Czytaj dalej

Co czytaliśmy w 2012 roku

Subiektywny wybór swoich lektur z 2012 roku prezentują autorki i autorzy Dziennika Opinii, zespół i przyjaciele Krytyki Politycznej. Dziś pierwsza część zestawienia.

Nie tworzymy rankingów, nie ulegamy terrorowi nowości, przedstawiamy subiektywny wybór książek, które nas w 2012 roku zafrapowały, poruszyły, które uważamy za warte polecenia. Ważne tegoroczne lektury (niekoniecznie pozycje wydane w tym roku) prezentują autorki i autorzy Dziennika Opinii, zespół i przyjaciele Krytyki Politycznej. Dziś pierwsza część zestawienia.

Swietłana Aleksijewicz, Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości, Wydawnictwo Czarne 2012


Ręka do góry, kto pamięta smak płynu Lugola. Kto pamięta opowieści o świecących nocą trampkach i dzieciach z trzema głowami. Kto pamięta dziwne lato 1986 roku, kiedy powoli kończył się świat i my, dzieci bawiące się na warszawskich podwórkach, spoglądaliśmy co chwila w szare niebo, sprawdzając, czy już nadpływa radioaktywna chmura, żeby w razie czego zwiać do domu (chociaż szkolna instrukcja nakazywała położyć się w takiej chwili w najbliższym rowie i nakryć prześcieradłem!)?

Czarnobylska modlitwa Swietłany Aleksijewicz to podróż do zony – zakazanego, wypartego, przez wiele lat skazanego na milczenie świata wspomnień ludzi, którzy przeżyli Apokalipsę. Intymne portrety anonimowych bohaterów płynnie przechodzą w odrażające przykłady ludzkiej głupoty ocierającej się o surrealizm. To reportaż prosto z piekła, z końca świata, ze zderzenia gatunku ludzkiego z czymś, czego rozum nie jest w stanie objąć. Aleksijewicz udało się oddać fenomen duszy sowieckiej – to, że w jednym człowieku mieści się bezgraniczne piękno i zdolność do ostatecznego poświęcenia oraz równie bezgraniczne okrucieństwo i głupota. Loty w kosmos i ludowe zabobony. Zwierzęce przywiązanie do ziemi i wędrówki ludów na rozkaz kolejnych tyranów. Tchnąca pogańskimi czasami bojaźń wobec natury i jej bezmyślne niszczenie.

Agata Diduszko-Zyglewska – zajmuje się promocją Wydawnictwa KP, w Dzienniku Opinii pisze o kulturze

Roberto Bolańo, 2666, przeł. Katarzyna Okrasko i Jan W. Rajter, Muza, Warszawa 2012

2666 Bolańo – przełożony/-e z ośmioletnim opóźnieniem – jest dowodem na to, że powieści totalne nie tylko są nadal możliwe, ale po prostu powstają – niezależnie od pesymizmu kulturowych prognostyków. Nie musimy naciągać definicji ani zabezpieczać się masą zastrzeżeń, by Bolańo zestawić z Mannem, Joyce’em, Proustem czy Perekiem. Zachwyca rozmach tej powieści, jej osobność i (nieprzesadna) wsobność, jednoczesna zdolność pochłaniania wielkich obszarów rzeczywistości i wspaniała autonomia stylu.

Najbardziej fascynujące pozostaje dla mnie chyba to, z jaką łatwością Bolańo pokazuje w tej powieści nierozerwalność związków literatury i życia – to, co rzesza krytyków, teoretyków i pisarzy przedstawia jako „gorący” temat intelektualnej dyskusji, u niego rozwiązuje się naturalnie i podskórnie, mocą samego życia i samej literatury. Pasje bohaterów Bolańo są wieloznaczne, burzliwe, w równej mierze związane z tym, co czytają i gdzie (jak, po co) podróżują, jedzą, śpią, odczuwają. Żadnej przepaści między „emocjami” a „myślami”, między doświadczeniem czytania a doświadczeniem w ogóle. Bez prostych opozycji. Przy tym nie są to metaliterackie rozważania o „naturze literatury” – Bolańo wplątuje nas (i swoich bohaterów) w świat pisarzy, krytyków i wykładowców akademickich, ale jego głównym tematem pozostaje klasyczny, choć nieklasycznie ujęty duet: miłość i anatomia zbrodni.

