🧠 Kanał Zero nie jest żadną „nową jakością”, lecz prawicowym medium udającym pluralizm i niezależność, robiącym w praktyce to samo, co wcześniej zarzucano TVN-owi.
💰 Rzekoma bezstronność i bezkompromisowość rozbijają się o pieniądze, sponsorów i klikalność, które wymuszają schlebianie prawicowej widowni i unikanie tematów niewygodnych dla politycznych oraz biznesowych sojuszy.
🎭 Stanowski jest skuteczny medialnie i wpływowy, ale ideologicznie stronniczy, co lewica powinna rozumieć i traktować pragmatycznie, a nie histerycznie.
Przez wiele lat największym marzeniem polskiej prawicy było posiadanie „prawicowego TVN-u”, rozumianego wedle prawicowej umysłowości – jako działającą niemal podprogowo pralnię mózgów, która w wyrafinowany sposób udaje obiektywną, a tak naprawdę jest lewacka. Czyli Tuskowa, bo niechętny dofinansowaniu opieki zdrowotnej, podnoszeniu podatków dla najbogatszych czy związkom partnerskim Tusk jest oczywiście drugim Leninem.
Taką odtrutką miała być więc prawicowa pralnia, czyli TVP Kurskiego. Poziom szamba i bierutowszczyzny był tam jednaki tak zatrważający, że przemawiać mógł tylko do najbardziej zatwardziałego elektoratu. Nawet Andrzej Duda był tym zażenowany. A były prezydent przecież łykał od PiS-u niemal wszystko. Nie udała się także sama próba przejęcia TVN-u. Amerykański pan tupnął nogą, a służalcy z PiS-u, cali w strachu i drżeniu, tradycyjnie padli na kolana.
Tu pojawił się Krzysztof Stanowski ze swoim politycznym Weszło, czyli Kanałem Zero. Podkreślmy, że nie chodzi o portal, który właśnie wystartował. Po jednym dniu za wcześnie oceniać, czy pójdzie drogą Kanału, czy raczej nudnego naTemat. Sam Kanał Zero miał być nową jakością i próbą łączenia wody – czy raczej benzyny – z ogniem. Problem w tym, że takie połączenie zwykle wybucha alchemikom medialnym w rękach. I wcześniej czy później, cali poparzeni, muszą wejść do którejś z medialnych szufladek, które tak ochoczo wcześniej krytykowali.
Stanowski wystartował z Kanałem Zero jako portalem niezależnym, którego największym sukcesem jest przeistoczenie samego twórcy ze Stańczyka z Temu – w poważanego gospodarza pogłębionych debat publicznych. Debat, do których wszyscy walą drzwiami i oknami i mają po kilka godzin na rozmowę.
Problem jednak w tym, że w przypadku mediów niezależność zwykle oznacza próbę uniezależnienia się od sympatii politycznych autorów (bezstronność), od sponsorów (brak konfliktów interesów), a także od uprzedzeń własnych widzów (bezkompromisowość). A jednoczesne spełnienie na raz wszystkich tych wymogów, dodatkowo połączone z chęcią działania we współczesnym kapitalizmie i generowania zysków, jest zwykle niemożliwe. Po prostu nie możesz być i niezależny, i bezstronny, i bezkompromisowy, i bogaty, i na dodatek jeszcze lubiany i wpływowy. Przynajmniej nie w polityce. Jeśli bowiem inna polityka nie jest możliwa, to nie są możliwe także inne, polityczne media. Zawsze jest coś za coś.
Rzekoma bezstronność
Głównym pomocnikiem politycznym, wobec którego Stanowski czuje nieco komiczny uczniowski respekt, jest Robert Mazurek, który ma oczywiste sympatie prawicowe. I jest redaktorem, który potrafił z jednej strony naskakiwać w wywiadach na Olejniczaka, by potem spijać sobie z dzióbków z księdzem Longchampsem de Bérierem, akurat po jego idiotyzmach o bruzdach dotykowych od in vitro. Sympatie Mazurka wobec linii politycznej gości są od lat dość oczywiste, co nie znaczy, że jest fatalnym dziennikarzem. Nie, jest po prostu dziennikarzem prawicowym i tyle. Oczywiście można nim być, ale nie ma wówczas mowy o żadnym symetryzmie.
