Kraj

Po aresztowaniu Margot: Taką nienawiść już widzieliśmy w polskiej historii

Narodowcy przed wojną wybijali szyby w żydowskich sklepach, bili studentów, prowadzili do marginalizowania i zohydzenia, a potem usuwania Żydów z kolejnych dziedzin życia.


W czasie wojny i w okresie bezpośrednio po niej Polacy przyczynili się do śmierci tysięcy Żydów – jest to fakt historyczny, udokumentowany i udowodniony. Nawet jeśli polska polityka historyczna prowadzona przez kolejne rządy konsekwentnie temu zaprzecza. Czy za kilkadziesiąt lat tak samo będzie zaprzeczać represjom wobec osób LGBT w drugiej dekadzie XXI wieku?

„Polska była schronieniem dla gejów i lesbijek, z którymi żyliśmy w zgodzie i przyjaźni przez długie lata” – powie polski premier w 2120 r. A ci, którzy ośmielą się z nim nie zgodzić, zostaną uznani co najmniej za awanturników godzących w polską rację stanu. Historia powtarza się jako farsa, czyż nie?

Wróćmy do wydarzeń minionego weekendu. W piątek po brutalnej interwencji warszawska policja zatrzymała aktywistkę Margot, aresztując ją na dwa miesiące pod zarzutem uszkodzenia furgonetki z homofobicznymi hasłami i za udział w szarpaninie z jej kierowcą. Zatrzymano też 49 innych protestujących.

To nieprawda, że historia ta zaczęła się od nienawistnej furgonetki. Jej początek tkwi bowiem w braku edukacji, a zwłaszcza w stawianiu na religię w publicznych szkołach. Indoktrynację katolicką w przebraniu zajęć lekcyjnych uznano za ważniejszą niż wiedzę o seksualności człowieka, której w programach nauczania niemal brak. Kiedy wyrocznią w sprawach związanych z cielesnością dla dojrzewającego nastolatka jest katecheta, nic dobrego z tego wyniknąć nie może. Powoli, ale systematycznie, w polskich ławkach szkolnych wbija się dzieciom do głów stereotypy, przekłamania i ignorancję. Na takich fałszach buduje się nienawiść do mniejszości.

Jeżdżąca po Warszawie furgonetka łączyła LGBT z pedofilią, a tę z kolei z… edukacją seksualną. To oczywiście kompletna bzdura, ale bardzo niebezpieczna. I jak widać, padająca na podatny grunt.

A co, gdyby – jak pisze Michał Bilewicz – po stolicy jeździł samochód ze sloganem: „Żydzi to wszy i tyfus. Szkodzą Polsce. Do gazu”? Czy w ramach wolności słowa należałoby każdemu pozwolić na wolność głoszenia swojej nienawiści?

Taką nienawiść przecież już widzieliśmy w historii. Każda tragedia zaczyna się od słów, by potem z zaskoczenia przejść w czyny, nad którymi nikt nie jest już w stanie zapanować.

Kiedy w XX-leciu międzywojennym zafascynowani Hitlerem endecy urządzali pogromy ludności żydowskiej, bywało, że w oficjalnej dokumentacji samorządowej odpowiedzialność za to przypisywano Żydom, obwiniając ich o „prowokowanie strony polskiej”.

W grudniu 1935 r. w Lublinie narodowcy obstawiali sklepy żydowskie, nie dopuszczając do nich chrześcijańskich klientów, oraz rozpowszechniali ulotki z hasłem „Nie kupuj u Żyda”. To oczywiście powodowało straty wśród sklepikarzy, którzy nie wiedzieli, jak mogą skutecznie bronić się w tej sytuacji.

Interwencje u władz na niewiele się zdawały. Jak podawali urzędnicy wojewody lubelskiego, „wielu kupców żydowskich prowokacyjnie występuje przeciwko kolporterom ulotek, wymyślając im niecenzuralnymi słowami”, co prowadzi do tego, że „zachowanie się żydów jest przyczyną zakłóceń spokoju i porządku publicznego, utrudniając stanowisko w danej sprawie władz administracyjnych” [pisownia oryginalna. Cytaty za: Archiwum Państwowe w Lublinie, Urząd Wojewódzki Lubelski 1918–1939, Wydział Społeczno-Polityczny, 35/403/0/2/2128 Stronnictwo Narodowe – akcja czynnego bojkotu Żydów, k. 88–89 – przyp. aut.].

Narodowcy przed wojną wybijali szyby w żydowskich sklepach, bili żydowskich studentów. Najpierw prowadzili do marginalizowania i zohydzenia, a potem usuwania Żydów z kolejnych dziedzin życia. Inne ugrupowania, również pragnące poszerzyć swój elektorat o nastawionych antysemicko Polaków, zaczęły – szczególnie po śmierci Piłsudskiego – iść tą samą drogą. Hegemoniczny Kościół katolicki widział w nich wroga. Żydów nie miał już kto bronić, nikomu nie byli potrzebni.

Widzę dziś analogię do tamtej sytuacji i tamtych czasów. Te mechanizmy powtarzamy, a raczej odtwarzamy.

Biorący udział w demonstracji na Krakowskim Przedmieściu w obronie Margot pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego poprosił rektora uczelni, aby ten otworzył bramy dla demonstrantów uciekających przed policją. Te pozostały jednak zamknięte.

Brama UW była zamknięta dla młodzieży broniącej LGBT przed brutalnością policji tak samo, jak mury tej uczelni stawały się nieprzyjazne Żydom kilkadziesiąt lat wcześniej.

„Władze były świadome polskiego antysemityzmu, a mimo tego go użyły” [rozmowa z Andrzejem Paczkowskim]

Wśród partii opozycyjnych również nie ma jedności w sprawie prześladowania osób LGBT przez rząd PiS i ministra Ziobrę. Odważna i otwarta obrona gejów i lesbijek dla części posłów demokratycznych jest nadal czymś wstydliwym lub zbyt kontrowersyjnym, mogącym potencjalnie zmniejszyć notowania wśród wyborców.

W tym samym czasie, kiedy w kilku polskich miastach odbywały się wiece solidarności ze społecznością LGBT, czołowi politycy PiS gościli w Toruniu, gdzie Tadeusz Rydzyk otwierał Park Pamięci Narodowej, honorujący Polaków, którzy pomagali Żydom w czasie wojny. „Ich wierność najwyższym ideałom, ich bohaterska postawa i tragiczna, często bardzo okrutna śmierć, jaką ponieśli za udzielaną pomoc, należą do najdonioślejszych doświadczeń całej ludzkości” – napisał w liście do uczestników uroczystości Andrzej Duda. „Ta inicjatywa tutaj wspaniała, inicjatywa ojca dyrektora, którego Bóg obdarzył szczególną misją, jest realizowana krok po kroku z udziałem bardzo wielu ludzi, którzy dobrze przysłużyli się Polsce” – chwalił dzieło Jarosław Kaczyński.

Znów – historia się powtarza i jest to tragikomiczne. Oczami wyobraźni widzę, jak w 2120 r. – jeśli tylko nie zmiecie nas do tej pory apokalipsa klimatyczna – kolejny polski premier, prezes partii i związany z nimi przedstawiciel kleru otworzą park pamięci poświęcony Polakom, którzy w 2020 roku wspierali LGBT.

Znajdą się tam miliony nazwisk urzędników, parlamentarzystów oraz zwykłych obywateli, którzy być może czasem pisali w internecie jakieś nieprzychylne komentarze, no ale przecież ogólnie to pomagali, wspierali, pocieszali, udzielali schronienia w razie potrzeby, organizowali pomoc prawną i głośno protestowali.

Policji, która dopuszczała się niegodnych zachowań, odmówi się prawa do polskości, określając ją jako formację narzuconą przez siły zewnętrzne (lub jako zakamuflowane oddziały zdegenerowanych aktywistów LGBT prowadzących sabotaż przeciwko swoim).

Każdego historyka, który będzie próbował o tych czasach mówić i pisać w jakichkolwiek odcieniach szarości, pozbawi się etatu uniwersyteckiego i zabroni nauczania. W końcu takie stanowisko będzie niezgodne z obowiązującą racją stanu i polityką historyczną. Będzie to możliwe, bo za sto lat polscy politycy stworzą sobie kolejnego wroga, którego będą nienawidzić od nowa, i nikt nie zauważy żadnych podobieństw do sytuacji, którą już wcześniej przerabialiśmy.

Historia naprawdę się powtarza. Dziś polityka historyczna zakłamuje relacje polsko-żydowskie, jutro zrobi to samo ze społecznością LGBT. Dlatego należy dziś (naprawdę) stanąć po stronie tych, którzy są prześladowani przez opresyjną większość. Choćby po to, żeby (naprawdę) zachować się przyzwoicie.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać