Kraj

Panie Prezydencie, cieszę się, że nie urodziłam się hetero [list]

M.S.

W moim nowym paszporcie moja twarz wpisana jest w napis „Bóg, Honor, Ojczyzna”, gdzieś mając moją wolność wyznania. Mój Kościół mnie odrzucił, moja ojczyzna nienawidzi. Nie macie honoru, macie tylko swój strach.

Panie Prezydencie

Cieszę się, że nie urodziłam się hetero. Na myśl o tym, jak bardzo mogłabym być zaślepiona przywilejem heteronormatywności, czuję się gorzej, niż gdy słyszę, jak posłowie Prawa i Sprawiedliwości odmawiają mi człowieczeństwa. Myślę sobie, że gdyby coś poszło inaczej, gdybym urodziła się hetero, gdybym nie spotkała na swojej drodze otwartych ludzi, gdybym w którymś momencie nie sięgnęła po odpowiednie publikacje, gdybym nie opuściła Kościoła, który był mi domem i w którym zabrakło dla mnie miejsca, gdybym przestraszyła się swoich własnych uczuć – wtedy mogłabym być Wami.

Mam 31 lat, a w wieku 16 zakochałam się w dziewczynie. To pół mojego życia temu. Kochałam w swoim życiu tak naprawdę tylko dwie osoby, dwie dziewczyny konkretnie. Czasem interesowali mnie też chłopcy, na tyle, by chcieć spędzać z nimi więcej czasu. Seksu nie uprawiałam z nikim. Czternaście lat, tyle zajęło mi odkrycie, że nie jestem biseksualna, jak długo się definiowałam, ale aseksualna/biromantyczna. W skrócie: mogę kochać i mężczyzn, i kobiety, choć zdecydowanie wolę te drugie. Nie chcę uprawiać z nikim seksu.

Długo? Cóż, jestem trochę poza marginesem, Panie Prezydencie. W dialogu o osobach LGBT+ literka A znajduje się gdzieś w tym często zapomnianym plusie. Niemal się o nas nie mówi, prawie nie definiuje. Trudno się dorasta, nie wiedząc, kim się jest. Nie uczy się nas tego w szkole, choć tyle tam się mówi o tym, kim jesteśmy, wszyscy w jednym worku – Polak mały, orzeł biały. Rzadko kiedy mówi się o nas i w środowisku osób LGBT+, bo możemy być też heteroromantyczni − to znaczy, że ci, których uważa Pan za ludzi, pośmieją się z nas tylko, nazwą zakonnicą, może pogrożą gwałtem, poszukają jakiejś usprawiedliwiającej traumy, ale choć nie dadzą w twarz. Jesteśmy trochę na pograniczu. Bo seksu wcale nie trzeba uprawiać, by po prostu kochać człowieka, a ja jednak zawsze czułam się tęczowa.

LGBT to ludzie. To nasi przyjaciele, współpracowniczki, sąsiedzi, współobywatelki

W liceum się nade mną znęcano. Nie fizycznie, obrona fizyczna jest łatwa, nawet gdy waży się 48 kilo. Nie sądzę, by głównym powodem była moja orientacja, ale sądzę, że się domyślali. Byłam inna. Coraz głośniej broniłam praw osób LGBT+ do miłości. W pociągu koleżanka z klasy zapytała mnie, czy jadę odwiedzić swoją dziewczynę. Skłamałam, że tak, choć jechałam do przyjaciółki.

Skłamałam, bo lubię wierzyć, że w mojej klasie byli nie tylko oprawcy. Że dla kogoś siedzącego cicho mój głos był ważny. Że broniłam czyjegoś jeszcze prawa do miłości.

Od tamtego czasu cierpię na depresję lękową. Miałam szczęście − nigdy nie miałam myśli samobójczych. Należałam do tego szczęśliwego odsetka nastolatków. Zawsze uparcie twierdziłam, że lubię życie, chujowe czy nie. Może dlatego, że kiedy miałam 16 lat, nikt nie powiedział mi, że nie jestem człowiekiem. Może dlatego, że moi rodzice mnie kochają. Może dlatego, że nie wiedzą.

