Felieton

Śmieciowa podmiotowość

Umowy śmieciowe będą trochę mniej śmieciowe. Miałyby od nich być odprowadzane obowiązkowe składki na ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.

Umowy śmieciowe będą trochę mniej śmieciowe. Miałyby od nich być odprowadzane obowiązkowe składki na ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne. Donald Tusk ma podobno wybrać raczej rozwiązanie Schroederowskie niż Romneyowskie i ogłosić je w swoim „drugim expose”. „Rzeczpospolita” się na to straszliwie oburza, straszy ZUS-em i powszechną opieką zdrowotną jako synonimami przerażającego i niewydolnego socjalizmu, zorganizowanej przez państwo kradzieży, od której najlepiej się uwolnić rezygnując z ubezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego w ogóle (gdyż tylko taki jest realny wybór ludzi pracujących zbyt długo na umowy śmieciowe). Wysłuchiwane przez dziennikarzy „Rzepy” środowiska polskiego biznesu (mam nadzieję, choć niestety nie mam pewności, że nie wszystkie, a tylko te najbardziej krótkowzroczne, w których egoizm społeczny zdławił nawet instynkt samozachowawczy) zapowiadają, że w takim razie nawet z pracą na umowy śmieciowe trzeba się będzie w Polsce pożegnać, zamiast tego będzie już tylko praca na czarno. Romney mógłby się od redaktora Wróblewskiego uczyć, gdyby sam już w takiej retoryce nie był dosyć biegły.

 

W tym samym momencie Jarosław Kaczyński obiecuje więcej państwowego – budownictwa, służby zdrowia, szkolnictwa – chociaż przy jednoczesnym obniżaniu podatków, w co nijak nie potrafię uwierzyć. Znam oczywiście reaganomikę polegającą na obniżaniu podatków i podnoszeniu wydatków państwa. Kwitła ona w USA przez lat nieomal trzydzieści, a zakończyła się kompletnym zdelewarowaniem gospodarki światowej, ponieważ dziurę wydrążoną przez reaganomikę w amerykańskim budżecie trzeba dziś zasypywać rezerwami finansowymi całego świata. Tyle że Polska nie jest Ameryką, więc i Jarosław Kaczyński nie będzie mógł reaganomiki prowadzić przez 30 lat. On jej nawet nie rozpocznie.

 

Nawet jeśli jednak uwierzyć w autentyzm, szczerość (jest dużo synonimów i żaden nie trafia) zwrot Jarosława Kaczyńskiego od Smoleńska do etatyzmu, to jego realne medialne i inteligenckie zaplecze – bo tym właśnie są komentatorzy i analitycy z „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”, a także ludzie, którym lektura ich tekstów porządkuje poglądy – wybiera niewzruszony język i autorefleksję Tea Party. Do starości na umowach śmieciowych, bez ubezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego, natomiast z niestrudzoną pewnością zostania milionerem, bo przecież skoro żadnego „europejskiego socjalizmu” już wtedy w Polsce, tak jak i w Ameryce nie będzie, to kto by nam mógł w zostaniu milionerami przeszkodzić? Oczywiście że Romney byłby dla takich ludzi lepszym politycznym liderem niż Jarosław Kaczyński, ale z braku laku…

Dlatego nie wierzę w socjalność PiS i efektywny etatyzm tej partii (poza łapaniem „psujów”, którzy państwo okradają). „Rzeczpospolita” i „Uważam Rze” to inteligencki adresat PiS, dostarczający im także inteligenckich kadr i sympatyków. Po zmianie właściciela i redaktora jednego z tytułów to medium może też być po raz pierwszy pośrednikiem pomiędzy Kaczyńskim i polską oligarchią biznesową. Ale nie na warunkach Dudy tylko na warunkach naszej oligarchii (Polska drugą Nigerią?, w takim razie gaz łupkowy jest już koniecznością, oby tylko istniał).

 

Naturalistycznej prawicy też w to graj, ona w postęp nie wierzy, wierzy tylko w hodowlę ludzkich zwierząt bardzo twardą ręką. Co z tego, że jedno czy drugie pokolenie skutecznie wychowane w duchu Tea Party w ogromnej części trafi do piachu (bo niewielu z nas zostanie milionerami, a wielu spędzi całe życie bez ubezpieczeń). Widok ludzi pod ścianą albo pod zamkniętymi przed nimi drzwiami szpitala „wreszcie innych nauczy” dbania o siebie, swój własny los i swoją rodzinę.

 

A może istotnie powszechne i obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne oraz powszechne i obowiązkowe ubezpieczenie emerytalne zdemoralizowały nas do tego stopnia, że pozwolimy się ich pozbawić klaszcząc jeszcze w dłonie?
Jeśli Tusk rzeczywiście ogłosi przejście na tym bardzo ograniczonym polu na umiarkowany schroederyzm, to w tym konkretnym przypadku będę bronił tego „liberała” przed wiernymi publicystycznymi bojownikami „etatysty” Kaczyńskiego. Tylko że nawet nie wiadomo, czy on to ogłosi, bo – jak zdradził Jan Rulewski w wywiadzie dla Onetu – nie wiedzą tego nawet senatorzy PO (Rulewski jest jednym z nich) będący już tylko maszynką do głosowania nad projektami, których treści nie znają do ostatniej chwili. 

 

Także przed piątkowym wystąpieniem premiera w Sejmie wśród senatorów i posłów PO zapanowała – jak szydzi sobie trochę Rulewski – atmosfera nerwowości. Nikt nie wie, co Tusk powie, a przecież czegokolwiek by nie powiedział, trzeba tego będzie bronić znajdując jakieś argumenty ad hoc. To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego wokół Tuska nie buduje się kapitał społeczny. No i dlaczego „premier ciągle jest sam” (parafraza za piosenką Mury Jacka Kaczmarskiego i wywiadem Tomasza Lisa z premierem).
A właściwie, biorąc pod uwagę głosowanie posłów nad projektami ustaw dotyczących zakazu aborcji („liberałowie” z PO zrezygnowali z podmiotowości na rzecz obrony „kompromisowego” zakazu aborcji, „konserwatyści” z PO okazali podmiotowość głosując za skierowaniem do komisji projektu zakazu aborcji bezkompromisowego), może faktycznie nie są to ludzie, którym należałoby pozostawić podmiotowość. Skoro jedyny użytek, jaki z niej robią to próba pozbawienia podmiotowości tych, którzy nie podzielają ich poglądów i wiary. Najlepiej za pomocą prawa państwowego.

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.