Felieton

Pancernik Marian vs Prokurator Zero. Jaka jest stawka tej wojny?

Fot. Fotoedycja KP

W ciągu jednego dnia służby państwowe przeszukały mieszkania należące do prezesa NIK Mariana Banasia, a także kontrolowały członków jego rodziny. NIK rozpoczęła kontrolę w Prokuraturze Krajowej. Aresztowano byłego agenta CBA Tomasza K. i dokonano zmiany na stanowisku szefa CBA. O co toczy się ta gra?


Zacznijmy celną obserwacją Marcina Celińskiego: oto Człowiek Roku Gazety Polskiej 2007 aresztował Człowieka Roku Gazety Polskiej 2009, pracując pod nadzorem Człowieka Roku Gazety Polskiej 2016, 2017, 2018. Czyli Mariusz Kamiński z rządu Morawieckiego aresztował agenta Tomka. Jednocześnie CBA rządzone przez PiS dokonało przeszukania gabinetu niedawnego ministra PiS, za co niedawny minister PiS wszczął kontrolę NIK-u u obecnego ministra z PIS.

Jak CBA wchodzi do Banasia, to Banaś z NIK-u wchodzi do prokuratury.

Pierwsze, co przychodzi na myśl, to jedna wielka „przykrywka” koszmarnego problemu PiS z gestem Lichockiej i 2 miliardami na niedofinansowaną onkologię. Z teorią przykrywkową jest jednak tak, że nie za bardzo jest ona „falsyfikowalna”. W końcu po medialnym wydarzeniu A następuje zawsze jakieś medialne wydarzenie B, z czego bynajmniej przecież nie wynika, że każde późniejsze B zostało wywołano po to, aby przykryć każde wcześniejsze A. Właściwie wszystko, co mamy, to tylko pewne domysły.

Lichocka przestawia wajchę… środkowym palcem

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że wbrew częstym cichym założeniom publicystycznym obóz Zjednoczonej Prawicy wcale nie stanowi monolitu, a rozpychanie się ziobrystów jest już widoczne wręcz gołym okiem.

Analogicznie wczorajsze uderzenie w agenta Tomka i Mariana Banasia wcale nie musi być motywowane chęcią pomocy Dudzie, a wręcz przeciwnie – chęcią mu zaszkodzenia i przede wszystkim ratowania własnej skóry przez Ziobrę. Politycy jednego obozu nie zawsze grają do jednej bramki.

W przypadku agenta Tomka – mimo oczywistej niechęci do niego ze strony całej antypisowskiej opozycji – warto przypomnieć, że bardzo często to dzięki zeznaniom skruszonych przestępców czy też współsprawców możliwe jest w ogóle skazanie kogokolwiek. Stąd nie deprecjonowałbym z góry wszystkiego, co mówi dziś agent Tomek, zwłaszcza że lada moment może on zacząć mówić o wiele więcej. Trudno bowiem sobie wyobrazić, żeby facet, który przez lata fraternizował się i pił wódkę z kierownictwem CBA, miał informację tylko o zbieraniu haków na Kwaśniewskich. Z pewnością ma wiedzę o wiele większą, w tym obyczajową, co znowuż nie jest nowością. Kto pamięta, jak kluczowy świadek w sprawie reprywatyzacji przed komisją sejmową zeznawał o pijackich wybrykach w CBA i całowaniu się z psem? Dlatego jestem gotów uznać, że aresztowanie agenta Tomka, w którego niewinność trudno mi uwierzyć, jest próbą zastraszenia go.

W przypadku Mariana Banasia sprawa wydaje się nieco bardziej skomplikowana. Pozornie Banaś nie ma zbyt wielu narzędzi, albowiem NIK jest tylko i aż instytucją kontrolną. Wszystko co może, to opublikować raporty z kontroli i zgłaszać zawiadomienia do prokuratury.

Faktycznie Banaś, najpewniej w odwecie, postanowił skontrolować kilka ośrodków pisowskiej władzy, w tym pozostającą pod ostrzałem opozycji Telewizję Polską. Zwłaszcza w kontekście skandalu z przyznaniem jej 2 mld złotych przez Sejm jest to niesamowicie groźne wizerunkowo dla władzy.

Przypomnijmy, że media publiczne przecież już wcześniej dostały miliardy z publicznych pieniędzy – tak, tak, tyle kasy już skonsumowały w ciągu ostatnich trzech lat, z czego blisko miliard sama TVP. Nietrudno więc sobie wyobrazić, co się mogło dziać z wydawaniem tak gigantycznej kwoty przy pełnym politycznym wsparciu własnego parlamentu i prezydenta, którzy przecież i tak klepną każdą następną transzę. Bezpośrednie transmisje z Dubaju czy koncerty polskich kolęd w Wilnie same się nie sfinansują.

Ostatnie kolędowanie na Litwie

czytaj także

Ostatnie kolędowanie na Litwie

Mateusz Żebrowski

Dlatego dla PiS pozbycie się Banasia to nie tylko likwidacja uniezależniającego się nieoczekiwanie ośrodka kontroli władzy, ale przede wszystkim ukrycie ewentualnej niegospodarności i kolejnych skandali finansowych.

Przeszukania i aresztowania mają nie tyle przykryć gest Lichockiej, ile przede wszystkim przygotować grunt pod zmiany w prawie, czyli możliwość odwołania szefa NIK w przypadku postawienia mu zarzutów. Jest to przy okazji polityczna pułapka na opozycję, która, jeśli projektu nie poprze, zostanie zmasakrowana jako wspierająca przestępców wynajmujących gangsterom pokoje na godziny.

Na razie, o dziwo, polska opozycja całkiem skutecznie całą Banaś-gate obśmiewa jako wewnątrzpisowską dintojrę i koncentruje się na sprawie palca Lichockiej, 2 miliardów złotych i onkologii. Będzie się jednak musiała zdecydować w sprawie Banasia, zwłaszcza że po jego ewentualnym odwołaniu PiS bynajmniej nie będzie się spieszyło z wyborem następcy. Skoro muzeum Polin mogło się obyć bez dyrektora przez tyle miesięcy, to i NIK będzie mogła.

W kamienicy Banasia nie było żadnego „domu schadzek”

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.