Duda idzie w zaparte. Nie przeprosił za słowa o LGBT+

Opuściłam Kościół. Nie wiem, czy wie Pan, Panie Prezydencie, co to znaczy być wierzącą nastolatką, taką, która jeździła na Lednicę, działała w duszpasterstwie i czasem posługiwała na mszy, taką, która jeździła w góry ze swoim duszpasterstwem i widziała Boga w gwiazdach, w muzyce przy ognisku i we wsparciu drugiego człowieka. Nie wiem, czy Pan wie, co to znaczy usłyszeć, że w Kościele nie ma dla mnie miejsca. A przecież Jezus bronił praw wszystkich ludzi do miłości, tylko Wam interpretacja jego słów jakoś nie wychodzi. Nienawiść i wykluczenie to decyzje człowieka.

Odeszłam. Dziś Bóg i ja nie rozmawiamy. Jeśli jednak mnie stworzył, raczej wiedział, co robi. Kim jesteście, Panie Prezydencie, by twierdzić inaczej?

Mój pierwszy marsz równości to było może 150 osób. Niosłam transparent i odmówiłam wywiadu do kamery. Na kolejnym było już nas półtora tysiąca, potem więcej i więcej. Szliśmy w słońcu i deszczu, i zawsze pod tęczą. Dla tych, co stali na naszej drodze z nienawistnymi hasłami, zawsze mieliśmy dobre słowo. Dumni wyklęci z orłami na piersi i swastyką w sercach stali często przy pomnikach wolności, odmawiając jej innym. Wśród nich stał on, stary żołnierz w mundurze. Wyglądało, jakby miał go złamać podmuch wiatru, a na twarzy miał wyraz zagubienia. Myślę, że nie wiedział, z czym kazano mu walczyć. Myślę, że nie był tam z własnej woli. Myślę, że byłby szczęśliwszy, idąc z nami.

Mówię to wielu osobom, które nie są nas pewne. Chodźcie z nami. Nie trzeba być jedną z literek. To trzeba poczuć, zobaczyć, tę otwartość, tę siłę, ten moment, gdy nie dźwiga się swojej literki samemu. Nigdy nie czuję się tak silna jak na marszu. Dla Was to oczywiście obnoszenie się, choć sami możecie zjadać swoje twarze w parkach, autobusach i marketach. Jesteście wszędzie, w każdym filmie i każdej reklamie. Ze swoją normatywnością wchodzicie nam do domów oknami.

Chciałabym wierzyć, że któregoś dnia pójdziemy i nie będzie nas otaczał kordon policji.

Tak było w dużym mieście. W moim mieszkaniu najpierw dwie, potem trzy biseksualne współlokatorki. Dwie z nich od lat są parą. Nazwijmy jedną N. N., Panie Prezydencie, to najbardziej odważna osoba, jaką znam. Równie zawzięcie co o równość walczy ze zboczonymi starcami i nielegalnie parkującymi samochodami. Zawsze reaguje na zło, nawet to najmniejsze. Płakała w kuchni, gdy odbieraliście jej człowieczeństwo. Jej dziewczyna trzymała dłonie na jej ramionach. Rozmawiały o wyprowadzce z kraju. Nie powiedziałam nic, bo co mogłam powiedzieć? Nie chciałam kłamać.

N. jest patriotką, Panie Prezydencie. Nie biega z orłem na majtkach, tylko jeździ rowerem, nie wyrzuca śmieci w lesie, kupuje polskie produkty i doskonale zna historię.

Dziś mieszkam w prowincjonalnym mieście, nieco ponad 60 tysięcy mieszkańców. Nauczyłam się żyć półprawdą. Nie mówię otwarcie o swojej orientacji, ale też nie ukrywam prawdy. Zostawiam ślady, jak okruszki chleba. Ludzie, których spotykam, potykają się o wskazówki i idą dalej.

W swojej pracy często spotykam posłów Prawa i Sprawiedliwości. Lubią odbierać mi człowieczeństwo, patrząc mi z dumą w oczy. Czasem chcę im powiedzieć, sprawdzić, jak głęboko sięga ich nienawiść. Czy zawahają się choć na chwilę, wiedząc, kto przed nimi stoi? Nie mam jeszcze jednak tyle odwagi, a może po prostu mam jeszcze odrobinę rozsądku. Mam też swoją wściekłość.