2666 Bolano jest po trochę wszystkim: świadectwem współczesności, potężną diagnozą naszej kultury, ezoterycznym traktatem o Wielkich Problemach, sugestią (jakiejś) uniwersalnej etyki, wspaniałą literacką zabawą. Rzadko zdarzają się książki, które powinien przeczytać każdy.

Paweł Kaczmarski, Klub Krytyki Politycznej we Wrocławiu

Emmanuel Carrère, Limonow, przeł. Magdalena Kamińska-Maurugeon, Wydawnictwo Literackie 2012

Ogromne wrażenie zrobił na mnie Limonow, chociaż czytelnicy poszukujący kolejnej lektury o poczciwym liberalnym dysydencie na pewno bardzo się rozczarują. Francuski pisarz Emmanuel Carrère – stawiający się po stronie burżuazji – postanowił napisać powieść o rosyjskim pisarzu i polityku Eduardzie Limonowie. Carrèrowi udało się wyjść obronną ręką z tej konfrontacji – świetnie odnalazł się w historii bohatera, który jest jego zaprzeczeniem. Z każdą kolejną stroną wnikamy w pokręcone losy rosyjskiego awanturnika, wiecznie szukającego okazji do tego, aby było o nim głośno. Widzimy Eduarda bandytę, poetę, emigranta, bezdomnego, pisarza, aż w końcu lidera Partii Narodowo-Bolszewickiej – zdelegalizowanej w 2005 roku.

Wciągającą historię dopełnia równie dobry opis upadającego Związku Radzieckiego i powstającej na jego miejscu Federacji Rosyjskiej. Carrère przypomina, jak wyglądał ówczesny transformacyjny burdel, gdy kradzież była na porządku dziennym i powstawała nowa klasa społeczno-polityczna – oligarchia.

Paweł Pieniążek, Dziennik Opinii

J.M. Coetzee, Lato. Sceny z prowincjonalnego życia III, przeł. D. Żukowski, Znak 2010

Na ogół nie mam zbyt wiele zaufania do tak zwanych przewrotnych pomysłów. Oto Coetzee wypełnia powieść fragmentami wywiadów i zapisków, które składają się na robocze notatki i materiały do biografii zmarłego niedawno pisarza – Johna Coetzeego. Dane są wybiórcze i wątpliwe, zamiary biografa niejasne, bohater zaś wydaje się krańcowo niecharyzmatyczny. Jednak zamaskowana samokrytyka czy samoobrona to ostatnie, co robi tu Coetzee. Za pomocą ograniczonych środków, na niewielu stronach, buduje natomiast niedopowiedziany, ale bardzo gęsty portret człowieka w relacjach z innymi, a właściwie często w odniesieniu do porażek takich relacji. Proza noblisty, na pierwszy rzut oka nieefektowna, nie ma słabych punktów, wyprzedza i otwarcie rozważa możliwe uwagi i zarzuty, a unikając wszelkich pułapek, unika także wrażenia suchego, wymyślonego na chłodno tekstu. Olśniewająco inteligentna (i dlatego przejmująca) książka.

