Kraj

Idźcie na urlop, panowie!

Obowiązkowe urlopy ojcowskie wyrównałyby pozycje mężczyzn i kobiet na rynku pracy, a także doprowadził do bardziej sprawiedliwego podziału obowiązków domowych. A większa równość dobrze zrobi każdej rodzinie, nawet jeśli początkowo jakaś grupa panów będzie się krzywić.


Komisja Europejska zaproponowała niedawno państwom członkowskim projekt dyrektywy, według której kraje UE musiałyby wprowadzić przynajmniej cztery miesiące urlopu rodzicielskiego przewidzianego tylko i wyłącznie dla ojców. Zgodnie z tą dyrektywą dany kraj mógłby wprowadzić u siebie na przykład czteromiesięczny urlop macierzyński, dalej czteromiesięczny urlop rodzicielski dla dowolnego z rodziców, a także czteromiesięczny urlop ojcowski – jak sama nazwa wskazuje, do wykorzystania tylko przez tatę. Jeśli ten ostatni nie zdecydowałby się na niego, to urlop ten by przepadał.

Chłopy do garów, a praca tylko w pracy. Oto dlaczego warto trzymać kciuki za UE

Jak to w UE zwykle bywa, sprawa utkwiła w negocjacjach i natknęła się na opór niektórych państw członkowskich, w tym – a jakże! – Polski. Bułgarzy, przewodzący Radzie UE w pierwszym kwartale 2018 roku, zaproponowali kompromisowe rozwiązanie: dwumiesięczny urlop ojcowski. Niestety, on również się nie ostał. Państwa UE skróciły następnie proponowane ojcowskie do półtora miesiąca, jednak Warszawa wstrzymała się od głosu, gdyż propozycja ta przekraczała polskie oczekiwania o całe dwa tygodnie. Tradycyjnie więc w toku negocjacji ukręcono łeb bardzo dobremu rozwiązaniu, a to, co się finalnie ostało, przypomina marny erzac pierwotnej idei.

Macierzyńskie zwane rodzicielskim

Obecnie w Polsce świeżo upieczeni rodzice mają do dyspozycji dwa rodzaje urlopu. Najpierw 20 tygodni urlopu macierzyńskiego, a następnie 32 tygodnie urlopu rodzicielskiego. W sumie daje to rok płatnej opieki nad dzieckiem. Urlop rodzicielski może być wybrany zarówno przez matkę, jak i ojca. Za okres pozostawania na urlopie przysługuje zasiłek wysokości przeciętnie 80 procent wynagrodzenia (są różne warianty – np. w pierwszym okresie 100 procent, a w drugim 60, albo 80 procent przez cały okres). Oprócz tego do ukończenia przez dziecko 24. miesiąca życia ojcowie mogą wybrać czternastodniowy urlop tylko dla nich, za który przysługuje pełne wynagrodzenie.

Jak widać, same liczby wyglądają przyzwoicie, a płatny czas wolny od pracy zawodowej udostępnia się w Polsce młodym rodzicom całkiem szczodrze, także na tle państw UE. 52 tygodnie urlopu przy przeciętnie 80-procentowym wynagrodzeniu to ekwiwalent 42 tygodni pełnej pensji. W Szwecji ten ekwiwalent wynosi 35 tygodni, a w Finlandii 41 tygodni.

Nie ma równości w polskim domu

czytaj także

Problem jest jednak taki, że urlop szumnie zwany rodzicielskim jest tak naprawdę zwykłym przedłużeniem urlopu macierzyńskiego. Owszem, formalnie może go wybrać dowolny z rodziców, tyle że w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. W 2017 roku z urlopu rodzicielskiego skorzystało 406 tysięcy osób – w tym 402 tysiące kobiet i, uwaga, 4 tysiące mężczyzn. Młodzi ojcowie decydują się na skorzystanie z urlopu rodzicielskiego dokładnie sto razy rzadziej niż młode matki.

Młodzi ojcowie decydują się na skorzystanie z urlopu rodzicielskiego dokładnie sto razy rzadziej niż młode matki.

To i tak jest gigantyczny postęp – w stosunku do 2016 roku liczba ojców, którzy skorzystali z urlopu rodzicielskiego, wzrosła o 100 procent. W przypadku krótkiego urlopu „tylko dla ojców” liczby są już zdecydowanie większe: w 2017 roku skorzystały z niego 174 tysiące mężczyzn. Choć to i tak zastanawiająco mało – w końcu na jedną matkę zwykle przypada jeden ojciec, a ojcom na urlopie przysługuje pełne wynagrodzenie, co powinno dodatkowo zachęcać do korzystania z tej opcji. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie stwierdzi, że polscy mężczyźni są tak niezbędni w swoich miejscach pracy, że nie mogą przez dwa tygodnie odpłatnie zająć się swoim dzieckiem.

Jak zatem widać, w Polsce szczególnie przydałby się urlop rodzicielski zarezerwowany tylko i wyłącznie dla ojców – inaczej mówiąc, urlop ojcowski (nazywany niekiedy „tacierzyńskim”). To rozwiązanie już teraz funkcjonujące w części krajów UE. W Szwecji urlop ojcowski jest co prawda krótszy niż w Polsce i wynosi 10 dni, ale za to 13 tygodni urlopu rodzicielskiego jest zarezerwowane tylko i wyłącznie dla ojca. W Niemczech w ogóle nie występuje urlop ojcowski, za to niemal 9 tygodni urlopu rodzicielskiego jest do wybrania jedynie przez mężczyznę – dokładnie tak samo jest w Austrii. Skoro panowie w Polsce niespecjalnie palą się do pójścia na urlop rodzicielski, warto wprowadzić rozwiązania z wymienionych krajów, żeby ojców, nie owijając w bawełnę, zwyczajnie do tego przymusić.

