Felieton

Kto zastępuje lewicę w świecie bez lewicy

W kraju bez lewicy (politycznej, skutecznej, nierozszarpującej się jak Palikot z Millerem czy Nowicka z Palikotem) trwa casting na prawicę, byle niepisowską. Startują: Janusz Piechociński (widzący PSL jako chadecję przyjmującą na swoje listy rozbitków z Titanica PjN i uciekinierów z topniejącej kry Solidarnej Polski), Roman Giertych w otoczeniu całej grupy ludzi zafascynowanych jego polityczną inteligencją i „brutalną męską siłą” (cyt. za Rafał Aleksander Ziemkiewicz). Dawno już w tym castingu wystartował Gowin, ale o jego miejscu na podium (lub pozie, w jakiej pod podium zastygnie) przesądzi decyzja Donalda Tuska, który temu akurat championowi polskiej prawicy może podstawić nogę na ostatniej prostej. Wszystkie te inicjatywy dzielnie wspomaga „Rzeczpospolita”, która będąc dziś organem wyrażającym sojusz interesów oligarchii biznesowej i neoendecji, zapowiada dominujący kierunek przekształceń na całym polskim rynku medialnym.

Tymczasem w świecie bez lewicy (politycznej, skutecznej, potrafiącej korzystać z narzędzi globalizacji, aby równoważyć siłę globalnego kapitału za pomocą globalnej polityki) próby regulacji globalnego rynku podejmują rządy, nawet konserwatywne. Tym razem to kanclerz Osborne, czyli minister finansów konserwatywnego rządu Davida Camerona, dowiódł, że thatcheryzm Gowina i zegaryzm Balcerowicza – ideologie sprowadzające się do tępego gapienia się z otwartymi ustami w potęgę globalnego kapitału i „racjonalność samoregulującego się rynku” – nie mają nic wspólnego ani z konserwatyzmem, ani z liberalizmem.

Na ostatnim spotkaniu grupy G10 (tak, wiem, obrzydliwe marionetki kapitalizmu i oligarchii, ale tak się składa, że innej polityki – polityki, nie publicystyki – w świecie bez lewicy nie mamy) Osborne zaproponował globalizację prawa podatkowego i metod ściągania podatków. Pozwoliłoby to uniknąć sytuacji, w której rekordziści w dziedzinie „kreatywnej księgowości antypodatkowej” osiągają dziś realną stopę opodatkowania swoich „dochodów zagranicznych” na poziomie 2 procent. Albo w ogóle są bankrutami, których jednak stać na płacenie swoim kreatywnym księgowym i zarządzającym dziesiątki milionów dolarów/euro premii rocznych. Warunkiem efektywności globalnego prawa podatkowego jest jednak współpraca najsilniejszych politycznych przywódców, czy raczej najsilniejszych narodowych i ponadnarodowych ośrodków politycznych naszej planety. Z tego punktu widzenia jedynym problemem inicjatywy Osborne’a było to, że spotkanie grupy G10, na którym ministrowie finansów Wielkiej Brytanii (konserwatysta), Francji (socjalista) i Niemiec (chadek) ideę globalnej regulacji podatkowej jednogłośnie poparli, odbywało się w Moskwie. Putin w razie czego może zaprosić „swoich przyjaciół” ze Starbucksa, Google’a i Apple’a (globalni mistrzowie unikania podatków) do największego raju podatkowego – Rosji. Tak jak zaprosił tam „swojego przyjaciela” Gerarda Depardieu. Zatem Putin jako thatcherysta, a w dodatku znany przeciwnik „propagandy homoseksualnej” casting na niepisowską prawicę wygrywa w przedbiegach z Gowinem, Giertychem, Żalkiem, Kamińskim, nie mówiąc już o miękkim, „chadeckim” zaledwie Januszu Piechocińskim.

Z kolei Obama niespodziewanie dla wszystkich zaproponował stworzenie przez USA, Kanadę i Unię Europejską wspólnej strefy wolnego handlu. Ma ochotę (choć jak zwykle z Obamą, nie wiadomo, czy ma do tego wystarczającą polityczną siłę), aby wspólna strefa handlu była jednocześnie strefą wspólnych „zachodnich” regulacji społecznych. Jedna z drobnych, ale dla mnie istotnych różnic pomiędzy tym ostrożnym centrowym politykiem a mocną w gębie Partią Republikańską (z jej twardym choć mocno niestabilnym jądrem w postaci Tea Party i z jej nowym ideologiem Chuckiem Norrisem, którego gwiazda rozbłysła w ostatniej kampanii prezydenckiej w USA) polega na tym, że Republikanie uważają dziś „socjalistyczną Unię” za główne globalne zagrożenie dla USA. Tymczasem Obama uważa Unię za głównego partnera Ameryki. Oczywiście Ameryki innej niż Ameryka Tea Party.

I jeszcze jedno. Administracja Obamy oficjalnie oskarżyła agencję Standard and Poor’s (największy zegar Balcerowicza zawieszony na samym szczycie Wieży Babel globalnego rynku) o celowe oszukiwanie obywateli amerykańskich podczas wciskania im toksycznych amerykańskich papierów hipotecznych przez największe amerykańskie instytucje finansowe u progu ostatniego kryzysu. Mniej więcej w tym samym czasie w zegar Balcerowicza bardzo mocno kopnął Międzynarodowy Fundusz Walutowy, niegdyś wraz z Jeffreyem Sachsem i Leszkiem Balcerowiczem przeprowadzający rynkową transformację w Polsce. MFW doszedł do wniosku, że w sytuacji recesji każda złotówka/euro/dolar cięć budżetowych może – poprzez dodatkowe zduszenie popytu i wzrostu gospodarczego – spowodować stratę 1.5 złotówki czy euro dochodów budżetowych. W ten sposób ograniczając deficyt, deficyt zwiększano. I to nie tylko w Grecji. Leszek Balcerowicz dawno już jednak nie reaguje na empiryczne dane docierające z rzeczywistości.

Ale najciekawsze jest to, że w świecie bez lewicy nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy może lewicę czasami zastąpić.

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.