Felieton

O Boże, zabiliśmy Janusza Piechocińskiego

No dobrze, jeszcze nie zabiliśmy, nasz Kenny wciąż żyje. Ale jest wysoce prawdopodobne, że jak tak dalej pójdzie, to ta przesympatyczna postać nie dożyje końca kolejnego odcinka naszego politycznego South Parku.

Zacznijmy od błędów samego Piechocińskiego – jego opowieść o małym chłopcu z dużą głową i wielkimi odstającymi uszami, który po raz pierwszy idzie do szkoły w Nowej Iwicznej, jest autentyczna i powinna zostać opowiedziana. Ale czy akurat podczas pierwszej politycznej konferencji prasowej u boku rasowego politycznego rekina („rekin zęby ma na wierzchu”, cyt. Opera za trzy grosze) Donalda Tuska? A jeśli nawet, to czy powinna zostać powtórzona słowo w słowo w wieczornych „Faktach po Faktach”? Spokój i merytoryczność polityka nie muszą być groteskowe, a tutaj o groteskę już się otarliśmy.

 

Ale problem w tym, że za zabijanie naszego Kenny’ego zabrały się media i politycy, którzy tak poza tym od rana do wieczora ubolewają, że „język nienawiści przekroczył wszelkie granice, a w polskiej polityce dzisiejszej znikąd merytoryczności”. Zarówno prawicowi dziennikarze, którzy modlą się o „wojnę narodów”, jak też newsowy dziennikarski mainstream – wszyscy oni przychodzą jednak do Piechocińskiego tak jak do każdego innego polskiego polityka, żeby im sprzedał jakąś grubszą złośliwość na temat swojego konkurenta czy koalicjanta, żeby pogroził zerwaniem koalicji, innymi słowy, żeby zachował się jak Eugeniusz Kłopotek albo Ryszard Czarnecki. A zamiast tego Piechociński zaczyna im opowiadać – mnie opowiadał, i to zarówno w pierwszej rozmowie dla KP, jak też w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” – o konieczności prowadzenia przez państwo polityki gospodarczej, o społecznych kosztach transformacji i patologicznym rozwarstwieniu wsi jako laboratorium patologicznego rozwarstwienia całego polskiego społeczeństwa. Czy więc trudno się dziwić, że dziennikarze wychodzą od Piechocińskiego coraz bardziej wściekli?

 

Pamiętajcie, że nawet jeśli postać Kenny’ego-Piechocińskiego nie budzi w was aż tak pozytywnych emocji jak we mnie (sam zawsze chciałem być Kennym polskiej publicystyki, mam nawet podobną kaznodziejską frazę, tyle że czasami – prawda, że bardzo rzadko? – tracę panowanie nad sobą, co akurat Piechocińskiemu nie przydarza się nigdy), to mechanizm, który został przy tej okazji ujawniony, będzie niszczył również was, polityków wam bliskich (jeśli się tacy pojawią), a wreszcie wszystkie bliskie wam idee. Bo albo ci bliscy wam politycy zaczną w mediach szczekać, albo medialni treserzy szybko ich wykończą. Bo co jak co, ale akurat lewicowa agenda na pewno ich nie interesuje.

 

Redystrybucja, polityka gospodarcza państwa, społeczne koszta transformacji… oni nawet nie zasłonią ziewających ust, kiedy zaczniecie do nich takie rzeczy mówić, tak jak nie zasłaniają ich, słuchając Piechocińskiego. A od ziewania do agresji przechodzą natychmiast. Zatem, żeby móc w tym kraju wypromować idee, także lewicowe, trzeba uderzyć głębiej. Zaatakować cały polityczno-medialny mechanizm. I jeszcze przy okazji nie zostać przez ten mechanizm zabitym.

 

Jak to zrobić, ja nie wiem. Szansa, żeby takie przełamanie udało się akurat Kenny’emu, nie jest gigantyczna. Ale obserwujmy przynajmniej, jak zabijają Kenny’ego, jak zabijają go „tradycyjni politycy” i „opiniotwórcze media”, bo to będzie przypadek laboratoryjny. Dzięki temu dowiemy się, jak zabiją nas. A kto? Ci sami, którzy 24 godziny na dobę w mediach elektronicznych i papierowych ubolewają nad rozpanoszeniem się w polskiej polityce języka nienawiści, PR-u i chamstwa.

 

Kiedy żołnierze amerykańscy w Afganistanie sfotografowali za pomocą wszechobecnych telefonów komórkowych scenę własnego sikania na trupy talibów, wszystkie liberalne i Murdochowe (czyli „konserwatywne”) telewizje całego świata emitowały ten obrazek miliony razy, przez miliony godzin, ze specjalnym zapałem umieszczając tę scenkę w programach adresowanych do świata arabskiego. Emitowały to bez końca, na zmianę z relacjami z zadym, ataków terrorystycznych, podpalania ambasad. które swoimi powtarzanymi w nieskończoność emisjami zupełnie świadomie (a może nieświadomie, świadomość to w późnym kapitalizmie przebrzmiały fetysz) prowokowali. A dodatku na każde 3 minuty scenki żołnierzy USA sikających na trupy talibów emitowano 3 minuty komentarzy ubolewających nad niepotrzebnym prowokowaniem przemocy. Traktowanie Piechocińskiego przez naszych ubolewających jest dzisiaj podobne.

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.