Felieton

Żelazna Stopa

Kończy się tydzień, podczas którego – w USA i w Polsce, dwóch krajach bez lewicy – centryści (przy dodatkowym założeniu centrum przesuniętego w takich krajach na prawo) przegrywali z prawicą na każdym froncie. W Polsce Donald Tusk coraz skuteczniej budował przeciwko sobie koalicję wszystkich możliwych prawicowych sił, od oligarchicznego biznesu, któremu jako polityczne otoczenie bardziej odpowiada państwo nigeryjskie niż europejskie czy nawet polskie (cyt. za Jan Kulczyk w swoich najnowszych wywiadach), aż po klerykalnych i udających klerykalizm „przyjaciół prawicowego ludu”. Już wyłącznie prawicową siłą stał się przy tej okazji także nasz największy związek zawodowy, którego lidera Tusk konsekwentnie wepchnął w ramiona Kaczyńskiego, zgodnie z zasadą, że skoro wyborcy PO nauczyli się już żyć i mobilizować w dwubiegunowym systemie politycznym, to po co im jeszcze pokazywać jakiś trzeci podmiot, jakichś związkowców? Nowe polskie mieszczaństwo od takiej komplikacji tylko głowa rozboli. Jak się jednak związkowcy w oczach elektoratu PO staną po prostu pisowcami, to klawo, problem „trzeciej siły” i związanych z nią komplikacji przestanie w umysłach nowego polskiego mieszczaństwa w ogóle istnieć. A że się w ten sposób podaje Kaczyńskiemu na tacy parę milionów jakoś jednak zorganizowanych ludzi, zdolnych tu komunikację na chwilę sparaliżować, tam – np. na Śląsku – zorganizować krótki strajk generalny, gdzie indziej znowu pójść w wielotysięcznym marszu – to nie jest dla podtrzymujących dwubiegunowość konfliktu politycznego w Polsce piarowców Platformy żaden problem.


W USA Obama przegrał debatę ekonomiczną (czyli najważniejszą) z Romneyem, kapitalistą nowego „neoliberalnego” typu, który nauczył się rabować gospodarkę, zamiast ją budować. Romney jako skuteczny likwidator „gospodarki realnej” po prostu musiał zmasakrować Obamę jako jej nieskutecznego obrońcę. Użył do tego celu twardego, uniwersalnego języka Krzysztofa Rybińskiego, Roberta Gwiazdowskiego i innych neoliberalnych „roninów” naszego świata głoszących wyższość rynku nad polityką i państwem oraz degresji podatkowej nad podatkową progresją, podczas gdy Obama nie miał w tym sporze żadnego własnego języka, co tylko potwierdza fakt absolutnej dzisiaj hegemonii neoliberalizmu.


Żałować Obamy, że dysponując piarowym wsparciem jedynego globalnego supermocarstwa nie dał sobie rady z Romneyem? To jak żałować Tuska. Trochę nie uchodzi. Ale ja nie o żałowaniu tu mówię, ale o brutalnym rachunku sił. Jak tak dalej pójdzie, to globalny rynek (jego faktyczni beneficjenci i podrzędne sługusy) rozwali do końca resztki państwa i społeczeństwa na naszym globie, paradoksalnie posługując się do tego celu globalnym ludem, którego wywołane przez globalizację lęki beneficjenci i sługusy rynkowej globalizacji będą w tym nowym świecie „Żelaznej Stopy” (cyt. za Jack London) obsługiwać prawicowymi banałami kulturowej wojny. Oczywiście, zgodnie z zasadą im gorzej tym lepiej, wtedy przyjdzie wreszcie czas na zwycięstwo „prawdziwej lewicy” nad Wisłą i na całym świecie. Tylko że ja w takie zwycięstwa zza grobu nie wierzę. Jako postępowiec o konserwatywnym usposobieniu lubię bronić wszystkiego, co jest przed nadciągającą (właściwie już tu jest) cyniczną i agresywną nicością.


Jeśli Kaczyński rzeczywiście Tuska obali, znów (tak jak w 2005 roku, kiedy w swoim mniemaniu obalił „łże-elity III RP”) zamiast władzy dostanie dziecięce zabawki wydrążonego przez globalizację państwa narodowego. I znowu w poczuciu absolutnej bezsilności zaangażuje się w walkę z lokalnym, spersonalizowanym „układem”, którą znowu przegra. Ile czasu można tracić na takie rozrywki? W Polsce można na nie tracić całą wieczność naszej narodowej historii.


Jeśli natomiast Romney obali Obamę, wówczas może nawet nie on sam (w polityce zagranicznej Romney nie ma ani żadnych ambicji, ani żadnych kompetencji), ale stojące za Republikanami ideologiczno-biznesowe lobby znów zacznie rozwalać Unię Europejską, znów używając zmobilizowanych do tego celu na tyłach UE „polskich patriotów” (Wildstein, Ziemkiewicz, Wróblewski już stawiają swoje kosy na sztorc w oczekiwaniu na Herkulesy Republikanów transportujące na lotnisko im. Fryderyka Chopina niepokonane Komando Foki). I znów będzie to skuteczne, jako że Polska nadal faktycznie do Unii nie należy. To znaczy nasi premierzy, ministrowie, samorządowcy, a nawet niektórzy prywatni biznesmeni nauczyli się pasożytować na funduszach unijnych. W ramach „integracji” Polska otwarła też swój rynek wewnętrzny, zrezygnowała z własnego systemu bankowego, a nawet zaakceptowała pasywną i głęboką dezindustrializację. Ale społecznie, ideowo i politycznie do Unii nie należymy, akurat na poziomie nadbudowy wciąż jesteśmy cholernie suwerenni (poczytajcie sobie polskie gazety, pooglądajcie polskie telewizje, posłuchajcie polskich polityków, a nawet co poniektórych socjologów). 


Dlatego po ewentualnym zwycięstwie Romneya tak łatwo będzie taką suwerenną wyłącznie na poziomie nadbudowy Polskę zmobilizować przeciwko Unii Europejskiej. Za pomocą dwóch kłamstw, które już były w użyciu i zawsze skutecznie. Pierwszego – o Polsce jako amerykańskim lotniskowcu, z którego będą startowały amerykańskie rakiety i drony do swoich misji nad Moskwę. Reagan, a potem obaj Bushowie – żeby wspomnieć wyłącznie Republikanów, którzy takim kłamstwem z lubością się posługiwali – ostatecznie zawsze swój „polski lotniskowiec” demontowali, kiedy w Reykjaviku, Waszyngtonie czy Petersburgu mogli już bezpośrednio z Gorbaczowem, Jelcynem czy Putinem ponegocjować na temat redukcji atomowych głowic czy blokowania Iranu. I drugiego kłamstwa – o osi prawicowy Waszynton, prawicowy Londyn, prawicowa Warszawa i prawicowy Tel-Awiw, która powinna być dla Polaków ważniejsza, niż jakiś tam „eurokołchoz”. Każde kłamstwo, które poruszy Polaków przeciwko Brukseli, pod władzą Romneya i Republikanów otrzyma wsparcie całej finansowej i medialnej potęgi jedynego globalnego supermocarstwa, a także jego służb.


Obama jako prezydent USA przynajmniej tych kłamstw nie używał, co już jednak np. Wałęsę tak bardzo u niego drażni, bo Wałęsa w świecie tego zimnowojennego kłamstwa przecież dorastał, a i tak był jednym z bardziej realistycznych jego użytkowników.

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.