Maria Kobielska, Klub Krytyki Politycznej w Krakowie

Dorota Combrzyńska-Nogala, Bezsenność Jutki, ilustracje Joanna Rusinek , Wydawnictwo Literatura 2012

Podobno rodzice dzielą się na zwolenników bajek i baśni, które opisują fantastyczne, nierealne światy oraz tych, którzy mówią, „jak jest” i wyjaśniają. Pierwsi chcą uchronić dziecko i pozwolić mu cieszyć się niewiedzą, pracować za to nad wyobraźnią. W przypadku opisu łódzkiego getta i tego, jak żyje w nim mała Jutka – spolonizowana Żydówka, tłumaczenie wyłącznie w sposób irracjonalny zdarzeń nie może jednak zaspokajać dziecięcego niepokoju. Bezsenność Jutki zadaje pytanie: „jak myśli dziecko?”. Równocześnie nie zapominając o tym, że dzieci obserwują i naśladują dorosłych ze swojego otoczenia: czasami odważnych, innym razem lękliwych albo samolubnych. Książka opisuje,  lepiej niż niejedna poświęcona Januszowi Korczakowi w  jego roku 2012,  jak dorośli pomagali dzieciom zrozumieć to, co się dzieje, czy szanowali dziecko i jego niepokój. Ukazuje, jak wiele jest sposobów opowiadania świata w jego najbardziej tragicznych momentach. Wydaje się, że Dorota Combrzyńska-Nogala  nie pisała jej w celach edukacyjnych, które sprawiają, że dziecko traktuje się jak ucznia, ale aby ukazać złożoność relacji dzieci – dorośli i potraktować najmłodszych jak pełnoprawnych czytelników.

Anna Cieplak, Świetlica Krytyki Politycznej w Cieszynie

documenta 13: The Book of Books, red. Carolyn Christov-Bakargiev, Hatje Cantz, Kassel 2012

To nie była może najważniejsza książka tego roku, ale lektura, z którą spędziłem dobrych kilka miesięcy. I na pewno ważna tegoroczna pozycja światowej humanistyki, choć tendencyjnie umieszczana na półce sztuki współczesnej.

„Księga ksiąg” to właściwie pierwszy tom publikacji najważniejszej, jak dotąd, wystawy XXI wieku – Documenta 13 w Kassel (odbywa się co pięć lat), stanowiący trochę narcystyczne świadectwo jej powstawania i mapę mentalną. Tom składa się ze 101 esejów, listów, rozmów, zarówno dawniejszych, jak i nowych, m.in. Manna, Adorna, Groysa, Hardta, Taussiga czy Ryana, tworząc osobliwy patchwork: posthumanistyki (pierwszy rozdział wstępu nazywa się Ujrzeć z perspektywy meteorytu), poetyk historycznych, ekologii i postkolonializmu, gdzie nierozdzielne są pola dziedzin naukowych i artystycznych, dawnych i współczesnych.

Ciekawszy przyczynek do dyskusji o dzisiejszej możliwościach sztuki niż szereg zaangażowanych manifestów. Pozycja, która wystarcza na parę lat kolejnej do edycji Documenta i działa jak używka zaspokajająca również intelektualną próżność.

Stanisław Ruksza, Klub Krytyki Politycznej na Śląsku, szef CSW „Kronika” w Bytomiu

Sylwia Chutnik, Cwaniary, Świat Książki 2012

Jedną z ulubionych książek 2012 roku są dla mnie zdecydowanie Cwaniary Sylwii Chutnik. To opowieść o twardych laskach z klasy ludowej, które w obliczu bezsilności państwa wymierzają sprawiedliwość na własną rękę. Są gotowe pomścić śmierć chłopaka, pobić męża znęcającego się nad przyjaciółką. Nie przeszkadza im w tym nawet zaawansowana ciąża jednej z nich. Biorą w ręce również sprawę lokatorską, mszcząc się na kamieniczniku Kossakowskim brutalnie nękającym mieszkanki i mieszkańców zreprywatyzowanych kamienic. Nie działają same: pomaga im m.in. dziarska babcia weteranka powstania warszawskiego i wrażliwy na los roślin młody bandzior.

