Felieton

Piłka dla piłki

Polska prawica degeneruje się w takim tempie, że pozostawia po sobie spaloną ziemię, po której grasują coraz bardziej komiczni łowcy homoseksualistów (cyt. za Jaś Kapela, Homoseksualny totalitaryzm) i reformatorów Kościoła. Nawet jeśli homoseksualiści istnieją w dzisiejszej Polsce bardziej realnie niż reformatorzy Kościoła, nie znaczy to, że prawicowym myśliwym się ich łowy powiodą. Prawica nie jest już bowiem w stanie zabrać ze sobą na łowy nowego polskiego mieszczaństwa, które – i trudno się nowemu polskiemu mieszczaństwu dziwić – nawet po odpadnięciu „biaało-czeerwonych” zostaje przy swoich stadionach, autostradzie i ciepłej wodzie z kranów (czyli generalnie przy Tusku). I to pomimo wysiłków naszych mainstreamowych mediów (za wyjątkiem „Gazety Wyborczej”), żeby rządzących za futbolowe niepowodzenie politycznie rozliczyć, bo nasze mainstreamowe media (za wyjątkiem j.w.) za nic bardziej skomplikowanego nikogo rozliczyć nie są już w stanie.


Kibicować też będzie zresztą teraz nieco przyjemniej, gdyż z turnieju odpadły Polska i Rosja, czyli dwie drużyny, których kibole, politycy i media w największym stopniu mieszają futbol z polityką, historiozofią i eschatologią. Z turnieju odpadła jednak także Irlandia, której kibice aż tak bardzo nie mieszają już piłki nożnej z polityką, historią i eschatologią, co dowodzi, że piłka nożna jest jednak dyscypliną bardziej obojętną na pozapiłkarskie konteksty, bardziej autonomiczną wobec polityki, historii i eschatologii, niż np. literatura i teatr. I to piłka nożna powinna mieć swoich Mallarmégo, Gautiera, Sendeckiego i Sosnowskiego, a nie literatura czy teatr.


W tej rozpoczynającej się po zwycięstwie Czechów nad Polakami i Greków nad Rosją parnasistowskiej i estetyzującej epoce piłki dla piłki, ja osobiście znów będę kibicował Niemcom, Anglii i Francji (to nie jest obstawianie samych tylko faworytów, gdyż pozostawiłem dla moich stałych polemistów Hiszpanię i Portugalię, chyba, że moi stali polemiści nie są w stanie znieść Polski nie tylko jako uczestnika, ale nawet jako organizatora Euro 2012, więc konsekwentnie nie będą kibicować nikomu aż do zakończenia mistrzostw). Ja Niemcom będę kibicował jako częściowo Polakom (Podolski i Klose), odrzucam bowiem norymberskie i tomaszewskie kryteria narodowej czystości w futbolu. Francuzom będę kibicował, bo lubię kibicować dobrze zorganizowanej drużynie. Wreszcie Anglikom będę kibicował z lojalności, jakiej nabawiłem się niespodziewanie w naszym przydomowym pubie w Chilwell, gdzie razem z ABR jedliśmy fish and chips akurat w czasie meczu Anglia–Szwecja. I było to dla nas najfajniejsze 90 minut Euro 2012. Anglicy naprawdę lubią kibicować i umieją to robić.


