Felieton

Czy Lewica powinna spróbować sojuszu z Hołownią?

Fot. Monika Bryk

Co dawałby taki sojusz Hołowni? Sojuszniczy klub w Sejmie i ucieczkę od kościółkowatości. A Lewicy? Profesjonalną obsługę medialną, ale też sondażową wagę, całe 17−18 proc., dzięki czemu jej wyborcy przestaliby się bać, że ich głos będzie stracony.


Okazuje się, że niespodziewany transfer Hanny Gill-Piątek z Lewicy do ruchu Szymona Hołowni niespodziewanym był raczej dla osób mniej zainteresowanych polityką. Insajderzy polityczni od pewnego czasu bowiem powtarzali, że takie transfery będą miały miejsce. Ba, w obiegu medialnym pojawiają się kolejne nazwiska, także z kręgu Koalicji Obywatelskiej. Co ciekawe, są to przede wszystkim nazwiska osób o progresywnych na tle PO poglądach, co najlepiej pokazuje, w jakim kierunku chce iść Hołownia.

I to jest powód pierwszy do rozważenia ewentualnego sojuszu Lewicy z jego ruchem. Powód drugi to słynny list Hołowni do ludzi lewicy przed wyborami prezydenckimi. List o tyle interesujący, że to jedyny taki list, którzy wyborcy lewicy otrzymali od kandydatów na prezydenta. Całej reszty lewica nie obchodzi. Czego ludzie lewicy mogli się z niego dowiedzieć o poglądach Hołowni? Ano mogli się dowiedzieć, że „przekonują mnie lewicowe teksty o prawach pracowniczych i równości praw kobiet. Dogadałbym się z lewicą w kwestii realizacji przez państwo prawa do mieszkania. Poważne traktowanie losu ludzi z problemem bezdomności również byłoby jednym z oczywistych punktów wspólnych. Tych punktów jest zresztą dużo więcej: od stosunku do ruchów miejskich, przez potrzebę decentralizacji urzędów, aż po politykę historyczną wokół Tadeusza Kościuszki. Mamy szansę na realny dialog, w którym upatruję szerokiego pola do naturalnej afiliacji. Polityka musi zacząć polegać na szukaniu podobieństw, a nie na wzniecaniu kolejnych wojen”.

Szymon Hołownia: List do ludzi lewicy

czytaj także

Cóż, dla jednych to mało, dla drugich, na tej ideowo wyjałowionej pustyni zwanej polską polityką, to dużo. Nie przypadkiem jednak takiego listu nie napisał Trzaskowski. Nie przypadkiem na takie postulaty raczej nie chciałaby przystać Platforma Obywatelska. Nie przypadkiem Hołownia jest na lewo od PO. A skoro z tym PO obecna parlamentarna Lewica jest w sojuszu nie tylko w miastach, ale przede wszystkim w Senacie, to wydaje się, że pomysł sojuszu z bardziej lewicowym Hołownią jest wart chociażby przemyślenia, prawda?

Co taki sojusz dawałby Lewicy?

Przede wszystkim medialność. Otóż to nie jest tak, że Lewica, wbrew radom rozmaitych wujków i cioć, nie potrafi zajmować się przyziemnymi sprawami i jest partią jednego tematu. Nie − na 10 osób z najwyższą liczbą interpelacji osiem to osoby z Lewicy, a dziewiątą jest Hanna Gill-Piątek, notabene liderka tego rankingu.

Problem jest bardziej z nagłośnieniem tego, co Lewica robi i co chce zmienić, jakie ma projekty ustaw, a ma całkiem rozsądne. W tym właśnie pomógłby Hołownia, który po prostu umie w media społecznościowe. Na tym właśnie opierała się przecież cała jego kampania i gdyby nie wolta z podmianą kandydatów, to dzięki tej medialnej kampanii właśnie Hołownia miałby szansę wejść do drugiej tury, a nawet wybory wygrać.

Hanna Gill-Piątek przechodzi do… Hołowni. „W Sejmie będę głosować zgodnie z tym, co obiecałam”

Lewica dostałaby więc wreszcie profesjonalną obsługę medialną, albowiem jak na razie jest ona bardzo, ale to bardzo amatorska. Taki sojusz zwracałby też Lewicy wyborców Wiosny. Projekt Biedronia pomyślany był dla tych wyborców, którzy chociaż są progresywni i umiarkowani lewicowo, to na tzw. true lewicę jednak nigdy nie zagłosują. W wyniku kolejnych klęsk Biedronia wyborcy ci uciekli, w tym uciekli także do Hołowni.

Sojusz Lewicy z Hołownią pozwalałby odzyskać dawnych wyborców Wiosny, których łatwiej byłoby przekonać do tego wspólnego progresywnego projektu, i jednocześnie zawczasu wypłukać z poparcia szumnie ogłaszany ruch Trzaskowskiego.

Ewolucyjna lewica Hołowni

Co dawałby taki sojusz Hołowni?

Przede wszystkim ucieczkę od kościółkowatości. Szymon Hołownia − mimo ostrego jak na Polskę postulatu rozdzielania Kościoła od państwa, dla tegoż Kościoła własnego dobra − wciąż jest postrzegany jako polityk klerykalny. Tymczasem nastroje na antypisowskiej opozycji są coraz bardziej antyklerykalne (co nie znaczy antyreligijne), wobec czego ta łatka zaczyna mu ciążyć. Sojusz z Lewicą pozwoliłby mu się od niej uwolnić.

Zagłosuję na Hołownię

Po drugie, ważniejsze, Hołownia uzyskałby wówczas nie tylko dostęp do własnego koła, ale uzyskałby sojuszniczy klub w Sejmie oraz mniejszość blokującą w Senacie. A to oznacza, że razem z Lewicą mógłby zacząć robić prawdziwą politykę. Za kilka miesięcy jego kazania na fejsbuku się znudzą i zacznie się szukanie nowej formuły. Sojusz z Lewicą będzie wtedy jak znalazł.

Wreszcie oczywistym jest, że liberalne media, zakochane w PO, będą robiły wszystko, żeby utrącić jego pomysły, wszyscy tam zakochani są w świętym Rafale i każdy, kto nie z nim, to zdrajca. Utrącić Hołownię razem z Lewicą byłoby trudniej.

A co dawałby taki sojusz Lewicy i Hołowni razem?

Przede wszystkim sondażową wagę, całe 17−18 proc., a to przy 25 proc. poparcia dla KO wskazywałoby na dość wyrównany wynik. Trudno byłoby nie tylko mediom, ale przede wszystkim wyborcom przejść nad tym do porządku dziennego i ci ostatni zaczęliby rozważać głosowanie na nowy blok progresywny. To nie jest bowiem tak, że wyborcy anty-PiS chcą tylko głosować na partię Budki i Schetyny. Oni ciągle szukają alternatywy, ale jednocześnie panicznie się boją poprzeć kogoś, kto może nie wejść do parlamentu. Sojusz Lewicy z Hołownią zmniejszałby ryzyko straconego głosu, czyli czegoś, co jest największą bolączką Lewicy od dekady.

Nie, Hołownia nie jest pożytecznym idiotą Dudy (ani agentem PiS)

Oczywiście taki sojusz musiałby być poprzedzony analizą wszelkich wad i ryzyk politycznych, a także bardzo dokładną umową koalicyjną ze spisanym protokołem rozbieżności, zwłaszcza w przypadku spraw światopoglądowych. Można nad tym ubolewać, ale pamiętajmy: przy obecnym rozkładzie sił liberalizacja prawa do aborcji nie ma żadnych szans, a z Hołownią uchwali się związki partnerskie. Z Platformą co najwyżej prawo odwiedzin w szpitalu, po uprzedniej wizycie u notariusza z odpowiednio wysoką taksą notarialną.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.