Samonapędzający się mechanizm

Oczywiście na to pojawiają się głosy, że przecież nie można tak głęboko ingerować w autonomiczne decyzje rodzin, będące wynikiem pragmatycznej oceny sytuacji. W końcu kobiety zwykle mniej zarabiają, więc też rodzinie nie opłaca się wysyłać na urlop rodzicielski ojca, bo utrata tych 20 lub 40 procent zarobków mężczyzny bardziej ją zaboli niż analogiczne cięcie po stronie zarobków kobiety.

Na całym świecie kobiety wykonują dwa razy więcej nieodpłatnej pracy domowej niż mężczyźni

Pytanie jednak, skąd się biorą te różnice w płacach. Także stąd, że kobiety w wieku rozrodczym mają gorszą pozycję negocjacyjną na rynku pracy, bo dla pracodawcy ich zatrudnienie wiąże się z ryzykiem rocznego urlopu macierzyńskiego (i to potencjalnie niejednokrotnego), więc skłonni są płacić im mniej niż mężczyznom. Widać więc efekty działania samonapędzającego się mechanizmu – kobiety zarabiają mniej między innymi dlatego, że korzystają z rocznego macierzyńskiego, a korzystają z rocznego macierzyńskiego między innymi dlatego, że mniej zarabiają. Jeśli zatrudnienie mężczyzn będzie się wiązać z podobnym ryzykiem, pozycje negocjacyjne obu płci nieco się wyrównają, a różnice w płacach prawdopodobnie się zmniejszą. Problem nie zniknie, ale przynajmniej zostanie ograniczony.

Skoro panowie w Polsce niespecjalnie się palą do pójścia na urlop rodzicielski, warto ich, nie owijając w bawełnę, do tego przymusić.

W oczywisty sposób podczas urlopu macierzyńskiego kształtuje się podział obowiązków w domu. W trakcie rocznej opieki nad dzieckiem – lub kilku lat takiej opieki w rodzinach wielodzietnych – kobiety przejmują większość obowiązków domowych, bo „skoro są już w domu, to przecież mogą się tym zająć”. Następnie ten podział obowiązków przenosi się także na okres po urlopie macierzyńskim. Większość kobiet mimo powrotu do pracy wciąż wykonuje obowiązki domowe, bo tak już się kiedyś ułożyło. Zamiast wykłócać się o nowy podział obowiązków, wiele matek woli machnąć na to ręką.

Wspólna opieka rodziców nad dzieckiem to ideał, na który zasługuje każda rodzina

Według OECD Polki wykonują dziennie 286 minut niepłatnej pracy (8 miejsce), a Polacy zaledwie 159 minut. Inaczej mówiąc, statystyczna Polka codziennie zajmuje się sprawami domowo-rodzinnymi ponad dwie godziny dłużej niż statystyczny Polak. To nie jest wcale rekord Europy – na południu kontynentu (Hiszpania, Portugalia, Włochy) czy w Irlandii ta różnica jest zdecydowanie większa. Ale na przykład w Danii czy Szwecji kobiety zajmują się nieodpłatną pracą w domu jedynie niecałą godzinę dłużej niż mężczyźni.

Domowy egalitaryzm

Wprowadzenie urlopu zarezerwowanego tylko dla ojców ten podział obowiązków w rodzinie w sposób naturalny by wyrównało. Kilkumiesięczny pobyt z maluchem w domu zakorzeniłby w wielu mężczyznach nawyk zajmowania się nie tylko potomstwem, ale też całą masą innych zadań – przygotowywaniem posiłków, sprzątaniem i tak dalej. Wykorzeniłby za to przeświadczenie, że to facet jest od zarabiania, a kobieta od opieki nad domostwem. A w Polsce to przeświadczenie wciąż ma się dobrze – według OECD w III kwartale 2018 roku zatrudnionych było jedynie 61 procent Polek w wieku produkcyjnym, za to 74 procent Polaków. To jedna z większych różnic wśród krajów należących do tej organizacji (choć znów: na południu Europy czy w krajach Ameryki Łacińskiej jest gorzej). W krajach nordyckich te różnice wynoszą jedynie kilka punktów procentowych.

Czy politykę rodzinną czeka wiosna?

Obowiązkowe urlopy ojcowskie wyrównałyby więc pozycje mężczyzn i kobiet na rynku pracy, a także doprowadziły do bardziej sprawiedliwego podziału obowiązków domowych. W polskich warunkach mogłoby to wyglądać tak, że obowiązywałby nadal 20-tygodniowy urlop macierzyński i 32-tygodniowy urlop rodzicielski, ale przynajmniej 12 tygodni zarezerwowane byłoby tylko dla ojca, jako urlop ojcowski. Oczywiście z zachowaniem już funkcjonującego dwutygodniowego urlopu przyznawanego ojcom.

Skoro PiS tak dba o instytucję rodziny, powinno to rozwiązanie czym prędzej wprowadzić, zamiast je torpedować na forum UE. W końcu większa równość dobrze zrobi każdej rodzinie, nawet jeśli początkowo jakaś grupa panów będzie się krzywić.

Bio

Piotr Wójcik

| Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.