🔬 Polscy naukowcy domagają się zwiększenia wydatków na naukę do 3 proc. PKB, wskazując na ogromną różnicę względem wielu krajów europejskich.
💰 W projekcie budżetu na 2027 r. na naukę ma trafić o 2,7 mld zł więcej, ale realny poziom finansowania pozostanie zbliżony do obecnego.
🧪 Narodowe Centrum Nauki ma otrzymać dodatkowe 400 mln zł, choć badacze liczyli na zwiększenie finansowania aż o 1 mld zł.
Na naukę i szkolnictwo wyższe rząd przeznacza w Polsce ok. 1,1 proc. PKB. To niewiele w porównaniu z innymi krajami europejskimi – np. Szwecja wydaje 3,6 proc., Belgia – 3,4 proc., Austria 3,3 proc., Finlandia 3,2 proc., Niemcy 3,1 proc., a Dania 3,0 proc. Dlatego naukowcy w Polsce walczą o wzrost nakładów do 3 procent.
Od wielu miesięcy zabiegali w szczególności o dofinansowanie pracy młodych badaczy i większe wsparcie dla Narodowego Centrum Nauki. NCN to instytucja, która dzieli pieniądze na najlepsze badania naukowe. Wskazywali, że w wielu instytutach minimalna pensja zasadnicza doktora na stanowisku asystenta przekracza płacę minimalną zaledwie o 19 zł.
W maju wyszli na ulicę. W proteście przed sejmem wzięło udział ponad 700 badaczy z całej Polski, a pod petycją „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski” podpisało się ponad 30 tysięcy osób.
Walka trwała długo i dziś już wiemy, że przyszłym roku wydatki na naukę – realnie, porównując budżet do budżetu – będą podobne do obecnych. Kwotowo pieniędzy będzie o 2,7 miliarda więcej. „Większe pieniądze na polską naukę – to był mój główny cel w pracach nad budżetem na 2027 rok. Udało się! To efekt wielu tygodni rozmów i negocjacji” – napisał na portalu X minister nauki, Marcin Kulasek.
Zadowolony minister i światełko w tunelu
Naukowcy już tak zadowoleni nie są. Jak słyszę, nie ma środków na godziwe podwyżki płac (przewidziano wzrost pensji zaledwie o 3 proc.) czy na zasadniczy rozwój badań. Choć pojawiło się światełko w tunelu – zgodnie z projektem budżetu NCN ma dostać 400 milionów zł więcej.
– Liczyliśmy na miliard zł po to, żeby najlepsze projekty nie musiały odpadać, bo zabraknie na nie dofinansowania. Miliarda nie będzie, ale cieszy nas to, że jakieś dodatkowe pieniądze jednak się znalazły. Ministerstwo nauki mówi o dwóch dodatkowych miliardach na naukę – oczywiście to brzmi pięknie, ale nie wiemy dokładnie i konkretnie, na co. Resort nic nie mówi np. o sytuacji doktorantów, którzy dalej pozostają w tej niefortunnej sytuacji, że dostają środki, za które bardzo ciężko im przeżyć. I powiem szczerze, mimo zapowiedzi zwiększenia nakładów, nie widzę raptownej zmiany, która byłaby przed nami. Cieszę się, że minister nauki wywarł jakąś presję na ministra finansów i że polską naukę w budżecie dostrzeżono, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb – mówi jeden z organizatorów majowych protestów, prof. Łukasz Okruszek.
Naukowcy nie wykluczają kolejnych akcji w okolicy 1 października, czyli rozpoczęcia nowego roku akademickiego. Nie zdradzają na razie szczegółów – wiadomo, że mogą to być bardziej protesty lokalne, na poszczególnych uczelniach w różnych miastach w Polsce. – Te zapowiedziane, delikatnie większe nakłady na naukę to nasz sukces, ale nie jest tak, że jesteśmy w pełni zadowoleni i że kończymy naszą walkę, bo wszystkie postulaty zostały spełnione. No nie, tak nie jest – dodaje prof. Okruszek.
