Felieton

Czym jest supermarket?

Akcja nowego filmu Macieja Żaka toczy się w dużym supermarkecie. Właśnie trwa przedsylwestrowe szaleństwo zakupowe. Zamieszanie i tłok sprzyjają drobnym kradzieżom. Z samego rana kierownik sklepu odbywa ostrą rozmowę z szefem ochrony, panem Jasińskim, dorabiającym do emerytury, byłym ubekiem, i ostrzega, że jeśli ten nie okaże się wystarczająco skuteczny, zrezygnuje z usług jego firmy. Grupę ochroniarzy stanowi całkowicie przypadkowa zbieranina osób, których nie łączy ze sobą nic poza rodzajem wykonywanej pracy. Mamy więc: byłego studenta, sympatycznego, mało rozgarniętego grubasa, agresywnego blokersa i w końcu pasierba samego Jasińskiego, wrażliwego muzyka-lekkoducha, któremu ojczym załatwił stałe zajęcie we własnej firmie.

Skarcony przez kierownika Jasiński mobilizuje swoich ludzi. Ochroniarze zwiększają czujność i krążą po sklepie, starając się wyśledzić wszystkich potencjalnych złodziei. W ich ręce wpada jeden z klientów. Mężczyzna podejrzany o poważną kradzież zostaje zatrzymany, zamknięty w odosobnionym pomieszczeniu i wbrew prawu poddany brutalnemu przesłuchaniu. Po drobiazgowej rewizji okazuje się jednak, że nie zapłacił tylko za tabliczkę czekolady. Rozwścieczony klient grozi pozwem sądowym, ochroniarze stają się coraz bardziej zdenerwowani pomyłką, jaką popełnili, a tym samym coraz bardziej agresywni. Sytuacja wymyka się spod kontroli…

Żeby nie psuć ewentualnym widzom przyjemności oglądania filmu, powstrzymam się od dalszego opisywania fabuły. Wystarczy, jeśli powiem, że Żakowi udało się opowiedzieć intrygującą historię kryminalną, która w mojej opinii wyróżnia się zdecydowanie na tle tego, co ma zazwyczaj do zaoferowania polskie kino. Film nie tylko trzyma w napięciu, ale tworzy spójny, opowiedziany konsekwentnym językiem obraz, z którego wnikliwy obserwator może się sporo dowiedzieć na temat polskiej rzeczywistości. Nie jestem tylko pewna, czy stworzenie takiego obrazu było świadomym zamysłem reżysera…

Akcja filmu została umiejscowiona w supermarkecie, czyli miejscu, które w naszych czasach stało się symbolem wyzysku społecznego. Żak nie kręci jednak fabuły interwencyjnej. Feudalno-kapitalistyczna machina sklepu ma poboczne znaczenie, które można zupełnie pominąć. Od czasu do czasu pojawia się co prawda arogancki dyrektor albo jego ordynarny zastępca, żeby pogrozić palcem kasjerkom lub funkcjonariuszom ochrony. Wydaje się jednak, że większość pracowników nie przejmuje się specjalnie kierownictwem. Mamy roześmianą sprzedawczynię, która wypisuje w łazience obraźliwe teksty pod adresem przełożonych, na zapleczu kwitnie romans, gruby ochroniarz wbrew ostrym reprymendom obżera się całkowicie jawnie na oczach swoich pracodawców.

Teoretycznie wszyscy znajdują się pod presją i nieustanną groźbą zwolnienia. Sceny, podczas których oglądamy szefów sztorcujących swoich podwładnych, są nieprzyjemne, ale z drugiej strony bywają jednocześnie zabawne i potraktowane z przymrużeniem oka, dlatego trudno uwierzyć w autentyczną grozę sytuacji. A jednak w magazynach sklepu dochodzi do okrucieństwa. Gdzie więc szukać przyczyny zła, które objawia się w tak niespodziewany sposób?