Stronniczy jest też dobór gości, gdyż zwykle ogrom czasu antenowego stanowią politycy i eksperci jak najbardziej prawicowi. Lewica pojawia się tam głównie jako kwiatek do kożucha. I nieprzypadkowo akurat ta lewica, która mimo wszystko bardziej krytykuje Tuska niż Kaczyńskiego. Najbardziej popularna dziś partia, jaką jest KO, jest w Kanale Zero zwykle najbardziej wyśmiewana. Nie żebym współczuł partii rządzącej, bo mają własne, ogromne zaplecze medialne, ale przestańmy udawać, że Kanał Zero jest jakąś bezstronną telewizją. Jest telewizją prawicową niechętną centroprawicowemu KO, blisko współpracującą z zapleczem prezydenta z PiS. W dodatku regularnie otwierającą się na środowiska skrajne, co za przypadek, z jednej, prawicowej strony. Komunistów tam raczej nie uświadczysz. Nie ma więc mowy o żadnej bezstronności.
Rzekoma bezkompromisowość
Kanał Zero ma też być kanałem rzekomo niezależnym nie tylko od polityków, ale w ogóle kanałem odważnym, bezkompromisowym, dla którego tylko prawda jest ciekawa. Czy takie medium da się zrobić? Owszem, da. Ale nieprzypadkowo takie media zwykle bazują na darczyńcach, fundacjach i niezależnych organizacjach pozarządowych, co do których niezależności czasami też są poważne wątpliwości. I po prostu takie media zwykle płacą realnie niskie stawki.
Ceną za niezależność i bezkompromisowość jest bowiem bieda. Tymczasem Kanał Zero jest obwieszony świecidełkami reklamowymi pewnie bardziej niż radziecki generał w snach Marii Wiernikowskiej. Czy ktoś wierzy, że skoro w programie jest kubek firmy bukmacherskiej, to Kanał Zero będzie robił materiały o tym, jak bukmacherka rujnuje ludziom życie? Albo jak bardzo chlanie piwska rujnuje zdrowie? I nie chodzi o to, że zrobi się pojedynczą dyskusję z dyżurnym lewakiem w studiu przeciwstawionym pięciu „ekspertom prawicowym”. Tylko o regularną kampanię antyalkoholową albo antybukmacherską.
Nasz sponsor, nasz pan. Bardzo dobrze było to widać, gdy Stanowski musiał tłumaczyć się ze współpracy sponsorskiej z podejrzaną spółką Uncensor VPN. Nagle ze śmieszka z gimbusiarskimi ripostami zmienił się w typowego śliskiego polityka, który kręci, zasłania się niewiedzą, zmienia temat, mówi o wszystkim wokół, tylko akurat niewiele o samej sprawie. Widzowie, także prawicowi, wyczuli tę ściemę na kilometr. Mają to u Szejny czy Sasina na co dzień. Teraz dostali to u Stanowskiego.
Rzekome nieschlebianie publicznym gustom
Wreszcie niezależność ma polegać także na mówieniu prawicowym widzom rzeczy, których nie chcą usłyszeć. Problem w tym, że współcześni prawicowi widzowie, podobnie jak wszyscy wychowani na programach tożsamościowych, w ogromnej większości zupełnie tego nie chcą. Chcą jedynie utwierdzania ich w prawicowych poglądach, najlepiej połączonego jeszcze z oraniem lewactwa.
Owszem, takie utwierdzanie nie może być tak bezczelne jak w TVP, robionej dla medialnych analfabetów. Jakieś jednak być musi. Istnieją więc ulubione ofiary, jak posłanka Żukowska, przez moment Jaś Kapela, Marcin Najman (dopóki sam się medialnie nie wyrobił) czy Ostatnie Pokolenie. Zaprasza się ich nie po to, by się czegoś od nich dowiedzieć. Nie po to, by wprawili widza w dyskomfort innym, nawet jeśli błędnym, spojrzeniem na świat. Zaprasza się ich jako worki treningowe, żeby publika wyła, jak bardzo się ich zaora.