Poza tym nie tylko finanse są problemem.
Promowano powroty do Polski, dałam się namówić
Prof. Agata Starosta jest biolożką molekularną, pracuje w nowoczesnym, świetnie wyposażonym laboratorium w Instytucie Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Jest jedną z twarzy walki o większe pieniądze na polską naukę: współorganizowała protesty na ulicach, wielokrotnie reprezentowała środowisko naukowe w trakcie posiedzeń komisji sejmowych i tłumaczyła posłom, dlaczego zwiększenie środków na badania jest tak istotne.
Prof. Starosta pochodzi z Rzeszowa, studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pod koniec studiów w ramach programu Erasmus wyjechała do Niemiec i tam – z wyróżnieniem – obroniła doktorat. W Monachium na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana spędziła dziewięć lat.
– Wygrałam konkurs fundacji AXA na finansowanie pozycji postdoca. To taki trening po doktoracie, dzięki czemu mogłam pozostać w nauce – mówi pani profesor. Niedługo potem zdobyła grant europejski na drugiego postdoca i wyjechała do Wielkiej Brytanii na dalsze badania.
– Na jednej z konferencji w Cambridge pojawił się ówczesny wiceminister nauki, Łukasz Szumowski. Namawiał, aby wrócić do kraju – rząd wtedy dość mocno to promował. W Polsce pojawiły się w tym czasie granty zachęcające do powrotów – z Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej (FNP) i z Narodowego Centrum Nauki. I te granty ściągnęły do kraju również mnie – opowiada.
Dostała FIRST TEAM z FNP, czyli grant umożliwiający zdobycie finansowania na założenie zespołu badawczego. Trafiła na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, gdzie możliwości badawcze okazały się jednak dosyć ograniczone, dlatego po trzech latach wylądowała w Instytucie Biologii PAN.
Dziś ma własną grupę badawczą, prowadzi badania dotyczące biosyntezy białek. – Patrzymy, jak powstają białka w komórkach bakterii – opowiada prof. Starosta. Jak mówi, to ważne, bo tego typu badania są wykorzystywane przy pracy nad antybiotykami. – Biosynteza białek w bakteriach dzieje się odrobinę inaczej niż w organizmach wyższych, więc możemy wykorzystać pewne „wytrychy” po to, żeby blokować tę biosyntezę właśnie antybiotykami. Także to jest taki podwójny efekt – bo z jednej strony są to badania podstawowe, a z drugiej dają możliwość szukania w przyszłości jakiegoś zastosowania komercyjnego. W ten sposób można szukać nowych antybiotyków, ale też udoskonalać te, które już mamy – tłumaczy Agata Starosta.
Najtańsze odpowiedniki specjalistycznego sprzętu
– Jako dziecko byłam dość chorowita, sporo czasu spędziłam w szpitalu. Lekarka zaproponowała wtedy moim rodzicom udział w badaniu klinicznym nad nowym antybiotykiem i to pomogło. Początkowo chciałam być lekarzem, ale ostatecznie stwierdziłam, że chcę wpływać na tworzenie nowych leków, dlatego postanowiłam pracować z bakteriami. I potem w trakcie doktoratu pracowałam z tym antybiotykiem, który mi wtedy, w dzieciństwie, pomógł. Także to chyba przeznaczenie – śmieje się profesorka.
Jak mówi, dziś, gdyby nie granty z Narodowego Centrum Nauki, nie mogłaby prowadzić badań. Przez długi czas nie miała nawet etatu. – Teraz go mam, ale jestem oddelegowana do realizacji projektu badawczego. Czyli moja pensja jest opłacana z projektu. Jednocześnie osoby zatrudnione ze mną w ramach grantu etatów w instytucie nie mają. Co oznacza, że gdy projekt się skończy, mogą zostać na lodzie. Bardzo bym tego nie chciała, bo to fantastyczni ludzie. Chcę podkreślić, że NCN to wspaniała instytucja, która na ogromną skalę wspiera naukowców. Projekty są oceniane przez niezależne grono ekspertów, w tym z zagranicy – mówi biolożka.