Poza upadkiem Smudy i śmiercią generała Petelickiego (po godzinie dwudziestej w niedzielę, w czołowym politycznym programie czołowej polskiej telewizji informacyjnej TVN24 „Kawa na ławę” omawiano tylko te dwa tematy i wszyscy uczestnicy programu, z prowadzącym na czele, wydawali się z tego powodu zadowoleni i kompetentni) w Europie wydarzyły się jeszcze rzeczy mniej istotne, to znaczy druga tura wyborów parlamentarnych we Francji i powtórzone wybory parlamentarne w Grecji. Socjaliści uzyskali we Francji rezultat lepszy niż za czasów Mitterranda, dostając do ręki wszystkie narzędzia pozwalające im realizować swój program. Przekonamy się teraz, czy mają oni program realny, czy tylko wyborczy, i czy jest on realizowalny (obu tych rzeczy serdecznie francuskim socjalistom życzę). Z kolei w Grecji doszło do pojedynku Europa kontra SYRIZA, wygranego przez Europę (pod tę zmienną podstawiamy konserwatywną Nową Demokrację i socjaldemokratyczny PASOK). O zwycięstwie SYRIZY marzyły postacie tak różne, jak Rupert Murdoch, Krzysztof Rybiński i Chantal Mouffe. Oczywiście każda z zupełnie innych powodów. Ja się z nimi wszystkimi w tych marzeniach nie połączyłem, bo uważam, że Grecja, wyjęta ze strefy euro, przy najlepszych nawet intencjach zostałaby rozszarpana przez sępy globalnego kapitału w ciągu kilku pierwszych milisekund wystarczających do dokonania kilku pierwszych milionów operacji kupna i sprzedaży w ramach tradingu wysokich częstotliwości.


Grecy wybrali Europę zamiast polityki. I teraz chodzi o to, aby Europa także stała się polityką, czyli także wolnością, a nie tylko ekonomiczną koniecznością lub/czyli strachem. I tu wracamy do Francji. Tamtejsi socjaliści mają dzisiaj wszystkie oferowane przez współczesną demokrację narzędzia do uprawiania polityki, ale czy dysponują projektem, który z pomocą tych narzędzi mogliby zrealizować? I czy będzie to projekt europejski, czy znów tylko udawanie, że wciąż jest się napoleońskim imperium, którym Francja w rzeczywistości nie jest już mniej więcej od czasów Waterloo? W dodatku prawica (czyli chadecja) wciąż rządzi gospodarczą lokomotywą Europy, podczas gdy lewica (czyli socjaldemokracja) rządzi krajem, który nie jest może taką pustynią, jak postthatcherowska Anglia, ale lokomotywą europejską też raczej nie jest.


W międzyczasie Wielka Brytania rozpoczęła budowę pierwszej (i prawdopodobnie jedynej) swojej atomowej łodzi podwodnej nowej generacji. Gdyby ta łódź była gotowa przed Olimpiadą, mogłaby wpłynąć do ujścia Tamizy i bronić Igrzysk przed terrorystami. Ponieważ jednak dopiero powstanie, Camerom i jego ministrowie muszą się fotografować się na tle zainstalowanej specjalnie na Igrzyska w Londynie broni ultrasonicznej, na tle zacumowanego na Tamizie helikopterowca, a wreszcie na tle rakiet ziemia-powietrze rozlokowanych na dachach paru banków i innych budynków użyteczności prywatnej. Hucpa to zatem wszystko, co pozostało XIX-wiecznym państwom narodowym w naszym potwornie zglobalizowanym XXI wieku. Dlatego właśnie mam nadzieję, że projekt francuskich socjalistów będzie europejski, a nie narodowy. Nie skończy się znowu walką z „dumpingiem socjalnym nowej Europy” (cyt. za Laurent Fabius) albo wychodzeniem ze strefy Schengen, czym w każdej kampanii wyborczej groził Sarkozy parodiujący Napoleona w starym dobrym francuskim stylu „18 brumaire’a Ludwika Bonaparte”.


Francuscy, niemieccy i brytyjscy socjaliści mogą mieć za dwa lata w Europie polityczne narzędzia wystarczająco silne, aby pokusić się o dokonanie tego, o czym w Polsce mówią Palikot i Miller, ale jakoś trudno im tak zupełnie do końca uwierzyć… korekty kapitalizmu. A da się jej dokonać tylko w wymiarze globalnym. Europa jest lepszym przyczółkiem do politycznej globalizacji (jako siły równoważącej globalizację rynkową), niż Grecja (nawet gdyby była rządzona przez wrażliwą społecznie SYRIZĘ), czy Polska (nawet gdyby była rządzona przez wrażliwego społecznie Tadeusza Cymańskiego). Narodowa w XXI wieku może być już tylko piłka nożna, a przykład Polaków (i Rosjan) pokazuje, że nawet narodowy futbol (ew. narodowy soccer) może sprawiać niektórym narodom poważne tożsamościowe problemy.

 

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.