Felieton

PRZEDTEM i TERAZ

Bracia publicyści i siostry publicystki zajmujący się i zajmujące przez ostatnie dni krytyką albo obroną Wojewódzkiego i Figurskiego musieli i musiały wreszcie odkryć, że wyżej wymienieni obronić się potrafią sami. Są jednak profesjonalistami, na co dowodem jest błyskotliwa obrona Figurskiego w stylu: jak PRZEDTEM ironizowaliśmy z Kaczyńskiego i PiS, to wolno nam było wszystko, a TERAZ za taką drobnostkę jesteśmy karani. Argument, ponieważ jest cholernie celny, sparaliżuje paru uczciwych ludzi „salonu” (tam też są tacy, tak mi się przynajmniej wydaje), a paliwa do bezrefleksyjnego cynicznego rechotu „a nie mówiliśmy!” dostarczy (pewnie już dostarczył) paru najbardziej tępym przedstawicielom „antysalonu” (tam też nie wszyscy są niepokornymi geniuszami).


Wszyscy Polacy („to jedna rodzina…”) zanurzeni choćby odrobinę w idei prawa powszechnego będą bowiem wiedzieli, że Figurski ma rację, rację przyjmującą w Polsce (ale także w USA, ojczyźnie wojen kulturowych) wręcz postać banału. Każdy bezrefleksyjnie upolityczniony i zideologizowany obieg pozwala swoim satyrykom rozbawiać się według jednego kryterium, którego prostota jest skrajna: żadnych ograniczeń wobec świętości i świętych przeciwnika, ściśle badane i weryfikowane każdego ranka ograniczenia wobec świętości i świętych własnych. Wrogów dekomunizujemy, denazyfikujemy i lustrujemy, biografie swoich osłaniamy i udialektyczniamy. Zarówno moralizowanie, jak i dialektyka sprowadzone do plemiennego znaku rozpoznawczego tracą przez to jakikolwiek swój sens, wszelka satyra też zaczyna nieco przypominać odgłos młota regularnie uderzającego w kowadło, ale co tam, polityczności przynajmniej od tego przybywa, i to w formie czystego nieomal destylatu dla każdego, kto umie i lubi to pić.


Trochę podobnie jak z Wojewódzkim i Figurskim było z Palikotem. PRZEDTEM, stosunkowo powszechnie i przy udziale ludzi naprawdę wybitnych i mediów naprawdę wpływowych oklaskiwano każdą (prawie każdą, szczęśliwie sprawa Gęsickiej trochę zamieszała) jego brutalność skierowaną pod adresem Kaczyńskich i ich obozu. Jego popularność przebiła znacznie popularność Wojewódzkiego i Figurskiego, dopóki nie zaczął być brutalny wobec Kaczyńskich TERAZ, czyli po Smoleńsku. A jak pozwolę sobie powtórzyć po raz może setny – ponieważ ta myśl, choć banalna i tak jest w polskiej publicystyce rzadko spotykana – Kaczyńscy TERAZ na brutalność zasługują bardziej, bo żałoba uczyniła ich politycznie i archetypicznie silniejszymi i bez porównania bardziej patologicznymi. I tego, co przeżył, i tego, co zginął. I dla polskiej prawicy (od 25 do 48 proc. w najbardziej spersonalizowanych porywach, takich jak np. druga tura wyborów prezydenckich, zatem naprawdę wolałbym, aby to była formacja polityczna i kulturowa raczej mniej niż bardziej patologiczna), i dla tych polskich lewicowców, których radykalna estetyka populizmu w stanie czystym tak bardzo fascynuje.


Co jednak najgorsze, Palikot z subtelnością Figurskiego i Wojewódzkiego albo też z użyciem swojej własnej przedsmoleńskiej frazy zaczął TERAZ szydzić z absolutnie większościowego w kręgach „tych, którym się w Polsce powiodło” (patrz, podział klasowy: nieudacznicy kontra ci, którym się powiodło) nowego polskiego neoliberalizmu (chociażby wołając 1 maja: „niech państwo buduje fabryki”) czy z Episkopatu. Znowu, moim zdaniem szydzi raczej słusznie (choć nie wszyscy zgadzają się co do tego, czy wiarygodnie), bo to wszystko, z czego Palikot szydzi TERAZ – idee, języki, instytucje i ludzie – jest w dzisiejszej Polsce bardzo silne, na pewno bez porównania silniejsze od Ukrainek. A biorąc pod uwagę obecną nie najlepszą formę instytucji, języków i ludzi, z których TERAZ szydzi Palikot, ich oddziaływanie na Polaków i Polskę także nie jest najlepsze. Zatem wymagają dyscyplinowania, choćby przez szyderstwo Palikota (tak, wiem, że w mojej publicystyce Janusz Palikot urasta do rozmiarów małego Huna Atylli, którego bardziej refleksyjni chrześcijanie nazywali „biczem Bożym”, Palikot ze swoimi 10 procentami to taki właśnie mały Boży biczyk, tylko czy są dziś w Polsce refleksyjni chrześcijanie, którzy by to zrozumieli?). Dopiero jednak TERAZ Palikot z niewinnego baranka stał się czarną owcą, bo PRZEDTEM traktowano go bez porównania bardziej dialektycznie.


Zatem, wszystko nie tak Panowie i Panie ustawiający i ustawiające w naszym umęczonym przez tak liczne wieki kraju hegemoniczny dyskurs publiczny od prawicy do „nieprawicowego” (cyt. za Kinga Dunin) centrum i z powrotem. Wszystko nie tak. Palikota trzeba było dyscyplinować PRZEDTEM, kiedy swojej brutalności używał w zdyscyplinowany sposób dla osłaniania rządzącej, a i bez tego wystarczająco silnej centroprawicowej PO (nawet Gowin PRZEDTEM z powodu Palikota z Platformy nie wystąpił, wybrał pracę organiczną, która jemu i jego ideom jak na razie się opłaciła), a bronić go wypada TERAZ, kiedy stał się politykiem nieomalże oryginalnym. Wojewódzkiego i Figurskiego też wypadało dyscyplinować PRZEDTEM (sam Figurski to dzisiaj przyznaje). Dopiero TERAZ się na nich oburzacie? Sami na siebie się oburzacie (parafraza za Mikołaj Gogol, Rewizor).

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.