Jak tłumaczy, jest jednak jeden zasadniczy problem – tzw. współczynnik sukcesu w NCN wynosi dziś zaledwie kilkanaście procent, a powinno to być 25-30 procent (chodzi o stosunek wniosków zakwalifikowanych do dofinansowania do liczby wniosków złożonych w danym konkursie – przyp. red.). – Jeśli jest za mało pieniędzy na naukę, to potem są takie właśnie efekty: część bardzo dobrych wniosków, niezwykle wysoko ocenionych, pieniędzy nie dostaje. I część badaczy mimo świetnych projektów zostaje z niczym.
Naukowczyni zwraca też uwagę na inne czynniki utrudniające badania. – Chodzi o zamówienia publiczne. O zmiany w tym zakresie walczymy od kilku lat. I co? Kończy się na obietnicach.
Rzecz w tym, że przetargi np. na dostarczenie sprzętu do badań albo odczynników wygrywają ci, którzy są najtańsi. W efekcie badacz dostaje grant, ma pieniądze na specjalistyczną aparaturę, wie, jakiego sprzętu potrzebuje, a dostaje… najtańszy odpowiednik. – I często taki sprzęt do niczego się nie nadaje. To jest tak absurdalne, że nawet nie wiadomo, jak to skomentować – podsumowuje prof. Starosta.
Kiedy pensja naukowca ważyła więcej
Prof. Karolina Kremens jest prawniczką, kieruje Inkubatorem Doskonałości Naukowej – Centrum Digital Justice na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Zajmuje się wpływem nowych technologii na wymiar sprawiedliwości, a dokładniej na proces karny. Właśnie jako pierwsza osoba w Europie Środkowej od 2013 roku otrzymała prestiżowy grant Europejskiej Rady do spraw Badań Naukowych (European Research Council) – ERC Advanced. Tego typu wsparcie jest przyznawane na najbardziej ambitne i przełomowe projekty badawcze.
Prawniczka jest też wielokrotną laureatką konkursów NCN: kierowała grantami Sonata, Sonata Bis, Preludium Bis czy Opus, była opiekunką naukową dwóch grantów Preludium. Prof. Kremens ma w sobie gen naukowczyni: jej ojciec był profesorem na Politechnice Wrocławskiej, mama – lekarką, która po 20 latach w zawodzie rzuciła medycynę i uczyła języka hiszpańskiego.
– Ale ja nie myślałam o tym, że zajmę się nauką. Od kiedy pamiętam, chciałam być prokuratorką. I tak się zresztą stało, po doktoracie podjęłam pracę w prokuraturze, pracowałam tam kilka lat, zobaczyłam, jak to wygląda od kuchni. Ale gdy otworzyła się propozycja powrotu na Uniwersytet Wrocławski, zdecydowałam się ją przyjąć – mówi w rozmowie ze mną.
Dziś jest jedną z naukowczyń, które aktywnie włączyły się w walkę o polską naukę. – Gdy zaczynałam pracę na uczelni, pensja naukowca ważyła o wiele więcej niż dziś, więcej można było za to kupić. Wśród prawników są o wiele większe możliwości zarobienia pieniędzy poza uczelnią i przez to ludzie odchodzą, a w efekcie tracimy najlepszych – tłumaczy.
— Postulaty, które są w naszej petycji, są mi bardzo bliskie. Chodzi o zwiększenie wynagrodzeń dla naukowców, dofinansowanie młodych badaczy, umożliwienie im prowadzenia sensownych badań i ich finansowanie. To wszystko w Centrum Digital Justice, które prowadzę przez ostatnie pięć lat, zrealizowało się jak w soczewce. Bo dostajemy granty i możemy realnie działać. Dlatego uważam, że mogę doskonale pokazać, że otrzymanie pieniędzy pączkuje później rezultatami, które są naprawdę na światowym poziomie – mówi prof. Karolina Kremens.