Dokładnie w takim samym celu zaprasza się zwykle pisowców do TVN-u czy TVP w likwidacji, prawda? Żeby tłuc w nich jak w bęben. Ba, twarzą lewicy celowo ma być właśnie Żukowska, a twarzą KO – Zembaczyński. Podczas gdy twarzą Konfederacji mają być przede wszystkim Bosak i Mentzen, ale już nie Berkowicz. A skoro to publika prawicowa jest tą, która stanowi podstawowy target, to znaczy, że to ona zapewnia klikalność. I znów o żadnej niezależności nie może być mowy. Bo pójście pod prąd własnej, dominującej bazy widzów, oznacza mniejszą liczbę klików, a ta oznacza utratę grubych milionów. A przecież suma summarum po to właśnie robiony jest Kanał Zero. To nie Stanowski, a kliki decydują o przychodach tego biznesu, co oznacza, że masz widzów nie pouczać, ale im nawilżać w ich sympatiach. Bo tak właśnie działa kapitalizm, gdzie wynik finansowy jest bogiem.
W pewnym sensie wszystkie ostatnie awantury wokół Kanału Zero wynikają właśnie z próby godzenia wspomnianej benzyny z ogniem. Awantura o Braci Kamratów pokazała, że Kanał Zero nie może pozwolić sobie na pójście pod prąd swojej widowni, nawet jeśli Stanowski uważa inaczej. Z kolei brak emisji programu Karoliny Romanowskiej o przełomie w sprawie ekshumacji i pochówku ofiar Wołynia pokazują z kolei, że zarówno klikalność, jak i stawianie w pozytywnym świetle Kancelarii Prezydenta są klasycznym zestawem racjonalizującym cenzurowanie własnej niezależności.
Dodatkowo wszystko to tłumaczone jest syndromem oblężonej twierdzy i wielkimi, niecnymi siłami czyhającymi zewsząd na szlachetnego Stanowskiego. A przecież gra dopiero się zaczyna, bo Jacek Kurski zapowiadał pomysł, aby misję TVP outosource’ować także na podmioty zewnętrzne. Dlaczego więc mam dziwne wrażenie, że po zmianie władzy, jeśli to rozwiązanie wejdzie w życie, będą to podmioty związane z Sakiewiczem, braćmi Karnowskimi i Stanowskim właśnie?
Z drugiej strony dyskusja o Kanale Zero z jego przeciwnikami też jest nasączona niebywałą formą histerii, maskującej zwyczajną zazdrość, że temu – co tu dużo mówić – często pogardzanemu dziennikarzowi sportowemu udało się wielokrotnie z mediów tradycyjnych zakpić. Paradoksalnie więc ci, co krytykują Stanowskiego, rzadko próbują chociażby zdobyć się na odrobinę koniecznego obiektywizmu. I spróbować dokonać, na ile się da, oceny bezstronnej.
Tymczasem taka ocena nie wydaje się jakoś szczególnie trudna. Kanał Zero robi dokładnie to, co przez lata zarzucano TVN-owi. A więc udając pewien pluralizm i pozując na niezależność, w istocie kieruje swoje ostrze przeciwko określonym przeciwnikom politycznym i ideowym. To nie PiS-owi, ale Stanowskiemu udało się wreszcie zrobić prawicowy TVN. Tylko tyle i aż tyle. Stanowski nie jest więc jakoś wyjątkowo gorszy od mediów tradycyjnych. Ale też, nie oszukujmy się, nie jest żadną nową jakością medialną. To typowe „old wine in a new bottle”, które pewnie z czasem nawet pozbędzie się tej nowej, marketingowej buteleczki.
Czy to znaczy, że lewica powinna bojkotować Kanał Zero, straszyć nim swoje pieski czy rysować obelgi kredką na asfalcie? Nie. Powinna bywać tam jak najczęściej. Dokładnie tak, jak bywa w TVN-ie. Z całą świadomością, że idzie do równie popularnego co ideologicznie wrogiego medium, które swoim fanom wmawia, że jest ze wszech miar obiektywne i niezależne.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.