Felieton

Sequel Eurogeddonu

Jakieś trzy dni temu udało mi się napisać najbardziej chyba spolegliwy i pojednawczy felieton w całej mojej publicystycznej karierze (wystarczy spojrzeć na jego tytuł: „nie ma wrogów w centrum…”). Jednak w odpowiedzi (a właściwie, jak to zwykle u nich, zamiast odpowiedzi) Rybiński, Karnowski i paru innych wprowadziło się w taki stan pobudzenia, że teraz cały prawicowy Internet śpiewa – tym razem pod moim adresem – swoją ulubioną operetkową arię „nie zabijajcie nas” do libretta napisanego kiedyś przez Waszczykowskiego.


Przyznaję, porównanie Krzysztofa Rybińskiego do Hannsa Martina Schleyera było chybione. Prezes Niemieckiego Związku Pracodawców był człowiekiem nieporównanie poważniejszym. Schleyer nigdy nie stworzyłby funduszu inwestycyjnego Eurogeddon, którego udziałowcy mieliby obstawiać rozpad EWG. Za bardzo zależało mu na sukcesie niemieckiej gospodarki, która rozwijała się dzięki EWG, a gdyby się EWG rozpadło, rozwijałaby się o wiele wolniej, nie mówiąc już o innych ryzykach wynikających z tego dla Niemiec. Krzysztof Rybiński podobnych moralnych ani mentalnych ograniczeń nie ma, nie mają też podobnych ograniczeń jego prawicowi fani z „Klubu Ronina”, salonu24 czy wpolityce.pl. Oni chrzanią geopolityczne bezpieczeństwo, jakie Polsce zapewniają strefa euro i Unia Europejska. Gardzą też Planem Marshalla, który Polska dostała nie od Trumana w latach 40. ubiegłego wieku, ale od Kohla, Schroedera, Blaira, Merkel, Barroso, Sarkozy’ego… dzisiaj. Co Rybiński, Karnowscy, Ziemkiewicz i inni nasi roninowie mogą temu krajowi i zamieszkującym go ludziom zaoferować w zamian? Jakie gwarancje bezpieczeństwa, jakie gospodarcze wsparcie? Pewnie Ricka Santorum na białym koniu, tyle że on, nawet pragnąc pomóc Polsce, mógłby przez pomyłkę trafić do Kazachstanu albo na Barbardos, bo orientacja w geografii politycznej świata nie jest jego najmocniejszą stroną.


W ogóle lata 70. ubiegłego wieku to były czasy, kiedy europejscy kapitaliści byli mniej brutalni niż dzisiaj (zgadzali się na przykład utrzymywać państwo opiekuńcze), a europejscy „lewacy” byli brutalniejsi, bo europejskich kapitalistów czasem zabijali. Dziś europejscy kapitaliści stali się bez porównania bardziej brutalni, a europejscy lewacy zajęli się pisaniem i czytaniem książek, posuwając się co najwyżej do anonimowego hakerstwa tropionego zresztą skutecznie przez FBI i Interpol na wszystkich kontynentach świata.


Zatem odłóżmy już na bok przykłady zagraniczne i zabawmy się z „wolnymi Polakami” po polsku. Jest początek 1939 roku, nad Europą i Polską od dawna już zbierają się ciężkie burzowe chmury. I w tym właśnie momencie znany polski bankier, jakiś czas temu wywalony z funkcji wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego, bo obstawił nie tę frakcję sanacji, którą należało, ogłasza w prasie, że powołał fundusz inwestycyjny Eurogeddon grający na rozpad Ligi Narodów, na skłócenie Ententy i na podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow. Inwestując zgodnie z jego radami, będzie się można obłowić na nowej wojnie w Europie i na zagładzie pewnego „bękarta Traktatu Wersalskiego”. 


Taki biznesowy pomysł byłby skandalem na skalę całej lewobrzeżnej Warszawy (tzw. rive gauche, gdyż przedwojenna Warszawa była nie bez racji nazywana „Paryżem Wschodu”). Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że Wieniawa by tego bankiera wypłazował szablą ułańską przed dansingiem w Adrii. Ale nie zaryzykuję takiego twierdzenia, bo ktoś znowu wpadnie w histerię sądząc, że publicznie wzywam niejakiego Wieniawę do naruszenia jego nietykalności fizycznej. Ale to nie wszystko, w tej alternatywnej II RP, w jakiejś oenerowskiej gazetce „nowoczesny endek”  nabijałby się z Ententy i Ligi Narodów, że Hitlerowi ze Stalinem te „europejskie mięczaki” mogą tylko „naskoczyć”. A dwaj bracia, poczciwi lobbyści Swojskiej Kasy Oporu Społecznego założonej przez świeżo odkrytą gwiazdę polskiego biznesu, Nikodema Dyzmę, rozpisywaliby się o medialnym totalitaryzmie nad Wisłą, gdyż Czesław Miłosz, świeżo przywrócony do pracy w Rozgłośni Wileńskiej Polskiego Radia, zabrał im okienka w jedynym istniejącym „medium elektronicznym”. A zrobił tak dlatego, że bracia, w poprzednim politycznym rozdaniu, kiedy to ich pułkownicy byli silniejsi od pułkowników Miłosza, jego z kolei wywalili z pracy w rozgłośni wileńskiej. A Czesław, jak to Czesław, przy całym swoim poetyckim geniuszu też nie był przecież aniołem, był tylko człowiekiem.


Ta historia alternatywna nie jest tak odległa od rzeczywistości, jak by się mogło wydawać. Dokładnie to samo robią bowiem dzisiaj nasi „wolni Polacy”, obstawiają, wręcz modlą się o katastrofę dla tego kontynentu i dla tego kraju. Rybiński obstawia tę katastrofę na giełdzie, podczas gdy Ziemkiewicz, Karnowscy, Lisicki… obstawiają tę katastrofę w każdym swoim komentarzu i tekście.


PS. Seweryn Blumsztajn w tekście, skądinąd zabawnym i raczej broniącym mnie przed moimi dawnymi towarzyszami walki i pracy, poinformował czytelników „Gazety Wyborczej”, że kiedyś go nie lubiłem. Nic bardziej błędnego, lubiłem go, od kiedy tylko dowiedziałem się o jego istnieniu. Każde bezpośrednie spotkanie z nim tylko moją do niego sympatię powiększało i powiększało. Nie lubiłem kiedyś kogoś zupełnie innego. I przez kogoś zupełnie innego byłem nielubiany. 

 

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.