W jej ocenie Narodowe Centrum Nauki jest najlepszą rzeczą, jaka mogła się przytrafić polskiej nauce. – Ciągle słyszę z różnych stron pytania: „A na co się ta nauka przekłada w biznesie, jakie pieniądze przynosi?”. W nauce kluczowe są przede wszystkim badania podstawowe, wynikające z czystej ciekawości, które niejednokrotnie prowadzą do przełomowych odkryć. W wypowiedziach polityków najbardziej wkurza mnie to, że nauka jest postrzegana jako coś, co powinno przynosić dochód, i to najlepiej natychmiastowy. Nie zgadzam się z podejściem, że współpraca między nauką a biznesem powinna być podstawowym celem nauki.
Przyjrzeć się prawu stanowionemu przez mężczyzn
W grancie ERC Advanced prof. Kremens zamierza przeanalizować na nowo zasady procesu karnego, ale z perspektywy feministycznej. – Od wielu lat feministyczna teoria prawa wskazuje, że prawo, jak wszystkie struktury społeczne, zostało historycznie zbudowane wyłącznie na bazie męskich doświadczeń. Chodzi o to, że stworzyła je grupa osób, która miała określoną pozycję społeczną, pieniądze, władzę. Tak było od starożytnej Grecji i Rzymu. Nawet Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela nie uznawała kobiety za człowieka i obywatela, że już nie wspomnę o osobach o innym kolorze skóry. Prawo stanowili mężczyźni, wyłącznie biali i wykształceni, i stanowili je pod siebie. Czy nie powinniśmy się temu dzisiaj ponownie przyjrzeć? I to nie wyłącznie w odniesieniu do przestępstw seksualnych czy przemocy domowej? – mówi profesorka.
Jak dodaje, lubi porównywać swoje badania do pracy w laboratorium. – Wyobraźmy sobie, że na stole laboratoryjnym kładę proces karny, moim narzędziem jest feministyczna teoria prawa, a wszystko dzieje się w oparach rewolucji technologicznej. Ten proces karny to są przede wszystkim jego zasady, w tym m.in. bezpośredniości, obiektywizmu czy domniemania niewinności. Przez wielu uznawane są za niepodważalne. A ja patrzę z nadzieją, że zastanowimy się nad ich kształtem. I tu pojawia się też nowoczesna technologia i transformacja cyfrowa, która już wywraca je do góry nogami, a na pewno zasadniczo zmienia. Wiem, że wielu prawnikom to się na pewno nie mieści w głowie, ale w mojej jak najbardziej się mieści – mówi prof. Kremens.
Projekt, który wygrała, ma trwać pięć lat, są na to duże środki, bo 2,5 miliona euro. – Nie chcę stawiać wywrotowych tez, tylko pokazać, że potrzebujemy zmian, przemyśleń, analiz. I że najmocniejsze dogmaty też są po to, by je kwestionować – mówi profesorka.
Wejście z rozmachem
Prof. Maria Górna jest biolożką molekularną na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego, bada trójwymiarowy kształt białek i to, jak one działają. – W szkole byłam uzdolniona matematycznie i lingwistycznie, ale przeczytałam też za młodu wiele książek z zakresu science fiction i fantastyki i wciągnęła mnie genetyka i jej możliwości. Potem jednak zrozumiałam, że to nie geny, ale białka są najważniejszym elementem komórek, zagadką i puzzlami, które można układać. I dzięki temu z jednej strony w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Matematyczno-Przyrodniczych studiowałam biotechnologię, a z drugiej chemię teoretyczną, by móc to wszystko odkrywać, analizować i łączyć – opowiada prof. Górna.
