Galopujący Major

„Apolityczny” ruch Rafała Trzaskowskiego, czyli fałsz do potęgi piątej

Nie wiem, czy „Bóg Spinozy” daje jakieś znaki Rafałowi Trzaskowskiemu, ale patrząc na przyrodę, awarię Czajki czy drugą falę wirusa, to być może prezydent Warszawy powinien zacząć je czytać i cały ten pomysł swojego nowego ruchu porzucić. Komentarz Galopującego Majora.

Tajming jest w polityce niemal wszystkim. Widać to chociażby na przykładzie Roberta Biedronia. Gdyby ten wystartował w wyścigu o fotel prezydenta jakieś dwa lata później, jeszcze jako niezgrabny prezydent Słupska i nieobciążony wtopą z (nie)oddawaniem mandatu europosła, dostałby o wiele lepszy wynik i mógłby na nim budować dalszą polityczną przyszłość.

Taką przyszłość chce teraz budować Rafał Trzaskowski. Ale o ile jego wyborczy wynik był rzeczywiście imponujący, o tyle pociąg postwyborczego entuzjazmu już dawno odjechał. Trzaskowskiemu pozostaje więc budowa na ruchomych piaskach.

Przede wszystkim ruch Trzaskowskiego – o nudnej, choć zabawnie sztampowej nazwie „Wspólna Polska” – oparty jest na bardziej lub mniej widocznym fałszu. I to jest jego problem największy.

Po pierwsze, rzekomo ogromne poparcie dla Trzaskowskiego i wynikający z niego mandat społeczny to fałsz. Te blisko 10 milionów obywatelek i obywateli, którzy na niego zagłosowali, w dużej mierze nie głosowali na Rafała, lecz przeciw Andrzejowi. Dziś mają oni już bardzo niewiele wspólnego z pomysłami Trzaskowskiego, o czym świadczy dość żałosna liczba całych 16 tysięcy uczestników zapisanych do nowego ruchu. Pewnie w 99 proc. sympatyków Koalicji Obywatelskiej.

Dlaczego nie trzasło

 

Po drugie, sam pomysł „apolitycznego ruchu” – zakładanego przez zawodowego polityka dla osiągnięcia politycznych celów – sam w sobie jest fałszywy. Wszystkie te cele może przecież Trzaskowski realizować przez partię polityczną PO. Której, przypomnijmy, jest wiceprzewodniczącym.

Jeśli coś jest koniem, rży jak koń i biega jak koń, to jest koniem, nawet jeśli nazwiesz to „apolitycznym ruchem”.

Wyborcy ten fałsz widzą, pytając, po co nam nowa wyborcza platforma, skoro jedna i taka sama Platforma już jest, ba, „platformę” ma nawet w swojej, notabene też dość fałszywej, nazwie.

Powie ktoś, że to ma być ruch wychodzący poza wyborców PO. To jest fałsz numer trzy. Wystarczy przeczytać manifest owego ruchu. Teoretycznie jest tam o zgodzie i wspólnocie, ale jeśli się wczytamy, to znajdziemy fragment tym, że potrzebujemy „Polski, w której media publiczne informują, edukują, kształcą i bawią – bez obłudy, kłamstwa i manipulacji”, albo Polski, „w której prawda jest naczelną zasadą działania w życiu publicznym, a walka z populizmem najważniejszym wyzwaniem wszystkich polityków”. Doprawdy, trudno nie widzieć tu antypisowskiej publicystyki. I to utrzymanej w zgranym tonie. To oferta dla wyborców anty-PiS-u. I to dość politycznie zaangażowanych. Apolityczne „normiki” nie znajdą tam nic, czego nie wyczytaliby w „Newsweeku”.

Ruchu społecznego nie robi się odgórnie

Teoretycznie manifest ruchu odwołuje się nawet do kilku lewicowych idei, jak zakaz dyskryminacji (pada nawet zakazane słowo „orientacji seksualnej”) czy potrzeby „Polski, w której silniejsi pomagają słabszym, pełnosprawni niepełnosprawnym, zdrowi chorym, urzędnicy obywatelom, a bogatsi tym, którzy potrzebują wsparcia”.

Tylko jak w praktyce ma wyglądać ta pomoc biedniejszym, wyjaśnił Rafał Trzaskowski na konwencji założycielskiej. Otóż powstać ma związek zawodowy osób na śmieciówkach, którego zadaniem bynajmniej nie będzie walka o bezpieczne miejsca pracy, ale o… podatek liniowy.

Tak, chodzi więc o to, żeby zarabiający nawet po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie informatycy, lekarze czy prawnicy nadal procentowo oddawali mniej niż, dajmy na to, urzędnicy średniego szczebla czy szeregowi pracownicy ochrony zdrowia. Zaiste, prawdziwa to Nowa Solidarność. To fałsz numer cztery.

Wreszcie fałszem numer pięć jest podstawowe zadanie ruchu, polegające na tym, że ma on być „przestrzenią dialogu i współpracy samorządowców, NGOsów, ekspertów, polityków, aktywistów, społeczników i wszystkich ludzi dobrej woli, którzy chcą działać”.

Otóż albo ktoś się przelogował, albo pododawał do siebie sklejki tekstów. Otóż ruch społeczny to nie jest think tank. Think tanki są przestrzenią do merytorycznych dyskusji i wykuwania idei, ruchy społeczne zaś mają te idee szeroko propagować, względnie na ich podstawie nie domagać się rozwiązania problemów.

Fałsz koncepcji think tanku udającego ruch społeczny widać zresztą w sposobie jego odgórnego zakładania – poprzez fetyszyzację eksperckiej merytoryki. Zostawmy na razie to, jak dalece „merytoryka” jest w przypadku tego ruchu tylko kolejnym i nieuświadomionym opportunity hoarding, czyli marginalizowaniem niemerytorycznego plebsu na rzecz „ruchu”, który wymieniałby się ekspertyzami przygotowanymi przez ratusze Poznania i Warszawy. To typowa merytokratyczna utopia odrzucająca społeczne emocje na rzecz gabinetowych analiz.

Trzaskowski: Żona słoik, ojciec słoik – jak mógłbym mieć coś przeciw słoikom?

No dobrze, ale czy ruch społeczny Trzaskowskiego ma jakieś szanse? Wiele jest przecież fałszu w polityce. Ba, trudno sobie wyobrazić, żeby wybory wygrywali dziś tylko najuczciwsi. Być może szanse jakieś istnieją, ale wymagałyby one całkowitej zmiany podejścia, rezygnacji Trzaskowskiego z prezydentury Warszawy dającej amunicję politycznym wrogom, zdystansowania się od polityki Koalicji Obywatelskiej i konkretnego pomysłu na konkurencję polityczną z Hołownią.

Na razie jednak żaden z tych warunków nie został spełniony, więc wszystko wskazuje na to, że ruch Wspólna Polska skończy tak jak ledwo żywy Instytut Obywatelski. Z formy przetrwalnikowej zostanie wybudzony na pół roku przed wyborami – jako świeża idea polityczna mózgów Platformy Obywatelskiej.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Galopujący Major
Galopujący Major
Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Zamknij