Felieton

Kwietniowe załamanie pogody

Rafał Matyja powiedział kiedyś, że w Polsce zamiast polityki jest tylko pogoda, a zamiast polityków meteoropaci.

Rafał Matyja powiedział kiedyś, że w Polsce zamiast polityki jest tylko pogoda, a zamiast polityków meteoropaci. Nie zaprzeczam, potwierdzam, dziś mnie to dopadło, kiedy za oknem szaro, mimo że w kalendarzu kwiecień, a przez tarczę zegara przebiegają godziny późnego poranka, południa, wczesnego przedpołudnia… deszcz.

W mainstreamowych mediach po szoku rocznicy odbywa się łagodzenie gniewu smoleńskiego ludu (jakby smoleński lud czytał „Gazetę Wyborczą” i oglądał „Fakty po faktach”). Depresyjne na maksa. W artykule autorki o najobszerniejszym sercu czytam „pożywką dla takiego [spiskowego] myślenia jest kompletne opuszczenie ludzi myślących o zamachu przez wielkie media i władze”. Chciałoby się na to odpowiedzieć: „Jak to Halinka opuściły, kiedy nie opuściły” (tę bogatą figurę dyskursu stosuje Ferdynand Kiepski wobec swojej żony Haliny Kiepskiej, ukrywa ona brak treści z nieco większym smakiem, niż podobny brak treści ukrywają rozważania publicystów o wielkich sercach na temat „ludu smoleńskiego” i „antysmoleńskiego”. Samą tylko relację ze smoleńskiego wysłuchania Kaczyńskiego i Macierewicza w europarlamencie oglądałem po parę razy, ze wszystkimi szczegółami, we wszystkich mediach wielkich i tych niewielkich. Żadne media nie pozwolą sobie na odpuszczenie 30 procent rynku.

Gdyby nie ta pogoda, coś by we mnie pękło i powiedziałbym: chcieliście pogadać ze
„smoleńskim ludem”? Trzeba to było robić przed dwudziestu laty, kiedy Balcerowicz pod Sachsem (jeszcze nienawróconym i niewyznającym win po rozmaitych wielkich mediach globalnych) fundował temu krajowi szokową terapię plus dezindustrializację, bez cienia refleksji nad społecznymi kosztami, nad trwałym i niedającym się już dzisiaj odwrócić rozwarstwieniem, a właściwie rozbiciem struktury społecznej. Teraz możecie sobie pogadać o wraku (myć czy nie myć, przywozić czy nie przywozić, stawiać czy nie stawiać na Krakowskim Przedmieściu), ale to nic nie da ludziom, których zakłady pracy w międzyczasie stały się wrakami. Tych wraków nikt nie umyje przed jakąś rocznicą, no chyba że jest to wrak Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Możecie zbudować pomnik katastrofy smoleńskiej wysoki jak wieża Babel, to was pod tym pomnikiem zbiorą i powieszą, jeśli tylko ich polityczni reprezentanci okażą się żwawsi, a wasi (moi?) polityczni reprezentanci bardziej dupowaci. To żałosne, że dopiero teraz, kiedy akurat nadszedł czas twardej politycznej walki z ludźmi, których żeście wcześniej sami uczynili wrogami liberalnego państwa w tym kraju, bo liberalne państwo w waszej wersji 2.0. tak niewiele im dało, a tak wiele wykazało na ich los obojętności, to teraz dopiero – o te kilkanaście lat za późno – prześcigacie się w sentymentalnej litości dla smoleńskiego ludu. Wasza litość obraża tych ludzi tak samo, jak wcześniej obrażała ich wasza dystynkcja. Może wam Mazurek wybaczy, bo sam w strachu, ale i tak nie zmieni to nic. Teraz musicie politycznych reprezentantów smoleńskiego ludu w twardej politycznej walce pokonać, a w waszej ulubionej litości będziecie się pławić później, jak ten kwietniowy deszcze przestanie już padać.

Gdyby nie miliardy wpompowane w ten kraj przez Unię Europejską, to Polska Leszka Balcerowicza i prezesa Bogusława Kotta (kiedyś się chwalił w czasopiśmie „Sukces”, że swój pierwszy bank prywatny, przy pomocy którego kupował później większe od niego państwowe banki i firmy ubezpieczeniowe, zakładał mając „jedno biurko w ministerstwie finansów”, a było to akurat ministerstwo finansów Leszka Balcerowicza) zdechłaby pod ciosami populistycznej rewolty takiej jak ta, którą dzisiaj grozi wam Kaczyński (mam nadzieję, że bezsilnie, ale wciąż nie mam pewności) albo jeszcze dzikszej. III RP nie miała bowiem żadnej siły, aby sama przeżyć. Nie akumulowała żadnych środków na infrastrukturę. Choć koncesje na autostrady rozsprzedano już w początkach lat 90. (cyt. za Ekstradycją i Młodymi wilkami, te filmy pokazują polskich oligarchów autostradowych dość realistycznie, a są to wciąż ci sami oligarchowie autostradowi), to żadnych autostrad nikt tu nie budował. Dopiero jak nasi autostradowi oligarchowie dostali unijne miliardy, to za jakąś część tych pieniędzy autostrady jednak w Polsce zaczęli budować. Ze skromnych środków dawanych im wcześniej na ten cel przez balcerowiczowską III RP na same autostrady nie starczało już nic. Podobnie było i pozostało ze wszystkim, z infrastrukturą, z uniwersytetami, z kolejami, gdzie nawet unijne miliardy nie potrafią pomóc, choćby dlatego, że nie potrafią tam dotrzeć.
Ostatnio od paru konserwatystów prawicowych (żeby już nie znęcać się wyłącznie nad konserwatystami centrowymi), począwszy od byłego pisowca, aż po człowieka, który z PiS-em nigdy nie miał nic wspólnego, usłyszałem, że pieniądze z Unii nas demoralizują. Gdyby tak powiedział Adenauer o pieniądzach z Planu Marshalla, gdyby tak o tych pieniądzach powiedzieli jacykolwiek Niemcy – poza ukrywającymi się po lasach SS-manami z Werwolfu modlącymi się o nową wojnę narodów jak dziś „wolni Polacy” – to coś byśmy jednak o tym słyszeli, z jakiejś niemieckiej księgi rekordów Guinessa głupoty. Czy polskie koleje zdemoralizowało półtora miliarda euro, które polskie koleje mogły wydać na wymianę torów, taboru, na dokończenie lub choćby rozpoczęcie rozmaitych remontów? Nie, te pieniądze polskich kolei nie zdemoralizowały, bo one polskich kolei nawet nie zdołały wyciągnąć z demoralizacji. Nie zdołały nawet zmusić pani prezes PKP do przygotowania programu ich wydania, za co została przykładnie ukarana zesłaniem na stanowisko zwykłego członka nowego zarządu PKP i podniesieniem pensji do 46 tysięcy złotych miesięcznie, jak się wydaje, bo kontrakty dla nowego zarządu są póki co niejawne.

I tak dalej, i dalej. Żeby tylko ten deszcz przestał padać. O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny/ i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny/ przez ogród mój Nergal szedł smutny śmiertelnie/ ścigali go Jarosław Gowin i Kuba Wygnański…

„Jeszcze się chcesz się na Kubie Wygnańskim wywnętrzyć?” – zza pleców dogaduje ABR, jak zwykle troszcząca się o mnie, żebym nie robił sobie zbyt wielu wrogów w tym mieście. Jak to „wywnętrzyć”, przecież umieściłem go w Staffie?

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.