Odpowiedź, jaką daje nam Maciej Żak, nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Z jednej strony przyczyny dramatu należy poszukiwać u samego dołu supermarketowej piramidy. Winy nie ponosi kapitalistyczna, opresyjna machina, która ustawia swoich pracowników w przymusowej sytuacji. Poza Jasińskim żaden z głównych bohaterów nie wydaje się autentycznie przyciśnięty do muru, a i ten radzi sobie w końcu z kierownikiem za pomocą brutalnej groźby. Zło leży w samych ludziach, w ich pazerności i bezwzględności, głęboko schowane na dnie duszy, gotowe ujawnić się w sprzyjającym momencie, zło niezależne od tego, w jakim układzie i na jakim szczeblu drabiny społecznej ulokował ich los.

Człowiek, który ponosi największą odpowiedzialność za tragiczne wydarzenia, czarny charakter filmu Żaka, to były ubek. I tu reżyser jasno wskazuje na komunistyczną przeszłość. Ostatecznie niegodziwość, która eskaluje podczas trwania filmu, ma swoje źródło w duszy pojedynczego człowieka i w naszej historii, od której nie potrafimy się uwolnić.

Kontekst obyczajowo-społeczny został w dużej mierze usunięty. Nie tylko miejsce akcji wydaje się mało znaczące, również bohaterowie Żaka, mimo że dotyczą ich podobne problemy i troski, nie tworzą społeczności, tylko całkowicie przypadkową zbieraninę obojętnych wobec siebie osób. Relacje pomiędzy bohaterami pozostają na poziomie indywidualnym albo przypominają układ o półgangsterskim charakterze. Tym, co łączy ich ostatecznie w grupę, jest współudział w przestępstwie. Ograniczając w ten sposób tło swojego obrazu, Żak mimowolnie mówi coś bardzo istotnego o tym, w jakich kategoriach postrzegamy polską rzeczywistość.

Wychodząc z kina pomyślałam, że Supermarket kojarzy mi się jednoznacznie z innym polskim filmem, w którym grała część tych samych aktorów. W Domu złym Smarzowskiego mamy również do czynienia z niespodziewaną eskalacją zła i przemocy, której przyczyny należy upatrywać w bezwzględnej zachłanności i okrucieństwie człowieka, dodatkowo podsycanym przez ponure komunistyczne realia. Akcja Domu złego toczy się w jednak Polsce sprzed transformacji ustrojowej. Tymczasem Żak przy pomocy innych rekwizytów używa dokładnie tego samego języka do opisu współczesnej rzeczywistości, i nie wydaje się to przypadkowe.

Supermarket stanowi doskonały przykład na to, w jaki sposób rozumiemy polską teraźniejszość, w jakich kategoriach o niej myślimy i jakich narzędzi używamy, żeby ją opisywać. Wydawałoby się, że nie sposób mówić tym samym językiem o dwóch tak bardzo różnych światach: komunistycznym i kapitalistycznym. A jednak porównując Supermarket i Dom zły widać wyraźnie, że to właśnie robimy. Ponad dwadzieścia lat temu nasz kraj przeszedł gwałtowną transformację. Zmianie uległy: ustrój, rynek, relacje społeczne, a z nimi razem indywidualne cele i ambicje. Tymczasem wygląda na to, że z obserwacji nowej rzeczywistości wysnuwamy wciąż te same wnioski. Analizując film Smarzowskiego i Żaka można odnieść wrażenie, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nic się w Polsce nie zmieniło.

Nie da się przedstawić historii człowieka, wyrywając go całkowicie z kontekstu. Nie da się oddzielić ludzkich pragnień, ambicji, zawiści i podłości od świata, w którym przyszło mu żyć. Do tego, żeby mówić o współczesnym świecie, potrzebujemy nowego języka. Dopóki się go nie nauczymy, nie uda się nam opowiedzieć historii, która byłaby uniwersalna i jednocześnie autentyczna. Co gorsza, nie uda się nam zrozumieć, kim właściwie jesteśmy.

Bio

Kaja Malanowska

| Pisarka
Z wykształcenia biolożka, napisała doktorat z genetyki bakterii na University of Illinois at Urbana-Champaign. Felietonistka „Krytyki Politycznej”. Zadebiutowała powieścią "Drobne szaleństwa dnia codziennego" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2010), która przyniosła jej uznanie krytyki i nominację do Gwarancji Kultury – nagrody TVP Kultura. Autorka książek "Imigracje" i "Patrz na mnie Klaro!".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.