Kraj

100 tysięcy Polek i Polaków umarło na covid, ale „Polska zyskuje na pandemii”

Wskaźniki gospodarcze Polski po dwóch latach pandemii faktycznie są dobre, a na tle wielu państw Europy Zachodniej nawet bardzo dobre. Tylko że cenę płacimy za to straszliwą. W kwestii pandemii rządzący zachowali się jak Lord Farquaad ze „Shreka”.

Ostatnie miesiące, a właściwie ostatnie dwa lata, były dla Polski koszmarne. W najgorszych tygodniach setki osób umierały codziennie na COVID-19, podczas drugiej i trzeciej fali nasza ochrona zdrowia się załamała, a wspólnota polityczna doznała zupełnego rozkładu.

Są jednak ludzie, których doskonały humor nie opuszcza. Posłanka Jadwiga Emilewicz, jeszcze niedawno wicepremierka naszego udręczonego kraju, rezolutnie obwieściła na Twitterze, że, uwaga, „Polska zyskuje na pandemii”. Wywnioskowała to z danych OECD, według których Polska w okresie od IV kw. 2019 do III kw. 2021 roku osiągnęła czwarty pod względem wysokości wzrost gospodarczy spośród krajów należących do tej organizacji.

Ten fakt wystarczył posłance do wyciągnięcia wniosku, że pandemia zakończyła się dla Polski sukcesem. Problem w tym, że te niezłe wskaźniki gospodarcze, osiągnięte głównie dlatego, że rząd w pełni świadomie zrezygnował z podobnych do krajów Europy Zachodniej restrykcji pandemicznych, zostały okupione tysiącami przedwczesnych zgonów oraz utratą zdrowia przez kolejne tysiące obywateli i obywatelek. Warto je podsumować, żeby lepiej zobrazować skalę naszego „sukcesu”.

Daleko od Zachodu

Gdyby ktoś już na starcie pandemii w Polsce stwierdził, że w naszym kraju na COVID-19 umrze 100 tys. osób, to zależnie od kalibru postaci informującego albo pukalibyśmy się w czoło, albo wpadli w zupełną panikę. W marcu 2020 roku ludzie wykupywaliby nie papier toaletowy i kaszę, ale polisy na życie oraz maski gazowe, a najzamożniejsi mieszkania w możliwie odległych od Polski krajach.

A jednak 11 stycznia, dosyć niepostrzeżenie, bo zgony na COVID-19 przestały być już przyciągającym uwagę tematem, przebiliśmy barierę 100 tys. zmarłych i wcale nie zamierzamy się na niej zatrzymać. Do tej pory barierę tę przekroczyło jedynie kilkanaście krajów na świecie. Wciąż nie udało nam się dostać do G20, ale przynajmniej trafiliśmy do innego elitarnego klubu. Brawo my!

Czwarta fala pandemii. „Pora na łagodny przymus już dawno minęła”

Według Our World in Data do 13 stycznia na COVID-19 zmarło w Polsce 2,7 tys. osób na milion mieszkańców. To wielokrotnie więcej niż w Danii, dwukrotnie więcej niż w Niemczech oraz Szwecji i o połowę więcej niż w boleśnie przechodzącej pierwszą fale Hiszpanii. Po drodze udało nam się też wyprzedzić Włochy, chociaż przez długie miesiące to Lombardia była symbolem pandemii – obecnie jej miejsce powinny zająć Śląsk lub Małopolska.

Z pandemią poradziliśmy sobie mniej więcej tak jak Kolumbia, Argentyna i Brazylia, co dosyć dobrze oddaje poziom cywilizacyjny naszego kraju. I absolutnie nie chodzi tu o lekceważenie Kolumbijczyków, Brazylijczyków i Argentyńczyków, tylko o stwierdzenie dosyć niewygodnej dla dumnych Polek i Polaków prawdy, że tak naprawdę wciąż cywilizacyjnie bardziej przypominamy zamożniejsze kraje Ameryki Południowej niż Europę Zachodnią, do której nieustannie aspirujemy i do której uparcie się porównujemy. Dotyczy to zresztą wszystkich państw naszego regionu – pod względem liczby covidowych zgonów wypadamy na równi z Litwą i Łotwą, nieco lepiej niż Czechy i Słowacja, i nawet znacznie lepiej niż Węgry.

Dwa razy więcej ofiar

Tylko że nagie dane dotyczące zgonów covidowych nie obrazują jeszcze w pełni skali naszej pandemicznej klęski. Oficjalne raporty covidowe są zapewne niedokładne i na koronawirusa zmarło więcej osób, niż wynika to z danych Ministerstwa Zdrowia, poza tym ludzie umierają masowo również z powodu zatkanego systemu ochrony zdrowia.

Jakub Lipiński z Klubu Jagiellońskiego (z którego notabene wywodzi się Jadwiga Emilewicz) prowadzi na bieżąco aktualizowaną bazę danych zliczającą tak zwane nadmiarowe zgony z okresu pandemii. Nadmiarowe to znaczy przekraczające średnią tygodniową liczbę zgonów z lat 2015–2019. Pod tym względem wypadamy już zupełnie koszmarnie. Zsumowana liczba nadmiarowych zgonów w Polsce w okresie pandemii również niedawno przebiła „psychologiczną barierę”, tylko że znacznie wyższą, bo 200 tys. Dokładnie rzecz biorąc, w ciągu ostatnich dwóch lat liczba nadmiarowych zgonów w Polsce sięgnęła 214 tys., czyli zdecydowanie najwięcej w Europie.

