułkę, pod filmikami, oprócz utyskiwań na „to gówno”, można przeczytać: „baby już takie są”, „typowe”.
Inny przykład: owocowy kościół – ananasowe kolumny, winogronowe witraże. Ksiądz Pomarańcza stoi za amboną i panikuje. Przy ołtarzu kłócą się Wściekły Pan Truskawka i Rozsierdzony Banan w kamizelce, tuż obok znajduje się Truskawka w sukni ślubnej i nie wie, co robić. Owocowi mężczyźni łapią ją z dwóch przeciwległych stron.. Szarpią i ciągną, wrzeszczą i napierają, twarz Truskawki się napina, aż w końcu jej ciało pęka. Leje się truskawkowa krew. Głowa wisi na lichym kikucie w dłoniach Banana.
Owocowych ciał kobiet – rozseksualizowanych, bitych, blendowanych – jest w AI slopie mnóstwo. Piera Riccio w preprincie I Was Scrolling and Then I Saw a Pregnant Strawberry, zauważa:
„Najczęściej obserwowaną postacią męską jest lojalny, pracowity, oddany rodzinie mąż. Natomiast żona często przedstawiana jest w negatywnym świetle – łasa na pieniądze, wykorzystująca relacje romantyczne dla osiągnięcia korzyści materialnych lub towarzyskich. Często zdradza męża, czasem nawet z wieloma mężczyznami. Jest niewierna wobec przyjaciół, zazdrosna i powierzchowna”.
I dalej: „Postacie kobiece są zawstydzane ze względu na swoje wybory, takie jak posiadanie konta w OnlyFruits (odpowiedniku OnlyFans w owocowym uniwersum). W ten sposób przynoszą wstyd męskim członkom rodziny. Ciało kobiet i ich seksualność są traktowane jako własność otaczających ich mężczyzn”.
Dramat promptera
Wiele filmów założyciela oryginalnego Fruit Love Island zostało zgłoszonych i skasowanych. Mężczyzna wydał oświadczenie:
„Sporo ludzi ignoruje fakt, że zrobienie tych filmików zajmuje czas. Piszę prompt, planuję sceny, AI robi je źle, więc ciągle muszę coś edytować. Praca nad każdym odcinkiem zajmuje godziny i nie zrozumiecie tego, dopóki sami nie spróbujecie”.
Gdy odcinki Fruit Love Island znikają z TikToka, prompter się wścieka:
„Macie, czego chcieliście. Uratowaliście 12 litrów wody, inspirujące! Pierdolcie się, zazdrośni skurwysyni, brzmicie dla mnie tak: «O boże, woda, ja przecież kooocham czystą wodę»”.
Albo: „Znajdźcie sobie prawdziwą pracę, bezrobotni skurwiele”.
Dość odważne jak na kogoś, kto poświęca godziny na stworzenie minutowego odcinka o kopulujących owocach.
Jako puentę użytkownik opublikował obrazek, na którym Kobiety Ananasy wypijają całą czystą wodę z planety.
Brainrot jako estetyka
Treści do oglądania z nienawiści przybywa. Gdy raz obejrzysz poród Truskawki, trudno odtruskawić algorytm.
AI slopy to wypełniacze platform społecznościowych, które generują zaangażowanie, nawet jeśli nie mają nic do
zakomunikowania. Stąd coraz bliżej do virali takich jak krewetka Jezus, chałkoń czy mała dziewczynka, która sama wyhodowała w ogrodzie piękne tulipany, ale nikt jej nie podziękował, bo jest sierotą (białe nitki mają te przewagę nad krewetkowym Zbawicielem, że zawierają dużo błonnika).
Filmy z owocowej serii są produktem algorytmicznie idealnym – generują ogromne (czy to entuzjastyczne, czy nienawistne) zaangażowanie; są wizualnie bajkowe, a więc trudniej sklasyfikować je jako przemocowe. Dramatyczna fabuła, dynamiczne cięcia, krótkość odcinka, zanurzenie w oparach absurdu. Tak właśnie brainrotowa estetyka, po fenomenie włoskich Ballerin Cappuccin, znów ląduje z wielomilionowymi zasięgami i użytkownikami floodującymi: „Co się, kurwa, stało, co ja właśnie obejrzałam?”.
Pewnie jest w tym wszystkim coś kuszącego, nostalgia za shitem czy inna tęsknota za Krainą Grzybów, w którą chciałoby się wpaść, dać się pochłonąć. I choć oglądając grupę napakowanych bakłażanów w surdutach wykręca mnie na 67 stron, mam ochotę o tym pisać. Jestem więc pewnie cieniem streamera, który publikuje swoje reakcje na kopulujące warzywa i owoce, a wy to oglądacie.







!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!