Czytaj dalej

Krzywicka w sądzie

W roku 1932 Irena Krzywicka debiutuje w „Wiadomościach Literackich”  jako reporterka sądowa tekstem Proces o zabójstwo tancerki. Są to nie tyle reportaże, co bardzo subiektywne opowiadania o ludzkich charakterach i przypadłościach. Fragment książki Małgorzaty Szpakowskiej.  

Irena Krzywicka opublikowała w „Wiadomościach Literackich” między majem 1932 a kwietniem 1934 ogółem osiem reportaży sądowych, w tym wiosną 1933 roku cztery poświęcone rozprawie rewizyjnej w procesie Gorgonowej. Roli sprawozdawcy podjęła się właściwie bez przygotowania i chyba bez ambicji zachowania obiektywizmu; są to nie tyle reportaże, co bardzo subiektywne opowiadania o ludzkich charakterach i przypadłościach. Pisała po latach: „Właśnie to, że nie byłam specjalistką, że miałam świeże spojrzenie na zagadnienia, które dla wielu stały się rutyną, nadało mojemu sądowemu pisaniu specjalną wartość”. Dobre samopoczucie autorki było do pewnego stopnia uzasadnione, jej wrażliwość pisarska była niewątpliwie większa od jej świadomości prawnej. W szczególności z wielkim trudem przychodziło jej pogodzić się z kontradyktoryjnością rozprawy sądowej, z faktem, że z założenia jest to starcie oskarżenia i obrony odbywające się według precyzyjnych reguł, a nie pokaz empatii czy seans psychoanalityczny. Toteż stale ubolewała nad niedelikatnością pytań stawianych przez sąd i strony: „Świadka zeznającego na korzyść oskarżonego dręczą oskarżyciele, nad świadkiem zeznającym na jego niekorzyść pastwi się obrona” (Proces o zabójstwo tancerki, 20/1932). Z drugiej zaś strony kwestionowała wartość zeznań składanych podczas rozprawy: „Skąd się wzięło przeświadczenie, że człowiek zdaje sobie dokładnie sprawę z tego, co widzi?” (Wielkie manewry sądowe, 23/1933). Stale też – wprost lub pośrednio – podkreślała uderzającą teatralność procesu sądowego. 

Sprawy, które relacjonowała, nie zawsze zresztą były dramatyczne, choć dwie z nich toczyły się o zabójstwo; w pierwszej młody człowiek, trochę utrzymanek, zabił z zazdrości kochankę (20/1932); w drugiej sfrustrowany urzędnik zwolniony z pracy zastrzelił dyrektora zakładów żyrardowskich Gastona Koehlera (Proces Blachowskiego, 48/1932). Ów Koehler, Francuz, usiłował restrukturyzować fabrykę, między innymi przez masowe zwolnienia, i zachowywał się przy tym dość brutalnie, jak zaświadcza inny reportaż opublikowany na łamach „Wiadomości”, Faktografia żyrardowska Pawła Hulki-Laskowskiego (23/1932). Kolejny proces dotyczył lekarza, który pod wpływem pewnego hochsztaplera narobił strasznych długów, zrujnował ojca, żonę, kochankę – i właściwie nie wiadomo, po co mu były te pieniądze (Tajemnica doktora S., 13/1934). Dla mnie jednak najciekawsza była relacja z drobnych spraw toczących się przed sądem grodzkim (W sądzie grodzkim, 11/1934): o niewielkie oszustwa, o handel uliczny, o prostytucję. Tu właśnie subiektywność Krzywickiej uwyraźniała się najmocniej. Czasem jako głos rozsądku, gdy wydziwiała nad oskarżaniem ulicznych przekupek o niedostateczne przestrzeganie higieny, skoro kupowali u nich tacy sami biedacy: „Zapewne, gotowany groch, trzymany w brudnym koszyku, jest niezdrowy. A mieszkanie w dwadzieścioro w jednej izbie jest zdrowe? A głodowanie miesiącami jest zdrowe?”. Czasem jako kokieteria, gdy ze zrozumieniem pisała o kimś, kto wystawiał czeki bez pokrycia: „Gdybym kiedykolwiek miała książeczkę czekową, z pewnością wystawiałabym od czasu do czasu czeki bez pokrycia, niemożliwością bowiem byłoby dla mnie zapamiętać stan moich rachunków”. A czasem jako wezwanie do reformy obyczajów, gdy solidaryzowała się z doprowadzoną przed sąd prostytutką, która po prostu chciała iść do kina, a zatrzymał ją agent policyjny: „Ohyda kontroli sprawowanej nad prostytutkami stwarza te niemoralne sytuacje”.