Te 214 tys. zgonów daje niecałe 5,7 tys. zgonów na milion mieszkańców, w czym wyprzedza nas jedynie Bułgaria (8 tys.). W trzeciej pod tym względem Rumunii zmarło o 1,2 tys./mln mniej niż w Polsce, a w czwartej Słowacji 1,4 tys. mniej. Pod względem nadmiarowych zgonów prawie dwukrotnie wyprzedzamy Włochy i Hiszpanię, a Belgię i Francję nawet 2,5 raza. Wielka Brytania w okresie pandemii zanotowała 5 razy mniej nadmiarowych zgonów niż Polska. W Danii, proporcjonalnie licząc, zanotowano 6,5 raza mniej nadwyżkowych zgonów niż u nas.

To zupełny obraz klęski naszego systemu ochrony zdrowia, który jest integralną częścią systemu ekonomiczno-społecznego i którego efektywność w ogromnej mierze wpływa nie tylko na standard życia, bo to oczywiste, ale też na potencjał gospodarczy. To w końcu ludzie wytwarzają to PKB, z którego dumna jest Jadwiga Emilewicz. Gdy są zdrowsi, fizycznie i psychicznie, i generalnie w lepszej formie, to są w stanie robić różne rzeczy sprawniej i lepiej.

Jeszcze krótsze życie

Niestety pod tym względem potencjał naszego kraju w ostatnich latach spadł, a nie wzrósł. Dowodzi tego chociażby przeciętna długość życia, czyli jedna z podstawowych miar stanu zdrowia populacji. Już od 2014 roku tkwi ona w stagnacji – w latach 2014–2019 średnia długość życia mężczyzn poprawiła się o 0,3 roku, a kobiet ledwo o 0,2 roku. Co jest zresztą kolejnym dowodem na to, że z tak sfinansowanej ochrony zdrowia, jaką mamy w Polsce, więcej już nie wyciągniemy.

W 2020 roku zanotowaliśmy potężny regres. Średnia długość życia mężczyzny spadła o 1,5 roku (do 72,6 lat), a kobiety o nieco ponad rok (do 80,7 lat).

Swoją drogą, tak duża różnica między długością życia mężczyzn i kobiet jest typowa dla krajów, w których stan zdrowia społeczeństwa jest dosyć niski. W państwach wysoko rozwiniętych luka w długości życia między płciami jest znacznie niższa. W 2020 roku pod tym względem cofnęliśmy się do stanu z 2011 roku w przypadku mężczyzn i do 2010 roku w przypadku kobiet. Tak więc zaledwie w rok straciliśmy to, co udało się wypracować z ogromnym trudem w ciągu dekady. Brawo my! Po raz kolejny.

Po co narażać dzieci na chorobę? Szczepionka zapewni odporność bez infekcji

W zdecydowanej większości krajów rozwiniętych średnia długość życia spadła. Jednak w mało którym spadła ona tak znacząco. Według danych zebranych przez grupę naukowców z Oksfordu, opublikowanych w „International Journal of Epidemiology”, tylko w trzech państwach rozwiniętych pandemia miała bardziej demolujący wpływ na długość życia niż w Polsce. Mowa o Stanach Zjednoczonych, Litwie i Bułgarii. Pod względem średniej długości życia mężczyzn w wieku 60 lat Polska była już dokładnie najgorsza ze wszystkich 30 analizowanych państw – spadła ona o prawie 1,5 roku.

Są też dwa państwa, w których długość życia w 2020 roku nawet nieco wzrosła – to Norwegia i Dania. Szczególnie ta ostatnia prowadzi aktywną politykę antycovidową, chociaż ma zdecydowanie lepszą ochronę zdrowia niż Polska. W połowie grudnia Duńczycy wprowadzili daleko idące restrykcje związane z wariantem omikron.

W Polsce jak na razie się na to nie zanosi. Rządzący wzięli już na przeczekanie czwartą falę, więc teraz będą próbować podobnie uczynić z piątą. Dzięki temu, być może, pochwalić się będą mogli dobrymi wskaźnikami gospodarczymi, które uzyskane zostaną kosztem zdrowia publicznego.

Jest to poświęcenie, na które rząd jest gotów

Wskaźniki gospodarcze Polski po tych dwóch latach pandemii faktycznie są dobre, a na tle wielu państw Europy Zachodniej nawet bardzo dobre. Tylko że cena, jaka za to płacimy, jest straszliwa – ponad 200 tys. nadmiarowych zgonów, drastycznie skrócona długość życia i tysiące osób, które po przejściu covidu muszą się zmagać z długotrwałymi konsekwencjami oraz rehabilitacją. Ten regres stanu zdrowia bez wątpienia przełoży się na spadek polskiego potencjału gospodarczego. Tego nie będzie widać w bieżących wskaźnikach gospodarczych, ale w perspektywie sięgającej dekady lub dwóch już tak.

Obowiązkowe szczepienia – tak. To decyzja medyczna, a nie polityczna

„Zapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów” – stwierdził bohater znanego filmu animowanego. W kwestii pandemii rządzący zachowali się jak Lord Farquaad ze Shreka. Bohatersko ponoszą koszty ludzkie pandemii, żeby móc otrąbić tymczasowy sukces polskiej gospodarki.

Czy może zatem dziwić, że kiedy kończę pisać ten tekst, PAP podaje informacje, że 13 z 17 członków Rady Medycznej złożyło na ręce premiera Morawieckiego rezygnacje z doradzania rządowi w sprawie, bo widzą „brak wpływu rekomendacji na realne działania”?

Polscy politycy nigdy nie grzeszyli szeroką perspektywą, ale ci obecni zawęzili ją już do minimum – właściwie do najbliższego sondażu albo głosowania w Sejmie. Z takim sternikiem nasza rozchwiana na pandemicznym morzu łajba daleko nie dopłynie, choć faktycznie przez pewien czas może płynąć bardzo szybko.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij