Oleksij Radynski

Nie ma Ukraińca, nie ma problemu

Już niemal cały Giedroyc jest wydany po ukraińsku, a MSZ nie jest w stanie umożliwić Ukraińcom elementarnego złożenia wniosku o wizę.

MSZ z dumą pokazuje statystyki, z których wynika, że Polska wydaje Ukraińcom coraz więcej wiz. Dlaczego więc każdy, kto miał okazję starać się o polską wizę jeszcze parę lat temu, potwierdzi, że teraz jest to o wiele trudniejsze, a czasem po prostu niemożliwie?

MSZ-owskie statystyki wypadają o tyle dziwacznie, że z początkiem sezonu turystycznego sama możliwość starania się o wizę została w przypadku bardzo wielu Ukraińców zablokowana. Wygląda więc na to, że Polska nie potrafi zorganizować sprawnego mechanizmu aplikacji wizowej. Ale jakoś nie wierzę, żeby polskie państwo, nawet z całą jego nieudolnością, było w tej sprawie aż tak bezsilne. Wydaje się raczej, że zorganizować sprawnego mechanizmu aplikacji wizowej polskie państwo po prostu nie chce.

Trzeba przyznać natomiast, że sabotaż swoich bezpośrednich konsularnych obowiązków polskie państwo organizuje świetnie.

Zacznijmy od kwestii, dlaczego o tym sabotażu nie piszą ukraińscy dziennikarze. Otóż nie piszą, bo zostali przez politykę MSZ-u skorumpowani. Należą do jednej z bardzo niewielu kategorii Ukraińców, którzy mogą liczyć na pięcioletnią polską wizę. Oczywiście – jeśli będą się dobrze zachowywać. Wystarczy więc wcisnąć w zęby dziennikarzom długoterminowe wizy, żeby przez kolejne lata nie mieć kłopotu z krytyką w mediach. Urzędnicy słusznie założyli, że dziennikarze oburzają się przede wszystkim tym, co dotyka ich osobiście. Jeśli nie dotknie ich brak możliwości złożenia wniosku wizowego, nie napiszą o tym. A ci, którzy długoterminowej wizy jeszcze nie mają, nie napiszą tym bardziej, ze strachu, że jej nie dostaną.

I tak dziennikarzy mamy załatwionych. Co dalej? Jak poradzić sobie z tymi hordami głodnej hołoty, która tylko marzy o nielegalnej pracy w Polsce, a przy pierwszej okazji znów chwyci za widły? Po pierwsze, należy w całości przenieść system aplikacji wizowej do internetu. Uratuje to nas przed dzikusami, którzy nie mają do niego dostępu (w 2012 roku 52% Ukraińców), a resztę odda na łaskę hakerów, którzy natychmiast zablokują wszystkie istniejące w systemie daty rejestracji i zaczną sprzedawać miejsca w kolejce tym, których naprawdę stać na podróż do Polski.

Po drugie, należy odciążyć polskie państwo od tych kompromitujących i marudnych spraw wizowych, przekazując je prywatnej firmie, która za nic nie odpowiada. Pozwoli to również nieźle zaoszczędzić na pracy konsulatu. Centrum wizowe założone przez prywatną firmę ma niby wydawać więcej wiz, ale to nic strasznego: wszystkie daty w jego systemie rejestracji też zostaną natychmiast zablokowane przez hakerów. Dla najbardziej upierdliwych użytkowników założy się telefoniczny system rejestracji, gdzie nikt nie  odbiera telefonu. I będzie zabawa!

Nie wiem, czy wszystko to rzeczywiście wynika ze złej woli, czy jest tylko skutkiem zaniedbania i braku profesjonalizmu. Wiem natomiast, że dokładnie tak, jak to opisałem, widzi tę sprawę przeciętny Ukrainiec, który ma pecha starać się o wizę. A co jeszcze może sobie pomyśleć osoba, która po wejściu na stronę konsulatu dowiaduje się, że najbliższa dostępna data złożenia dokumentów jest za dwa miesiące? Gdy centrum wizowe, gdzie trzeba płacić za złożenie wniosku niezależnie od efektu, przez długie miesiące podaje, że dostępnych dat w ogóle nie ma? Gdy telefon, pod którym w tym centrum teoretycznie można zgłosić składanie wniosku, nie działa? Gdy nawet jeśli się udało zarejestrować wniosek, to trzeba sfałszować dokument o wysokości zarobków, bo aktualne zarobki Ukraińców nie liczą się w konsulacie jako przekonujące do przyznania wizy? Gdy nawet jeśli udało się dostać wizę, wcale nie gwarantuje to wjazdu do Polski, ponieważ straż graniczna jest upoważniona decydować o losie każdego podróżnika zależnie od swojego nastroju, ilości wypitego dzień wcześniej alkoholu oraz poziomu patriotyzmu?

A co jeśli przypomnimy sobie, że parę lat temu – przed wprowadzeniem obowiązku rejestrowania się wyłącznie w internecie – kłopotu ze składaniem wniosku do konsulatu nie było w ogóle?

Mogę zrozumieć MSZ, które sztucznie podbija sobie statystyki poprzez masowe przyznawanie parudniowych wiz kosztujących 35 euro: lepiej wydać ich dziesięć niż jedną długoterminową i wpływy do budżetu podskoczą. Mogę uznać, że MSZ dość sprytnie obniża sobie statystyki odmów wizowych, ponieważ wpadło na to, jak uniemożliwić składanie wniosków na skalę masową (co prawda coś mi podpowiada, że ten w sposób łamie podstawowe prawa człowieka, bo bez uzasadnienia ogranicza prawo do przemieszczania się).

Nie mogę zrozumieć jednego: jak długo polska polityka wschodnia będzie trwać w tak daleko posuniętej schizofrenii?

Wydajecie ogromne pieniądze na niekończące się dyskusje o pojednaniu, na promocję słusznej literatury, na szkolenia dla agentów kultury polskiej i na inne przejawy polskiego prometeizmu. Czy nie jest jednak jasne, że kiedy tak bardzo chce się być dla kogoś wzorcem, należy nie tylko opowiadać, jakim się jest wspaniałym, ale też odpowiednio się zachowywać? Już niemal cały Giedroyc jest wydany po ukraińsku, a MSZ nie jest w stanie umożliwić Ukraińcom elementarnego złożenia wniosku o wizę. Powtarzam: złożenia wniosku. Nie chodzi już nawet o ułatwienie procedury wizowej czy jej zniesienie.

To wszystko sprawia, że dla większości Ukraińców spotkanie się z Polską zaczyna się od kłamstwa, chamstwa i wymuszonej korupcji. Nie wiem, czy nie dlatego polska polityka wschodnia wypada tak żałośnie. Oszczędźcie więc kasę na rozmowach o pojednaniu, tak jak oszczędzacie na pracy konsulatów.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Oleksij Radynski
Oleksij Radynski
Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, współzałożyciel Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.
Zamknij