Felieton

Dwie kupy na przejściu granicznym

Czym jest przejście graniczne? Przyzwyczailiśmy się do tego, że granice są płynne, niewidzialne, rozproszone. Że przejście graniczne to przede wszystkim prześwietlanie, skanowanie, nadzór wideo. Albo na drugim biegunie – wojska Frontexu, tonące łodzie, więzienia dla nielegalnych imigrantów. Zwracamy uwagę na sytuacje ekstremalne, graniczne w każdym tego słowa znaczeniu. Nie widzimy natomiast cichej rutyny przemocy, która toczy się na polskiej granicy codziennie. W całkowitej zgodzie z prawem i regulaminem straży granicznej. 

Pisząc o przemocy, nie mam na myśli jej wymiaru symbolicznego. Chodzi o przemoc jak najbardziej fizyczną. Nazwałbym ją torturą. Ale torturą jest to, czemu ktoś jest poddawany przez innego. Jeśli natomiast jest się torturowanym z własnej woli, możemy mówić najwyżej o autotorturze. Jeśli ktoś dobrowolnie poddaje się znieruchomieniu, naraża się na długotrwałe przebywanie na mrozie lub spiekocie oraz opresję psychologiczną można go nazwać masochistą. Albo po prostu jest to ktoś, kto postanowił przekroczyć polsko-ukraińską granicę w Medyce. 

Zbliżając się do przejścia granicznego, podróżnicy wołają do wracających z tamtej strony swoich kolegów:

– Czy jest kupa?

– Jest kupa! Nawet dwie!

– Dwie kupy i liej?

– Dwie kupy co najmniej.

Kupa – to tłum ludzi, który zbiera się przy bramce na przejściu granicznym, zanim trafia do uregulowanej kolejki po tej stronie bramki. (To ta kolejka jest nazywana liejem). Bramka jest otwierana tylko raz na półgodziny, a to, co dzieje się na zewnątrz od niej, nie dotyczy tych, którzy ją otwierają. Więc toczy się tu pierwotna walka o przetrwanie, chwilowy stan natury przed wejściem do cywilizacji. Każda osoba, która pojawia się na przejściu, zostaje natychmiast wtłoczona w kupę, unieruchomiona, ściśnięta przez nadchodzące z tyłu podróżniczki. Używam formy żeńskiej, bo kupa składa się w przeważnej większości z kobiet, najczęściej w wieku podeszłym. 

Nie wiem, czy są statystyki dotyczące liczby wypadków śmiertelnych na pieszym przejściu granicznym w Medyce. Wygląda na to, że śmierć, powiedzmy, starszej pani na zawał serca po spędzeniu pół godziny w tłumie, ściśniętym niczym śledzie w beczce, może być wyłącznie jej własną winą. Nie każdy przecież potrafi przejść przez gęste sito doboru naturalnego. Kupa ma 10 sekund na to, żeby przenieść się za bramkę i ustawić się w lieju. Całkowity brak organizacji przestrzennej sprawia, że kilkadziesiąt osób jest zmuszonych do jednoczesnego szturmu. 

Tymczasem w oddaleniu kilkunastu metrów, nie ograniczony już przez żadną bramkę, stoi tak samo zbity tłum. To druga kupa. Ludzie, którzy dobrowolnie cofnęli się od bramki, by zmniejszyć napór oraz zapobiec temu, że ktoś zostanie zadeptany na śmierć. Jedyny obecny na miejscu funkcjonariusz straży granicznej patrzy na to widowisko z nieskrywaną pogardą, jak na bydło, niezdolne do ustawienia się w normalnej, cywilizowanej kolejce. Musi być z siebie dumny. Otwierając bramkę, spełnia ważna misję cywilizacyjną.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Oleksij Radynski

| Publicysta i filmowiec (Kijów)
Filmowiec dokumentalista, członek zespołu Centrum Badań nad Kulturą Wizualną w Kijowie. W latach 2011-2014 redaktor ukraińskiej edycji pisma Krytyka Polityczna.