Stawmy czoła obcej ideologii, która zagraża dziś Polsce!

Pękam z dumy, gdy mój tata coraz częściej zaciekle broni praw osób LGBT+. Wciąż boję się mu powiedzieć. Wraz z wiedzą o swojej orientacji otrzymujemy też strach, Panie Prezydencie. Zawsze w pakiecie. Zawsze gdy kogoś poznajemy, przechodzimy ten sam scenariusz od nowa.

W międzyczasie posłowie Pańskiej partii próbowali użyć prawa, by odebrać mi moje. Moje miasto powiedziało wtedy nie. Przez moment dobrze było mieć nadzieję, ale strach pozostał.

Żył Pan kiedyś w ciągłym strachu, Panie Prezydencie?

W gruncie rzeczy mam dobre życie, Panie Prezydencie. Mam ludzi, którzy wiedzą, kim jestem, i którzy mnie kochają. Traf chciał, że spotkaliśmy się, gdy miałam te 16 lat i więcej i bez problemu mogłam zaakceptować siebie. Patrzę tylko, jak jeden za drugim wyjeżdżają z kraju, szukając lepszego życia, miejsca, gdzie pójdą ze swoją partnerką za rękę na ulicy, bez strachu. Odliczam, kiedy zostanę bez przyjaciół. M. z P. od lat nie były w Polsce, ze strachu.

Atmosfera pogromowa. Level: wybory prezydenckie w Polsce

Z J. się wychowałam. Moje pierwsze wspomnienie z nim to przedszkole. Już wtedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, dziś jest dla mnie jak brat. Któregoś dnia nie bał się mi powiedzieć, że jest gejem. Wcześniej powiedział heteroseksualnej O. Dziś O. mówi o J. każdemu potencjalnemu partnerowi. Jeśli jest homofobem, nie dochodzi nawet do pierwszej randki. O. nas kocha i jest gotowa poświęcić dla nas swoje potencjalne szczęście.

J. miał dosyć półprawd na prowincji. Wraz z B. zamieszkali nad morzem. Chcą adoptować psa. Gdy jesteśmy gdzieś razem, ludzie biorą nas z J. za parę, jakbyśmy nie mogli być po prostu sobą. Nie udajemy, nie musimy. W oczach ludzi razem jesteśmy tylko hetero.

Czy siedział Pan kiedyś przy stole, Panie Prezydencie, grając w gry, jedząc ciastka i jednocześnie rozważając, niby żartem, jak najszybciej uciec z kraju? Ja tak, dokładnie w zeszły weekend. W moim nowym paszporcie moja twarz wpisana jest w napis „Bóg, Honor, Ojczyzna”, gdzieś mając moją wolność wyznania. Mój Kościół mnie odrzucił, moja ojczyzna nienawidzi. Nie macie honoru, macie tylko swój strach.

Czasem zastanawiam się, kto z nas boi się bardziej.

A jednak jestem Polką, Panie Prezydencie. Ideologię można wyznawać, ale z ideologią się nie rodzisz. Rodzisz się jednak kimś. Ja urodziłam się Polką i urodziłam się LGBT+. Pracuję, płacę podatki, kocham mój język. Studiowałam go latami po to, by poddać się, pisząc pracę magisterską o homofobicznej mowie nienawiści w ustach polskich polityków. Nie zostałam magistrą, ale dziś słucham Was świadomie.

Gdybym miała analizować Pańskie słowa, wspomniałabym o budowaniu językowej opozycji my (dobrzy) − oni (źli), generalizacji, umniejszeniu, odczłowieczeniu i odwołaniu się do bliżej nieokreślonej większości, przedstawiając własną opinię jako uniwersalną. Wreszcie wspomniałabym i o nieszczęsnej ideologii służącej przekształcaniu świata. Nie ideologii LGBT+, bo taka nie istnieje, lecz ideologii Pańskiej i ideologii partii, do której Pan należy.

Doskonale Wam idzie szerzenie ideologii nienawiści, Panie Prezydencie, a jeszcze lepiej powtórka z historii.

M.S.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać