Tesla Elona Muska zapowiada sprzedaż humanoidalnego robota Optimus już na przyszły rok. Firmy takie jak Figure czy 1X promują swoje roboty materiałami, które prezentują, jak te radzą sobie ze składaniem prania, obsługą zmywarki, ścieleniem łóżka i całą masą prac domowych wymagających manualnej precyzji i rozumienia szerszego kontekstu. I choć perspektywa człekokształtnych dziwolągów chodzących po mieszkaniach może być dla kogoś pociągająca (mnie raczej niepokoi), to większość firm oferujących tego typu przyszłość widzi ich zastosowanie głównie w przemyśle. Należące wcześniej do Google’a, a dziś do Hyundaia Boston Dynamics prezentuje humanoidalnego Atlasa pracującego w magazynie albo fabryce. Podobnie Agility ze swoim Digitem, Apptronik z Apollo czy Sanctuary AI z Phoenixem.
Niezależnie od tego, czy humanoidalne roboty znajdą zastosowanie w domu, czy przemyśle, to cały szereg prac, w jakich miałyby zastąpić ludzi, wymaga nauki zupełnie jak w przypadku człowieka. Tylko szybszej. Po co komu robot, który jest w stanie wyjąć talerze ze zmywarki nie tłukąc ich, jeśli potem będzie układał je na podłodze tuż obok psiej miski? Tutaj pojawia się koncept masowego nagrywania ludzkiej pracy wyłącznie w celu karmienia tymi materiałami wielkich modeli językowych, napędzających robotyczne humanoidy. Wokół zagadnienia wyrosła już cała branża. Obiecuje ona nie tylko udział w epokowej zmianie, ale zmianę na lepsze już teraz, dostępną od ręki.
Trenuj roboty i dorabiaj
Podobnie jak w przypadku obietnic związanych z „sharing economy”, składanymi nam przez Ubera czy Pyszne.pl, tutaj również utopijna wizja przyszłości mocno kłóci się z rzeczywistością. Różnica jest taka, że tym razem, bogatsi w doświadczenie, dostrzegamy to natychmiast. A przynajmniej powinniśmy.
„Pracuj raz, zarabiaj podwójnie” – taką przełomową zachętą wita nas strona internetowa zajmująca się sprzedażą danych przeznaczonych do trenowania robotów przyszłości. Idea jest szczytna, a przynajmniej tak próbują ją przedstawić pośrednicy sprzedający owe dane. A także prosta. Zasadza się na konkretnym założeniu, że nadejście świata rodem z The Jetsons jest nieuniknione.
Niestety, nie chodzi ani o latające samochody, ani tym bardziej o skrócenie czasu pracy (George Jetson był jedynym żywicielem rodziny, pracował godzinę dziennie przez dwa dni w tygodniu). Nieuniknione ma być wprowadzenie na szeroką skalę humanoidalnych robotów wykonujących prace fizyczne i manualne. Chcesz wziąć udział w tej historycznej zmianie? Pewnie, że chcesz, kto by nie chciał! A nawet jeśli nie, to na pewno nie pogardzisz możliwością dorobienia paru groszy. Totalnie bezwysiłkowo i przy okazji czegoś, co i tak robisz (pamiętacie, jak Uber miał służyć do dorobienia sobie paru groszy na podwiezieniu kogoś w miejsce, w które i tak się wybierasz?). Po prostu kup od nas specjalną opaskę, przymocuj do niej telefon i nagrywaj swoje ręce podczas wykonywania powtarzalnej czynności, a my ci za to zapłacimy. Tzn. zapłacimy za te nagrania, które zaakceptujemy (ale przesłane zostaną wszystkie). Możesz nagrywać, ile chcesz, nikt cię do niczego nie zmusza.
Przy współpracy z działającą również w Polsce firmą Shift jest to zarobek w wysokości 30 zł za godzinę w przypadku osób prywatnych i 50 zł za godzinę w przypadku firm. Jeśli twoi pracownicy zechcą nosić telefony na głowie przy okazji pracy, to twoja usługa będzie mogła być tańsza, oni będą mogli zarobić więcej, a ty… też będziesz mógł zarobić więcej! Wizja sprzedawana przez Shift wydaje się pozbawiona wad. Wszystko jest dobrowolne i przynosi wszystkim same korzyści.
Tym razem na pewno nie dojdzie do wyzysku
W materiale na kanale Jakuba Klawitera, który – nie ukrywam – zainspirował niniejszy tekst, zarówno przedstawiciele Shift, jak i osoba nagrywająca swoje prace domowe przyznają zgodnie, że opaska z telefonem jest mało komfortowa. Na tyle, że godzina dziennie to rozsądny limit. Pojawia się więc wątpliwość: czy w świecie, w którym ludzie godzą się na pracę kuriera za stawkę ledwo pozwalającą na przetrwanie i pozbawioną jakichkolwiek zabezpieczeń socjalnych, „pracodawcy” w branżach oferujących prace platformowe powstrzymają się od zobligowania swoich „pracowników” do wielogodzinnego korzystania ze sprzętu od Shift? I czy aby na pewno dodatkowy zysk z nagrywania własnych rąk przy pracy będzie w jakimkolwiek stopniu trafiał do osób wykonujących dane prace? Nie trzeba być cynikiem, by uznać, że wiara w dobre intencje osób zarabiających na pracy platformowej innych, postawionych pod ścianą ludzi, jest nieuprawniona.
Polscy przedstawiciele Shift przekonują, że „nie rekomendują” niedzielenia się dodatkowym zyskiem z pracownikami, bo zgodnie z ich wizją to właśnie pracownicy mają być beneficjentami zmiany związanej z masowym wdrożeniem robotów. Brzmi jak nawijanie makaronu na uszy? Tym właśnie jest. Już dziś w USA, np. w Nowym Jorku, można zamówić ekipę sprzątającą, której praca jest całkowicie darmowa, a jedyny zysk pochodzi z nagrań dla Shift. Panowie nie ukrywają, że planują wdrożenie podobnego rozwiązanie w Polsce.
Jednocześnie przekonują, że w przyszłości wszyscy na tym skorzystają. Bo przecież kiedy osobę zajmującą się sprzątaniem wyręczy robot, będzie ona mogła… no nie wiem, sprzątać coś innego? Trudno powiedzieć, bo goście z Shift plączą się w wyjaśnieniach, dlaczego to, co robią, jest dobre, ale zapewniają, że dzięki robotom wszyscy będziemy mogli zarabiać więcej, pracując tyle samo. Po prostu wzrośnie nasza produktywność – jakbyśmy tego właśnie potrzebowali do pełni szczęścia.
Mam również zastrzeżenia dotyczące prywatności. Co z wrażliwymi danymi, których nagranie jest nieuniknione przy tego rodzaju dokumentowaniu własnej pracy? Lokalizacja, wizerunek (w tym dzieci), dokumenty – a przypominam, że wszystkie treści wideo są przesyłane do Shift automatycznie. Panowie przekonują, że tego typu materiały są usuwane, ponieważ nie mają dla nich wartości. Musimy im tylko uwierzyć na słowo, że z własnej woli pozbywają się tego, na czym można dziś najwięcej zarobić – ot, choćby taki Palantir przyjmie to z pocałowaniem ręki za całkiem dobry pieniądz. Google Chrome domyślnie zapisuje i wysyła na serwery nawet to, co wpiszecie w pasek wyszukiwania bez naciśnięcia enter, a my mamy uwierzyć, że wrażliwe dane znikają z serwerów firmy, która zajmuje się… zbieraniem danych do trenowania AI, tylko akurat innych? Bądźmy poważni.
Dane dla robotów już zmieniają rynek pracy
Poza Shift istnieje wiele firm zajmujących się zbieraniem nagrań pracy w celu uczenia robotów czynności manualnych. Wspomniana wcześniej Figure ma program Index, którego celem jest nauka robotów i również, podobnie jak Shift, oferuje w jej ramach darmowe usługi, np. sprzątanie. Toloka, EgoVista, Claru, Renlei Labs, Unidata, Appen – to międzynarodowe firmy handlujące danymi w modelu podobnym lub identycznym do tego, w którym operuje Shift. Wszystkie one zachęcają do nagrywania siebie przy pracy dla dodatkowego zarobku. Bo przecież ostatecznie wszyscy będą robili to z własnej woli, a nie wiedzeni przymusem ekonomicznym (znowu – tak samo miało być z Uberem). A jak się komuś coś nie podoba, to zawsze może zmienić pracę.
Roboty zapewne nie odbiorą nam pracy w klasycznym rozumieniu – ta często wyrażana obawa jest zbytnim uproszczeniem. Mogą za to jeszcze bardziej pogorszyć pozycję negocjacyjną wielu pracowników. Właściwie już to robią. Tu i teraz wpływają na rynek pracy, choć nie zeszły jeszcze z taśm produkcyjnych w liczbie, która miałaby dla niego jakiekolwiek znaczenie. Wizją przyszłego robotycznego dobrobytu mami ludzi przyciśniętych do ściany przymusem ekonomicznym, żeby kręcili na siebie kolejny bat. A przy okazji przyzwyczajali się do nieustannej kontroli pod czujnym okiem kamer, które sami na siebie zakładają. Z własnej woli, rzecz jasna, bo przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza.
Erich Fromm podobne zjawisko nazywał „ukrytym autorytetem”. Kiedy coś wydaje się „normalne”, bo tak nauczyła nas kultura, otoczenie albo doświadczenia poprzednich pokoleń, nikt nie musi nakazywać nam tego wprost. Fromm nie mógł jednak przewidzieć pracy platformowej, umowy najmu sprzętu zastępującej umowę o pracę ani anonimowego migranta z Gruzji w Polsce, pozostającego poza strukturami społecznymi, które mogłyby chronić jego interesy.
W Cyberpunku mieliśmy dostać cybernetyczne wszczepy pozwalające wskakiwać na wieżowce. Tymczasem najlepsze, na co możemy się załapać, to cybernetyczne chomąto.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!