Książka Chutnik daje głos tym, dla których jest coraz mnie miejsca w Warszawie, zwłaszcza na Mokotowie – tym mniej uprzywilejowanym ekonomicznie i społecznie, zdominowanym przez patriarchalną normę. W tle przewijają się wątki znane z artykułów prasowych o ciężkim losie lokatorek i lokatorów: nękania, tajemnicza śmierć Jolanty Brzeskiej. Cwaniary chwilowo triumfują. Kara zostaje wymierzona, kamienicznik ukarany, przemoc domowa ukrócona. Nie ma jednak happy endu. Prawo, które nie ściga bogatszych przestępców, sięga biedniejszych. Książkowe cwaniary kończą tragicznie, ale patrząc na to, co się dzieje wokół nas na mieście, możemy powiedzieć, że walka o prawo do miasta przyjaznego wszystkim nadal trwa! Książka Chutnik pobudza wyobraźnię. Nie bez powodu to właśnie o niej dyskutowały osoby, które 16 grudnia 2012 przyszły do zeskłotowanego lokalu przy ul. Marszałkowskiej.

Joanna Erbel, w Dzienniku Opinii pisze o polityce miejskiej

Amos Elon, Bez wzajemności. Żydzi – Niemcy 1743-1933, Wydawnictwo Nisza 2012;
Sebastian Rosenbaum, Germania. Niemiecka polityczność na Górnym Śląsku 1871-1945, Muzeum w Gliwicach 2012

Książka Amosa Elona mówi o zawiedzionej i nieodwzajemnionej miłości Żydów do Niemców, Żydów, którzy od czasów haskali zaczęli stopniowo ulegać przemożnemu mitowi Bildung, czyli mieszczańskiemu projektowi modernizacyjnemu w wydaniu niemieckim. Wedle tego mitu intelektualna lub duchowa praca nad samym sobą miała przenieść niemieckiego mieszczanina z feudalizmu w nowoczesność, niemieckiego zaś Żyda wyrwać z getta, wyemancypować, zasymilować i uczynić z niego w pełni akceptowanego przez innych Niemców współobywatela Rzeszy. Wiemy, że tak się nie stało, więc książkę Amosa Elona czytamy jako dramat w kilku aktach, pięknie i subtelnie skonstruowanych, wspólny dramat obydwu stron, z których ta pierwsza, czyli niemiecka, pomimo ideologii Bildung nigdy tak naprawdę się nie zmodernizowała. Przynajmniej w zaznaczonym w tytule okresie.

Druga książka też w zasadzie dotyczy ideologii Bildung, choć zupełnie innego jej aspektu. Praca Sebastiana Rosenbauma daje nam bowiem nowe, niepolonocentryczne spojrzenie na proces tzw. germanizacji na Górnym Śląsku w latach 1871-1945, gdzie siła mieszczańskiego Bildung miała z kolei przyciągnąć ku sobie i zasymilować z wykoncypowaną przez niemiecki idealizm Germanią polskojęzycznych Ślązaków. W tzw. germanizacji Górnego Śląska, w której Polacy często widzą jedynie złowrogi, podstępny telos, wiodący od Fryderyka Wielkiego do Hitlera, Sebastian Rosenbaum widzi raczej epifenomen szeroko rozumianej modernizacji Niemiec, epifenomen niemieckiej polityczności właśnie.

Marek Mosakowski, Klub Krytyki Politycznej w Trójmieście

Gillian Flynn, Gone Girl, Random House 2012

W 2012 roku z przyjemnością odkryłem dla siebie thrillery, szczególnie te psychologiczne, z rodziną lub historią związku w tle. Dwa największe odkrycia? Detektywistyczna seria irlandzkiej aktorki Tany French, która pierwszą powieść napisała tuż po miesięcznym archeologicznym stażu odbytym w przerwie od grania, oraz Gone Girl Gillian Flynn, autorki przetłumaczonych już na polski Mrocznego zakątka i Ostrych obiektów. Gone Girl to niepokojące studium tego, co może wydarzyć się w związku, gdy komfort i przyzwyczajenia, które spajały dwoje ludzi, znikają niczym Waldemar Pawlak.

