Felieton

Pewność wojny zastąpiła wątpliwości wiary

Nawet Joseph de Maistre był kiedyś wierzący (parafraza za Nawet karły były kiedyś małe, film Wernera Herzoga z 1970 roku). Przed Wielką Rewolucją Francuską wierzył w opłacalność najbardziej ryzykownej inwestycji Boga od czasów Stworzenia, jaką było Wcielenie –  boska inwestycja w człowieka i jego wolność. Dlatego jako młody człowiek był umiarkowanym demokratą, zwolennikiem Monteskiusza i jego zasady trójpodziału władz (jak na tamte czasy niezły postępowiec). Był też wówczas saint-martinistą (odmiana ezoteryczno-oświeceniowej masonerii) z religijnej uczciwości nie popadającym w bałwochwalstwo, uważającym, że Bóg jest nienazwanym, niepoznawalnym, a wobec tego w sposób równouprawniony możemy się do niego zbliżać od strony rozmaitych religii, a nawet świeckich pojęć moralnych. Dopiero kiedy de Maistre zobaczył Terror (w pierwszych dniach rewolucji francuskiej optymistycznie organizował jeszcze w swoim miasteczku milicję obywatelską), kiedy zaznał społecznego chaosu, który zawsze obraca się w przemoc, stracił wiarę w Chrystusa i stworzył swoje pogańskie bóstwo dyscyplinujące.


De Maistre słusznie jest patronem wszystkich „wierzących polemicznie” (czyli zazwyczaj po prostu niewierzących w ogóle) wobec świeckiej nowoczesności. Wszystkich, którzy zaczęli używać „Boga”, „Prawa”, „Kata”, „Piekła”, „Metafizyki”… jako jedynych im dostępnych, całkowicie świeckich (nawet jeśli stosowanych w oparciu o kłamstwo swego religijnego pochodzenia) narzędzi mających dyscyplinować ludzką bestię.
Do tego ideowego gatunku należą Jurek, Terlikowski, Karnowscy, Lisicki, Tekieli. Niepewność wiary pogłębiającą się do szaleństwa u Tekielego i Terlikowskiego, do zimnego cynizmu u Lisickiego, do zwykłej ludzkiej histerii u braci Karnowskich, do retorycznej instrumentalizacji wszelkiego myślenia u Jurka – wszyscy oni zapełniają żarliwą „pewnością” kulturowej wojny. Wojny aborcyjnej, wojny o in vitro, wojny przeciwko środkom antykoncepcyjnym. Stąd ich zaskakująca wszystkich ludzi, którzy uczciwie poszukują prawdy i dlatego nie mają pewności, żarliwa inwestycja w obronę embrionu, zarodka, zygoty, plemnika i komórki jajowej. Przerabiają całą drogę od tego, co człowiekiem ewidentnie nie jest (nawet jeśli zawiera ludzki materiał genetyczny), do tego, co człowiekiem jest na pewno (czyli człowieka urodzonego), drogę pełną logicznych paradoksów i realnych ludzkich tragedii, na wielką bejsbolową pałę, którą wymachują nam wszystkim nad głową domagając się dla siebie roli prawodawców, mimo że do tej akurat roli jako fanatycy prawa nie mają.

Ale to Kościół dał im tę pałkę. Ta część Kościoła (decydująca o jego obliczu, skoro jest w niej papież Benedykt XVI), która wobec świeckiej nowoczesności przyjęła formułą „lękajcie się”, „bójcie się”, „nie odnajdujcie w niej żadnych śladów chrześcijaństwa” (choć te ślady, nawet w najbardziej zsekularyzowanej etyce nadal są obecne, zwykle działając zresztą w wymiarze społecznym bardziej realnie i bardziej konsekwentnie, niż działały w rzekomo chrześcijańskim Średniowieczu).


To właśnie ta najbardziej przerażona świecką nowoczesnością część Kościoła zmobilizowała Jurka, Tekielego, Terlikowskiego, braci Karnowskich do udziału w kulturowej wojnie i wyposażyła ich w przekonanie, że walczą przeciwko Holocaustowi, masowym zbrodniom, codziennemu mordowaniu embrionów, zarodków, zygot, komórek jajowych i plemników. Kościół naszych czasów będzie się za to przerobienie niepewności wiary w pewność kulturowej wojny „smażył w piekle” (figura retoryczna, tak samo nic nie wiem o piekle, jak Terlikowski, Tekieli, Jurek, Karnowscy, Lisicki, tylko staram się zbyt głośno i zbyt często na temat tego pojęcia nie kłamać, bo grzech bałwochwalstwa uważam za jeden z najbardziej „śmiertelnych”, obojętnie, czy zbyt głośno i w funkcji zbyt jawnie dominacyjnej deklarujemy swoją pewność w temacie bożyszcz sakralnych czy świeckich).


Konsekwencją tego wyboru może być to, że poza miejscem zajętym przez pewność wojny żadnego miejsca na wątpliwości wiary w Kościele może już nie pozostać. Rozmawiałem właśnie z moich dobrym znajomym z Torunia. Zapytał mnie o ABR w związku z jej najnowszą książką: „Ale czemu ona tam mówi, że jest religijna, przecież nie zajmuje takiego jak Kościół stanowiska w kwestii aborcji?”. To nie była z jego strony zła wola, bo ABR zna i lubi. To było „rozpędzenie się”, tyle że symptomatyczne. Na coraz większym obszarze dzisiejszego Kościoła nie ma już nic poza kulturową wojną – o embrion, zarodek, zygotę, plemnik i komórkę jajową (czyli tak czy owak o dominację nad kobietami, także tymi, które nie są katoliczkami, ale polskiemu prawu państwowemu podlegać muszą). A to oznacza, że nie ma tam już religijności w ogóle.


PS. Jak państwo zauważyli, w powyższym tekście ani razu nie pojawił się Jarosław Kaczyński. I to pomimo ponawianych przez niego zapewnień, że jego „poglądy są zgodne z poglądami Kościoła”. On nie potrzebował ani Boga, ani Jego nieobecności, żeby się stać tym, czym się stał. Do tego wystarczyła mu sama tylko świecka polityczna namiętność.

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.