Największą jednak sławę zjednały Krzywickiej reportaże z procesu Rity Gorgonowej, a ściślej z krakowskiej rozprawy rewizyjnej

Największą jednak sławę zjednały Krzywickiej reportaże z procesu Rity Gorgonowej, a ściślej z krakowskiej rozprawy rewizyjnej; pierwszy proces toczący się we Lwowie relacjonowała bowiem dla „Wiadomości Literackich” Elga Kern (Prawda o procesie Gorgonowej, 25/1932). Tym razem Krzywicka jest już jawnie stronnicza, cała jej relacja podporządkowana jest obronie oskarżonej, na pierwszy plan wysuwane są argumenty świadczące o jej niewinności, natomiast argumenty oskarżenia są dezawuowane z całą mocą. I choć w ostatnim reportażu autorka przyznaje: „Nigdy się może nie dowiemy, jak było naprawdę”, to ciąg dalszy tego zdania nie pozostawia wątpliwości co do jej stanowiska: „ale zdrowy ludzki sens, psychologiczne wejrzenie w tych ludzi i w sytuację, analiza przestępstwa, wszystko to przechyla niedwuznacznie szalę na korzyść Gorgonowej” (Dzieje grzechów… jej i cudzych, 25/1933).

Pomińmy stronę prawną tej niezwykle zawikłanej historii. Na stanowisku Krzywickiej zaważyły, jak sądzę, dwa względy. Pierwszy to naturalna reakcja na nagonkę, której ofiarą stała się Gorgonowa jako osoba „niemoralna”, „utrzymanka” zaszczuta przez prasę i przez publiczność. W dodatku egzotyczna piękność o złowrogo brzmiącym nazwisku („heroina romantycznej tragedii, jak demon zbrodni dla jednych, jak symbol umęczenia dla innych”, Wizja i upiory, 24/1933), której losy Krzywicka porównuje z losami Ewy Pobratyńskiej z Dziejów grzechu Żeromskiego. Reformatorka obyczajów, za jaką chciałaby uchodzić Krzywicka, po prostu nie mogła opowiedzieć się przeciw Gorgonowej, z góry skazanej, jak twierdziła, przez lwowskie dewotki. Wydaje się zresztą, że ten proces podzielił publiczność raczej według wcześniejszych postaw i przekonań niż w związku z rzeczywistą winą lub niewinnością podsądnej. Liberalnym „Wiadomościom Literackim” po prostu nie wypadało zająć innego stanowiska, a Krzywickiej zapewne nawet nie przyszło to do głowy.

Wzgląd drugi, którym mogła kierować się autorka sprawozdania, to brak zaufania do ławy przysięgłych. Po pierwsze dlatego, że złożona była z samych mężczyzn: „Gromada tryumfujących mężczyzn, otaczających koliskiem złamaną kobietę, jest widokiem niezmiernie przykrym” (Niepokojący wyrok, 22/1933). Po drugie dlatego, że jest to instytucja reprezentująca opinię społeczną, a ta opinia jest ułomna, chwiejna, podatna na sugestię. Wizja lokalna, przeprowadzona zresztą z oczywistymi uchybieniami, mogła mieć decydujący wpływ na decyzję przysięgłych: „Ta reżyseria wspomnienia zbrodni, to odgrywanie jej przez bezpośrednio zamieszanych ludzi – straszliwy, makabryczny taniec” (24/1933). Co więcej, wyrok uzgadniany w tym gronie jest w istocie kompromisem, a więc część wyrokujących musi się podporządkować większości. A wreszcie – powiada Krzywicka – „ludzie lubią skazywać”. „Ludzie lubią sprawować władzę i lubią, żeby były jakieś tej władzy efekty” (22/1933). Tym bardziej kiedy nie ponoszą za to jednostkowej odpowiedzialności. 

Fragment książki Małgorzaty Szpakowskiej „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012

Czytaj dalej: wywiady, diagnozy, informacje, statystyki, recenzje.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij