Felieton

Realizm słabych jest brzydki

Moja wymarzona koalicja rządząca, oczywiście w kontekście tego, co dziś w Polsce możliwe, to koalicja Donalda Tuska i Leszka Millera. W zbawczym cieniu tej koalicji Palikot będzie mógł dojrzewać do roli najsilniejszego polityka „antysystemowego”, thatcherysta Gowin będzie mógł bez następstw zakładać partię z Żalkiem, Giertychem, Wiplerem, choćby i sponsorowaną przez najbogatszych Polaków płacących podatki na Cyprze. W jej zbawczym cieniu Jarosław Kaczyński będzie mógł obchodzić kolejne urodziny – choćby do dziewięćdziesiątki, bo dobrze mu życzę – jako lider coraz bardziej spoistej partii opozycyjnej. A radykalizacja „narodowców” będzie problemem jedynie dla ministra spraw wewnętrznych, a nie dla całej polityki polskiej. No i oczywiście będzie się mogła rozwijać polityczna i metapolityczna lewica, o ile do negocjowania z nią nie zostanie przez tę koalicję wydelegowana Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Jak jednak taką koalicję wytłumaczyć lewicowej i prawicowej opinii publicznej, uczonej nostalgii za Gierkiem i Generałem albo uczonej historii przez IPN? Jak taką koalicję wytłumaczyć czytelnikom „Przeglądu”, „Trybuny”, „Do Rzeczy” i „Sieci”? A „mainstreamowe media”? One nie potrafią już wytłumaczyć nikomu niczego. Właściwie to nawet coraz rzadziej próbują. Ale nawet gdyby ktoś się starał, trudno będzie tę koalicję ludziom wytłumaczyć, tak jak trudno jest wytłumaczyć politykę w europarlamencie. Tam socjaliści i chadecy, wybierani przecież przeciwko sobie, są później przewidywalnymi sojusznikami, sprawnie ustalają konsensus – nie tylko w kwestii obsadzania stanowisk, ale także w kwestii ustalania realnej politycznej agendy, czasem nawet sensownej. Bo tak jak ten europejski sojusz chadeków i socjaldemokratów nie jest już ani lewicowy, ani prawicowy, tak samo koalicja Tuska i Millera nie byłaby ani prawicowa, ani lewicowa. Byłaby koalicją dwóch politycznych realistów.

Właśnie w imię politycznego realizmu Miller zrobił wszystko, co mógł, żeby Polska znalazła się w NATO i Unii. I nadal uważa głębszą integrację UE za polską rację stanu. Ale jednocześnie pod jego władzą agenci CIA „prawdopodobnie” torturowali w Polsce swoich terrorystów, bo woleli łamać prawo na peryferiach niż w piwnicach Langley czy Białego Domu. Tusk z kolei w imię politycznego realizmu prowadzi dość rozsądną (nawet jeśli czasem zbyt zachowawczą) politykę europejską, polsko-niemiecką, polsko-rosyjską, polsko-amerykańską. Ale jednocześnie zgodził się na wizytę Ewy Kopacz 4 czerwca w Pekinie (nie chodzi mi oczywiście o formalne, konstytucyjne zależności władzy). Jak subtelnie odnotowało TVN 24, „w oficjalnym komunikacie kancelarii Sejmu nie poinformowano o jakiejkolwiek próbie rozmów o przestrzeganiu praw człowieka”. Można by zażartować, gdyby komuś było do żartów, że w Pekinie został przynajmniej upamiętniony inny demokratyczny 4 czerwca, ten polski, wynikający z obrad okrągłego stołu. Doszło tam bowiem do „okrągłego stołu z udziałem polskich i chińskich przedsiębiorców”.

Państwa silniejsze od Polski, i to dużo silniejsze, takie jak USA, Niemcy, Francja czy Anglia, stać na to, żeby w stosunkach z Chinami jedną ręką podpisywać dochodowe kontrakty, a drugą ręką ocierać łzy po ofiarach z Placu Tiananmen. Różnica pomiędzy jeżdżącymi do Chin politykami amerykańskimi, francuskimi, angielskimi czy niemieckimi, a marszałkiem polskiego sejmu polega więc tylko na tym, że Ewa Kopacz nie odważyła się podnieść drugiej ręki, żeby otrzeć łzy.

Hipokryzja jest hołdem złożonym przez występek cnocie. Tak mawiał Franciszek de La Rochefoucauld, który wiele w życiu widział, bo żył w czasach Frondy i nieomalże wojny domowej we Francji. Widział zatem przyjaciół sprzedających przyjaciół oraz fanatyków zmieniających poglądy. Ale nigdy nie dodał, że na hipokryzję tylko silni mogą sobie pozwolić (może o tym nie wiedział? może siła była dla niego czymś zbyt oczywistym?). Dlatego realizm silnych budzi tylko mdłości, podczas gdy od realizmu słabych można się faktycznie porzygać.

Realizm słabych zawsze będzie brzydki. Polska jest słaba, dlatego jej realizm jest brzydki. Ale żeby nie było zbyt łatwo, idealizm słabych jest jeszcze brzydszy. A Polska jest słaba, dlatego nasz idealizm jest jeszcze brzydszy od naszego realizmu. Idealizm powstania warszawskiego (200 000 ofiar, głównie ludność cywilna, a politycy powinni być rozliczani WYŁĄCZNIE z umiejętności utrzymania cywilów przy życiu), idealizm „modlitwy” Krystyny Pawłowicz za „rozwalenie się” Unii, idealizm ludzi używających w polityce mitu smoleńskiego zamachu.

Siła jest niestety jedynym rozwiązaniem naszego problemu. Polska nie odzyska jej sama, to wiemy na pewno. Wiemy to od trzystu lat, czyli przez całą historię naszego narodu. To, co było wcześniej, nie jest nawet historią, a jedynie mitem. Pierwsza Rzeczpospolita Sarmacka była mitem już dla Mickiewicza i Słowackiego, tym bardziej jest nim dla Rymkiewicza, Krasnodębskiego czy Andrzeja Nowaka. Nawet nasza mądrość, w czasie tych trzystu lat wcale nie tak rzadka, żeby przynieść owoce, musiała dostać geopolityczne wsparcie. Tak jak w roku 1918, tak jak w roku 1989. Także dzisiaj Polska siły nie odzyska sama. Może ją odzyskać wyłącznie jako część Europy, jak najbliżej jej „rdzenia”, jak najgłębiej zintegrowanej. A czy Europa odzyska siłę? – to kwestia, która dopiero jest w grze. Ale w tej grze są choćby minimalne szanse wygranej. Tymczasem próba odzyskania siły przez pojedynczy, izolowany i nienajsilniejszy naród jest z góry skazana na klęskę. Takiemu narodowi, samotnemu, słabemu, pozostanie tylko realizm Ewy Kopacz i idealizm Krystyny Pawłowicz.

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.