Kraj

Las na Mierzei Wiślanej można posadzić na nowo

Wiecie, co jest fajnego w lesie? Nie tylko to, że można tam pójść na spacer i wśród drzew podziwiać piękno przyrody. Nie tylko to, że las jest miejscem do życia dla wielu gatunków zwierząt, że można w nim spotkać sarnę, zobaczyć sowę czy usłyszeć ziębę siedzącą na gałęzi. W lesie fajne jest również to, że on odrasta.

 

Nawet gdy się go wytnie do gołej ziemi, zaorze i zostawi pustynię, to w tym samym miejscu, po pewnym czasie, las może się pojawić na nowo. Czasem dzieje się to w sposób naturalny, gdy sprzyjają ku temu warunki. Pojawiają się pionierskie gatunki roślin, które dobrze się czują na piaszczystej glebie. Wśród nich mogą być też drzewa. W naszym klimacie rosną powoli, jednak z roku na rok stają się coraz większe, aż po kilkudziesięciu latach mamy w tym miejscu las z wysokimi drzewami. Ten proces można przyśpieszyć, użyźniając glebę i przywożąc podrośnięte sadzonki drzew ze szkółek.

Fragment lasu na Mierzei Wiślanej zniknął bardzo szybko. Pod budowę przekopu, który ma połączyć Zatokę Gdańską z Zalewem Wiślanym, wycięto około 10 tysięcy drzew w zaledwie kilka dni. Przekop ma pozwolić na stworzenie nowej drogi wodnej od zatoki do portu w Elblągu. Koszt całej inwestycji ma wynieść 880 milionów złotych i przyczynić się do rozwoju okolic.

Co zrobić, by skutecznie chronić klimat? Zorganizować panel obywatelski

Do portu w Elblągu ma przypływać więcej statków, niewielkich jednak, gdyż od samego początku wiadomo, że ich zanurzenie nie może przekraczać czterech metrów. O dużych kontenerowcach nie ma więc w ogóle mowy. A więc to małe statki i jachty miałyby być źródłem tych niezliczonych dobrodziejstw oraz niewyobrażalnego rozkwitu ekonomicznego regionu. Z naciskiem na niewyobrażalnego, gdyż w sąsiedztwie są już dwa duże porty w Gdańsku i Gdyni, gdzie mogą wpływać statki o zanurzeniu do 15 metrów.

Gdyby mieć 880 milionów złotych na rozwój Elbląga i okolic, na co można by je wydać? To całkiem spora kwota, gdy weźmie się pod uwagę, że wydatki inwestycyjne, które Elbląg ma zaplanowane w budżecie na ten rok, to 48,2 miliona zł. Gdyby więc Elbląg chciał wydawać drugie tyle na inwestycje w swoim mieście, to starczyłoby tych środków na 18 lat. A jest na co wydawać, gdyż można wesprzeć edukację, ochronę zdrowia, przechodzenie na odnawialne źródła energii, docieplanie budynków czy rozbudowę bazy turystycznej.

W edukacji, przyjmując liczbę nauczycieli w Elblągu na 2 tysiące, gdyby chcieć sfinansować podwyżkę dla nich wszystkich o 1000 zł miesięcznie, dałoby to 24 miliony złotych na cały rok. O priorytety wydatków w ramach takiego programu rozwojowego najlepiej byłoby zresztą zapytać samych mieszkańców i mieszkanki, aby dobrze trafić w ich potrzeby. Oczywiście nie powinno to dotyczyć tylko Elbląga, lecz także mniejszych miejscowości nad Zalewem Wiślanym, jak Krynica Morska czy Kąty Rybackie. Warto byłoby pomyśleć także o nowych działaniach dla przyrody w regionie.

Pomimo bardzo szybkiego tempa wycinki drzew na Mierzei (harwestery cięły drzewa także w nocy) budowa całego toru wodnego ma się zakończyć dopiero w 2022 r. W związku z tym, że wybory parlamentarne odbędą się jesienią tego roku i są spore szanse na to, że większość w Sejmie będzie inna niż obecnie, przed kolejnym rządem i parlamentem stanie pytanie: co z tym kanałem zrobić? Czy budowę przekopu warto kontynuować?

Jedna opcja to kontynuacja inwestycji za setki milionów złotych, z której korzyści ekonomiczne są wątpliwe, a zagrożenia dla środowiska – mogą być spore. Druga możliwość to stworzenie programu, który będzie realnie wspierał rozwój regionu Mierzei Wiślanej. Warto tu także zwrócić uwagę, że budowa przekopu finansowana jest z budżetu państwa, a nie Elbląga. Zrzucili się więc na nią mieszkańcy i mieszkanki całej Polski, od Zakopanego przez Warszawę aż po Gdańsk. I nie bardzo przypominam sobie, aby pytał nas ktoś, czy nam się to podoba.

Specustawę, która umożliwiła wycinkę drzew na Mierzei, można cofnąć. To taka sama ustawa jak każda inna. Wystarczy zwykła większość w sejmie, aby ją uchylić. Można także przyjąć nową ustawę, która wyłączy cały las na Mierzei Wiślanej z gospodarki leśnej (nie będzie tam można wycinać drzew w ogóle) i ustanowiony zostanie specjalny obszar krajobrazu chronionego.

Jeszcze jedna niewygodna prawda

Co natomiast z samym przekopem? Zakładając, że jego budowa się rozpocznie na wiosnę lub latem, można go zasypać koparkami i po sprawie. Czy nie byłoby jednak fajniej, aby podejść do tego jak do budowy kopca Kościuszki? Ludzie mogliby przyjeżdżać z całej Polski, aby dorzucić od siebie kilka wiaderek piasku, może nawet taczkę. Dawno nie było takiej okazji w Polsce, aby ludzie coś wspólnie budowali. Moglibyśmy zasypać kanał, a potem zasadzić w tym miejscu drzewa.

Nawet wiadomo, ile drzew jest do posadzenia – 10 tysięcy. Mogłyby to być sosny, które dobrze znoszą tamtejsze silne wiatry, ale też buki, brzozy i dęby. Sadzonki mogłyby mieć w korzeniach grzyby mikoryzowe, aby lepiej się przyjęły. Można by go nazwać Lasem Dziesięciu Tysięcy Drzew, w nawiązaniu do Stumilowego Lasu. Na nazwę może być, oczywiście, konkurs, gdyż pomysłów pewnie byłoby więcej.

Krótszy prysznic i gaszenie światła nie uratują nas przed katastrofą

Programy partii politycznych na nadchodzące wybory dopiero powstają. Byłoby świetnie, gdyby można było w nich znaleźć konkretną odpowiedź na pytanie, co dane ugrupowanie zrobi w sprawie przekopu, jeśli dostanie się do sejmu. Jeśli o mnie chodzi, to łopatkę ogrodową do sadzonek mam przygotowaną. Nowy las na Mierzei widzę wspaniały. U góry sosny, w podszyciu jałowce, borówki i wrzosy, które z biegiem lat przywędrują tam same. Będzie piękny.

Bio

Marcin Gerwin

| Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i partycypacji
Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i demokracji deliberacyjnej. Z wykształcenia politolog, autor przewodnika po panelach obywatelskich oraz książki „Żywność przyjazna dla klimatu”. Współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, publicysta Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.