Dzięki otrzymanemu stypendium doktorat zrobiła na Uniwersytecie w Cambridge. Potem wyjechała do pracy w Centrum Medycyny Molekularnej Austriackiej Akademii Nauk w Wiedniu. – Nie miałam zamiaru wracać do Polski, ale odezwał się do mnie profesor, który znał mnie jeszcze z czasu studiów. Początkowo odmówiłam, ale po roku ponowił swoją propozycję. Pamiętam, że przyjechałam wtedy do Warszawy na konferencję, poznałam współpracowników i pomyślałam „czemu nie?” – opowiada Maria Górna.
– Z jednej strony badamy działanie ludzkich białek, w tym białka związane z odpornością przeciw wirusom, które wiążą RNA wirusa i je unieszkodliwiają. Z drugiej strony prowadzę też projekty bardziej praktyczne, nastawione na pozyskiwanie nowych leków. Jednym z przykładów może być to, że badamy enzym dekapujący, czyli niszczący RNA w pasożycie trypanosoma. To jest pierwotniak – świdrowiec, który powoduje śpiączkę afrykańską albo chorobę Chagasa. Mamy nadzieję, że znajdziemy nowy lek, dzięki któremu będziemy hamować działanie tego enzymu, przez co te pasożyty będą umierały – wyjaśnia naukowczyni.
W swojej pracy badawczej prof. Górna zdobyła szereg grantów z Narodowego Centrum Nauki i z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – To było w latach 2015-2016. Dostałam też wtedy grant europejski w ramach programu Horyzont i dodatkowo też EMBO Installation Grant – European Molecular Biology Organization. Zaczęłam więc z rozmachem – przyznaje badaczka. Dziś jest też w dwóch zespołach w konsorcjach europejskich i pracuje nad nowymi lekami na choroby zakaźne. M.in. dlatego, że z grantów nie jest w stanie utrzymać swojego zespołu badawczego.
Loteria i ryzyko
– Jest naprawdę ciężko. Nie mam gwarancji, że mój zespół się nie rozpadnie, dlatego że owszem mogę przyjmować nowych ludzi, młodych doktorantów, ale jednocześnie nie jestem w stanie utrzymać doświadczonego pracownika w grupie badawczej, czyli na przykład mojej prawej ręki. Mam dużo pomysłów badawczych. One zawsze były ryzykowne, ale w nauce trzeba na co dzień podejmować ryzyko – opowiada.
Jak dodaje, sama jest na etacie na uczelni, więc jej sytuacja jest pewna. – To jest balansowanie na krawędzi, trochę loteria, nie wiemy, na czym stoimy. Nie może być tak, że kształcimy świetnych naukowców, a potem nie dajemy im rozwinąć skrzydeł i wyjeżdżają, by prowadzić badania za granicą. Mam nadzieje, że ktoś się w końcu u nas obudzi – dodaje pani profesor.
Jak wskazuje, nie rozumie podejścia Ministerstwa Nauki, które ciągle zasłania się wojną w Ukrainie i tym, że państwo musi inwestować głównie w bezpieczeństwo kraju. – Urzędnicy z ministerstwa stawiają się w pozycji osób całkowicie bezsilnych, które nic nie mogą. A kto, jak nie oni, powinien o nas zawalczyć? Kto powinien zabiegać o zwiększenie pozycji polskiej nauki w budżecie państwa? – pyta retorycznie biolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.
Na petycję naukowców z maja Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego odpowiedziało w sierpniu.
„Nie tylko znamy i podzielamy postulaty zawarte w petycji, ale też aktywnie działamy na rzecz ich realizacji (w zakresie możliwym w obecnej sytuacji budżetowej) (…). Ministerstwo prowadzi nieustanny dialog ze środowiskiem akademickim i podchodzi poważne do wszystkich krytycznych głosów (…) Polska nauka cierpi przede wszystkim z powodu wieloletnich zaniedbań, zarówno w kwestii finansowania, jak i problemów systemowych. W tej kadencji staramy się nadrabiać zaległości na obu tych polach” – czytamy w piśmie podpisanym przez ministra Marcina Kulaska.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!