Felieton

Miasto Warszawa (i każde inne miasto)

Najpierw dwie informacje tragikomiczne z wczorajszego dnia niezwiązane z tematem tego felietonu. Informacje pierwsza, George Michael po wybudzeniu ze śpiączki zaczął mówić po angielsku z zupełnie innym akcentem niż przez całe życie. Kiedy jednak lekarz zapytał go, czy pamięta kim jest, odpowiedział: „królem świata?”. Więc poza akcentem nic się w nim nie zmieniło, co mnie cieszy, bo jestem wiernym fanem jego starego kawałka I want your sex. Druga informacja, też niezbyt zaskakująca, Donald Tusk osobiście przejął kontrolę nad ministerstwem rolnictwa. Premier powinien teraz pójść za ciosem i zgodnie z dotychczasową logiką budowania swego rządu i najbliższego politycznego otoczenia przejąć osobistą kontrolę nad pozostałymi resortami, rozpoczynając od ministerstwa sprawiedliwości, zdrowia i sportu. Mniej będzie komplikacji dla taksówkarzy, przewodników turystycznych, lekarzy, pacjentów i kibiców piłkarskich. Ale też nie o tym miał być ten felieton.


Kiedy w ostatnią niedzielę wychodziłem z pożegnalnego spotkania w Nowym Wspaniałym Świecie, natrafiłem na grupę ogolonych na łyso, barczystych i ubranych w czarne koszulki narodowych młodzieńców, których lider przy użyciu ręcznego megafonu solidaryzował się głośno z ostatnimi decyzjami lokalowymi władz miasta Warszawy. Przyszły mi wtedy do głowy dość smutne wspomnienia z innego etapu. Pierwsze debaty „Europy” organizowaliśmy na terenie Uniwersytetu Warszawskiego. Wszystkie rachunki płacił wujek Axel, uniwersytet nic do tego nie dopłacał, a jego studenci i wykładowcy za friko mogli słuchać argumentów i sporów najwybitniejszych światowych intelektualistów i polityków.

 

Na jedną z takich debat, o kryzysie rewolucji konserwatywnej w Ameryce w trzeciej dekadzie jej panowania, zaproszony został jeden z ojców tej rewolucji Norman Podhoretz. Wobec tej prowokacji na sali pojawił się Piotr Ikonowicz z niedużą bojówką, nie po to, aby rozmawiać, ale by zerwać dyskusję. Kotłowanina wywiązała się zupełnie niewinna, spotkania zerwać się nie udało, a biorąc pod uwagę polityczną biografię Ikonowicza usianą zasłużonymi i niezasłużonymi klęskami nawet pretensji specjalnych do niego nie mam. On robił tylko za chłopa z nagonki, myśliwym okazał się zupełnie ktoś inny. Kiedy chcieliśmy zorganizować następną debatę, ówczesna pani rektor Uniwersytetu Warszawskiego (jej pozbawiona jakichkolwiek kontrowersji kadencja już się skończyła) przez swoich podręcznych i przynożnych poinformowała, że Uniwersytet Warszawski nie może dłużej gościć tak kontrowersyjnej imprezy, jaką są debaty „Europy”, gdyż generują one niepokoje społeczne, nieomalże zamieszki. W ten sposób tacy kontrowersyjni bandyci, chuligani i terroryści, jakich zaprosiliśmy na kolejne nasze debaty, m.in. Houellebecq, Żiżek, Sloterdijk, Naomi Klein, Iwan Krastew, Sorman… spotykali się z warszawiakami poza terenem UW.

Była pani rektor pozbyła się z terenu uczelni wszelkich „kontrowersji”, a ja nie lubię od tamtego czasu byłej pani rektor, nie lubię jej następczyń i następców na funkcjach akademickich, politycznych, medialnych. Nie lubię ludzi regularnie podejmujących w Polsce decyzje mające na celu utrupienie wszelkich kontrowersji. Połaniecczyzna Obywatelska wbrew podobieństwu skrótu tej formacji do nazwy pewnej dużej partii jest w Polsce formacją ponadpartyjną. Tak samo zresztą jak chłopi z nagonki. W przypadku debat „Europy” na Uniwersytecie Warszawskim w tej roli wystąpił akurat Ikonowicz, w przypadku lokalu „Krytyki Politycznej” w niepokojącej bliskości Uniwersytetu Warszawskiego były to prawicowe media, które po kibolskim święcie 11 listopada 2011 to do KP, a nie do siebie i swoich patriotów przylepiły plakietkę kontrowersyjności. W Polsce za chłopów z nagonki zawsze robią zawistnicy i naprawdę nie jest tu najważniejszy znak ideowy, ale stosunek do rzeczywistości. W Polsce nic nikomu nie ma prawa się udać, każdy w Polsce to wie, zatem jak się komuś udaje, bo podejmuje pojedynek z wyśrubowaną polską normą nieudaczności, to reszta gapiów gwiżdże i przeklina, czasami używając do tego ręcznych megafonów, a czasami mediów odrobinę silniejszych. Ale nie gapie-nieudacznicy zadają cios, oni nie mają narzędzi, oni w Polsce nie rządzą, nawet jeśli czasami tak im się wydaje.

Tym krajem od wieków rządzi sięgająca od polskiej polityki, poprzez polski Kościół, skończywszy na znacznej części polskich mediów Połaniecczyzna Obywatelska, najszlachetniejszy polski mainstream, który jak ognia boi się kontrowersyjności.


Kraj, który tak jak dzisiejsza Polska boi się „kontrowersyjności” i robi wszystko, żeby ją zniszczyć lub choćby ukarać, staje się krajem trupim, ponieważ życie jest kontrowersyjne z natury. Dlatego w Polsce tylko trup kontrowersji nie budzi. Trup w Polsce zawsze budzi szacunek. Trupem się w Polsce zawsze szacunek wymusza. Trupem powstańca, trupem prezydenta, trupem wielkiego człowieka.


Byłej pani rektor, pani prezydent, niezliczonym panom i paniom reprezentującym ponadpartyjną formację Połaniecczyzny Obywatelskiej dedykuję trzy z pięciu zwrotek mojej ulubionej piosenki Macieja Maleńczuka. Miasto Kraków w oryginalnym tytule tej piosenki można spokojnie zamienić na Miasto Warszawa, a także wiele innych polskich miast, wsi i urzędów centralnych. 

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.