Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Nocna prohibicja w Warszawie działa. Lewica miała rację

Warszawa wprowadziła ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu. I znów okazało się, że regulacje, których domaga się lewica, działają.

ObserwujObserwujesz
Całodobowy sklep monopolowy w przejściu podziemnym
8
Walka
Serce
Cyrk

14

A więc stało się. Beton skruszał. Sumienia się stopiły. Warszawa uchwaliła „nocną prohibicję”. Prawdę mówiąc, to żadna to prohibicja, skoro nadal można kupić dozwoloną ilość alkoholu w knajpie. Ale to istotne ograniczenie. I pewnie tak powinno być nazywane.

Czego to się nie naczytała lewica w sieci o tym zakazie! Że nic to nie da, że problem wydumany, że przybędzie melin. I co się okazało? Ano, okazało się, że w dzielnicach, w których na próbę wprowadzono owo ograniczenie, liczba interwencji policji spadła o 37 proc. Że oczywiście nie powstały żadne meliny, bo gdy masz całe półki zawalone tanim alkoholem i możesz go sobie jeszcze kupić w knajpie, to kto chce, i tak kupi na zapas. Nie żyjemy już w czasach PRL i braku alkoholu w sklepach. Czas pokaże, na ile spadnie liczba interwencji dotyczących pijanych domowników. W Koninie po wprowadzeniu nocnej prohibicji spadła z 405 do 124 w pięć miesięcy.

Czytaj także Boomersi ośmieszają się w dyskusji o ograniczeniu sprzedaży alkoholu Galopujący Major

Nie pierwszy to raz, gdy lewica ma rację. Kto jeszcze pamięta, jak masowo miały bankrutować wszystkie knajpy i restauracje, gdy wprowadzano zakaz palenia w pomieszczeniach? Nawet Ewa Kopacz biła na alarm. Kto pamięta, jak przepuszczanie pieszych miało spowodować dosłownie masową ich śmierć, bo chodzą z nosem w smartfonie? Albo jak przejścia naziemne czy zamknięcie placu Pięciu Rogów w Warszawie miały spowodować, że dosłownie ruch drogowy się zawali. Stolica będzie nieprzejezdna. Zmiana definicji gwałtu? Kobiety miały hurtowo oskarżać mężczyzn o gwałt, bo – jak wiadomo – każda z nich marzy tylko o tym, by cały wolny czas spędzać w polskich sądach i prokuraturach. Nic z tego się nie wydarzyło.

Znowu histeryczne wyolbrzymianie negatywnych skutków jakichkolwiek nakazów czy zakazów okazało się prawicową bzdurą. A właściwie kłamstwem. I to coraz bardziej świadomym. Od lat prawica dyscyplinuje swoich wyborców strachem, a ci – niczym nakręceni – krzyczą w internecie o tym, jaki to koniec świata zaraz nastąpi. Koniec, rzecz jasna, nie następuje, ale prawica znów straszy kolejną regulacją. I kolejnym Armagedonem. I on też nie następuje. Cała prawicowa publicystyka to jeden wielki generator strachu i histeryczne uniesienia przy jakiejkolwiek zmianie.

Nie ma się co owymi krzykami przejmować. Trzeba je przyjąć jako prawicowy folklor i robić swoje. Zwłaszcza że właśnie te oddolne inicjatywy na poziomie samorządu mają największe szanse na realną zmianę. Nie ma się bowiem co oszukiwać – przy prawicowo nastawionym Tusku, PSL czy części partii Hołowni, nie mówiąc już o trzech Konfederacjach, jakakolwiek większa zmiana lewicowa jest mrzonką. Jak wiadomo, głosowanie w wyborach za 1,5 roku będzie nie za progresywną zmianą, ale co najwyżej za obroną lewicowego dorobku – wciąż lewicowego kodeksu pracy, wolności zgromadzeń, resztek praw kobiet, zakazów eksmisji, wymogów ochrony środowiska. Istnieje bowiem realne zagrożenie, że Czarnko-Bosako-Braunowe monstrum to wszystko pożre.

Na szczęście mało komu chce się „chodzić” wokół drobnych spraw lokalnych, takich jak nocna prohibicja w mieście. One wymagają często poświęcenia czasu prywatnego, zejścia z ambicji wielkiego zmieniania świata. Dłubaniny przy uchwałach i uporu, uporu, jeszcze raz uporu. Naprzykrzania się urzędnikom, którzy często – także dla świętego spokoju – przyznają rację.

Lewica lubi taką lokalną dłubaninę i nie ma w tym za bardzo konkurencji. Liberałowie są nastawieni na odgórną obronę kapitalizmu, prawica – skupiona na przeszczepianiu MAGA na grunt Polski. Samorządy, rady osiedlowe – wszystko to leży odłogiem. Nic tylko brać i zmieniać.

Wiele można czytać szyderstw z rozmaitych aktywistów, zwanych złośliwie „aktywiszczami”. Tymczasem owe aktywiszcza z Miasto Jest Nasze właśnie sprawiły, że nawet taki nieskruszony beton, jakim jest warszawska KO, wprowadził ograniczenie sprzedaży alkoholu. Także wbrew prawicowym wolnościowcom. Wcześniej cisnęli „aktywiszcza” miasta o więcej zieleni, zwężanie pasów, ścieżki rowerowe; walczyli z betonozą.

Jasne, nie wszędzie się udaje. Póki co to wciąż większe miasta. Ale to pole, na którym lewica odnosi – drobne, bo drobne – sukcesy. Ba, można nawet zaryzykować, że walka ze smogiem, z piractwem drogowym czy nielegalnymi eksmisjami taką drobną zmianą nie jest.  I wbrew powszechnemu odczuwaniu to aktywiści zmieniają nam oddolnie świat na bardziej lewicowy. Gdy od góry wszelka zmiana jest zaczopowana, od dołu trwa rycie lewackich tuneli w świadomości społecznej. I wtłaczanie lepszego, lewicowego świata. A przerażający krzyk prawicowych Korwinów jest tylko potwierdzeniem słuszności obranej drogi.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
8 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
8
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x