Sama historia rozpoczyna się dość standardowo. On był redaktorem działu kulturalnego w piśmie dla mężczyzn, ona układała psychotesty w pismach dla kobiet. Wprawdzie nie musiała tego robić, ponieważ rodzice byli bogaci, ale praca zawodowa sprawiała jej satysfakcję. W wyniku kryzysu na rynku mediów oboje tracą pracę i przeprowadzają się do jego rodzinnego miasteczka, gdzieś na amerykańskiej prowincji. W dniu 5. rocznicy ślubu ona znika. W domu widać niezbyt dobrze maskowane ślady szamotaniny. Podejrzenie z miejsca pada na męża – całkiem zasadnie, bo ze statystyk wynika, że w takich sytuacjach najczęściej winny jest członek najbliższej rodziny.

Gone Girl z pewnością przedstawia obraz instytucji małżeństwa lepiej i wierniej niż stos komedii romantycznych. Lektura obowiązkowa dla wszystkich narzeczonych. Dla wszystkich pozostałych też.

Jakub Bożek, redaktor prowadzący serii Przewodniki Krytyki Politycznej, w Dzienniku Opinii pisze głównie o muzyce

Jonathan Franzen, Wolność, przeł. Witold Kurylak, Wydawnictwo Sonia Draga 2011

Książkę okrzyknięto największym wydarzeniem roku 2010 w USA. Przeczytałam bluerba i od razu rzuciłam ją w kąt. Niewielkie miasteczko, przeciętna amerykańska rodzina, której idealny obraz w miarę czytania ulega zniekształceniu i powolnemu rozpadowi. Typowy motyw współczesnej prozy amerykańskiej, za którą nie przepadam. Gdyby nie to, że rozłożyła mnie grypa i nudziłam się, leżąc w łóżku, nigdy bym po nią nie sięgnęła. Okazało się jednak, że warto było spróbować.

Wolność to nakreślony z rozmachem i swadą świetny portret epoki. Książka pełna jest gęstych, wnikliwych opisów. Franzen lubuje się w szczegółach i poprzez szczegóły właśnie buduje przekonujący obraz rzeczywistości. Nie zaniedbuje przy tym fabuły, akcja trzyma w napięciu do ostatnich stron. To, co z początku może irytować, z czasem okazuje się największą wartością: klasyczna narracja, historie rodzinne, które wydają się modelowe i wcześniej wielokrotnie już opowiadane, a przede wszystkim doklejone, nierzeczywiste zakończenie z happy endem, zmuszają do tego, żeby przyjrzeć się książce i jej bohaterom z dystansu. Dopiero z dalszej perspektywy możemy zrozumieć, co oznacza tytułowa „wolność”.

Kaja Malanowska, pisarka, felietonistka Dziennika Opinii, za powieść Patrz na mnie, Klaro! nominowana do Paszportu Polityki

Mahatma Gandhi, Autobiografia. Dzieje moich poszukiwań prawdy, przeł Józef Brodzki, Książka i Wiedza 1974

Czytam w rytmie podszeptów rzeczywistości, za namową pór roku. Wiosna zastała mnie w Berlinie, gdzie sztuka i polityka kroczyły w dwuszeregu zmiany rzeczywistości. W lekturach królowało wszystko, co dotyczyło nowych ruchów społecznych. Potem było lato i nurkowanie we wspólnotowych aspektach praktyk artystycznych, książki nadające na tym paśmie nie opuszczały moich rąk. Jesienią myśli orbitowały wokół Ameryki Łacińskiej. Meksyk przywitał mnie nasiąkniętego eseistyką, historiografią i prozą tamtych krain. Zimą zapanował Gandhi. Jego Autobiografia. Dzieje moich poszukiwań prawdy, którą znalazłem na półkach rodzinnej biblioteki, miała być lekturą pozwalającą pojąć jeszcze więcej z tego, co dzieje się w Hiszpanii, we Włoszech, w Grecji etc. Okazała się czymś donioślejszym. Przewodnikiem po terytoriach bezwzględnie moralnej, bezprzykładnie współczującej i bezsprzecznie efektywnej polityki prawdy, samodoskonalenia i wyzwolenia społeczeństw spod dominacji imperiów. Będzie dobrze.

Igor Stokfiszewski, Dziennik Opinii, członek zespołu kuratorskiego 7. Berlin Biennale


James Gleick, Informacja. Bit, wszechświat, rewolucja, przeł. Grzegorz Siwek, Znak 2012

Humaniści często stronią od cyferek i wszystkiego, co ich zdaniem zabija głębię rzeczy, od wszelkich redukcjonizmów. Jednym z chłopców do bicia jest tu naszpikowana wzorami teoria informacji, która od połowy ubiegłego wieku traktowana była jako technokratyczny podrzutek w łonie ludzkiej myśli. Zupełnie inaczej widzi to James Gleick w grubaśnej książce The Information. A History. A Theory. A Flood. To przede wszystkim kolorowa panorama tego, co w historii tworzyło system informacji, jeszcze bez jej teorii: od starożytnych bębnów afrykańskich plemion, przez konnych posłańców, kable telegraficzne, aż po matematykę informacji, genetykę, memetykę, elektronowe i krzemowe mózgi i dzisiejszą sieć: globalny Internet.

Główny wniosek z niej taki, że o ile dziś możemy obserwować faktyczny zalew informacji, to jest to jedynie szersze zjawisko ujawniające odwieczną, chciałoby się powiedzieć, prawdę: wszystko jest informacją. Jesteśmy nią (DNA), żyjemy w niej (sygnały), a kosmos to nic więcej niż wielki kalkulator (mechanika kwantów). Książkę warto przeczytać, bo po lekturze Wiener i Shannon, ojcowie teorii informacji, stają się przyjaciółmi każdego rozgarniętego człowieka w nie mniejszym stopniu niż Darwin i Kopernik.

Maciej Kropiwnicki, kierownik Wydawnictwa Krytyki Politycznej


Mikołaj Grynberg, Ocaleni z XX wieku, Świat Książki 2012

Niewiele jest książek, których lektura by mnie zmieniła. Ta należy do wyjątków. A przecież przeczytałam już kilkadziesiąt opowieści o tym czasie. Czytam je nawykowo, z obowiązku, nie umiem nie czytać. A potem zapominam, bo nie mogę pamiętać. Nie da się stale pamiętać o Zagładzie. Taka pamięć wykluczałaby możność cieszenia się życiem.

Tym razem jednak jest inaczej. Nie zapomniałam. Pamiętam całe frazy, wracają do mnie w różnych sytuacjach. Może dlatego, że wbrew tytułowi, to nie jest książka o Ocalonych, tylko o nas wszystkich. O tym, co na sobie i w sobie niesiemy. My, Żydzi, My, Polacy, My, Europejczycy, My, ludzie. To jest książka o tym, że „czas nie leczy ran”. Że każdy z nas jest zdolny zarówno do heroizmu, jak i do podłości, i nikt z nas nie wie, co by zrobił w sytuacji próby. Także o tym, że nie chcemy słuchać Świadków. Ani tych, ani żadnych innych. Nie chcemy, żeby nam było niewygodnie.

To jest książka – ostrzeżenie. A także poruszający zapis 25 intymnych spotkań człowieka, który potrafi słuchać – z tymi, którzy tak długo na niego czekali. Choć przedtem przecież nigdy się nie znali.

Justyna Dąbrowska, autorka książki Spojrzenie wstecz. Rozmowy, redaktorka Serii z Różą Wydawnictwa Krytyki Politycznej


Jutro dalszy ciąg naszego zestawienia, ważne dla siebie lektury polecają m.in. Maciej Gdula, Julia Kubisa, Tomasz Piątek, Eliza Szybowicz, Krzysztof Tomasik.

W środę ostatnia część – o książkach przeczytanych w 2012 roku piszą m.in. Agata Bielik-Robson, Justyna Drath, Jaś Kapela, Adam Ostolski, Michał Sutowski.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij