Felieton

Jak odebrać Kaczyńskiemu socjalizm

Pamiętacie zapewne anegdotę, jak na Rozbrat w ostatnich latach, a może nawet miesiącach życia Rakowski stwierdził, że „Kaczyńscy ukradli nam socjalizm”. Leszek Miller podjął się właśnie najbardziej niemożliwej misji w swojej karierze (łatwiej było mu przegadać Marcina Mellera w stołówce KC PZPR, łatwiej mu było przetrwać brutalną i bezlitosną dekomunizację lat 90.). Wybrał się mianowicie do związkowców „Solidarności”, żeby Kaczyńskiemu socjalizm odebrać. Żeby spróbować mu odebrać choćby drobną część elektoratu socjalnego ujeżdżanego dziś kompleksowo przez Kaczyńskiego krzyżem, Smoleńskiem i radykalnymi hasłami socjalnymi (niełatwo w nie uwierzyć w tym akurat wydaniu, skoro te radykalne socjalne pomysły mieliby po ewentualnym politycznym zwycięstwie PiS-u wprowadzać w życie Gilowska, Legutko czy Wipler).


Miller próbuje Kaczyńskiemu odebrać choćby niewielką część socjalnego elektoratu, tak jak Palikot próbuje odebrać Tuskowi część elektoratu liberalnego. Ja obu próbom kibicuję, bo uważam, że Tusk z Kaczyńskim dokonali razem w 2005 roku największego oszustwa wyborczego w historii III RP. Obalili wspólnie dotychczasowe elity polityczne i wygrali wybory pod wspólnym hasłem reformy polskiego państwa (oczywiście „głębokiej i radykalnej”, rozciągającej się od „szarpnięcia cugli” po „Czwartą Rzeczpospolitą”). Może mądrej, może głupiej, Tego już się nie dowiemy, ponieważ przez następne siedem lat zajęli się ciekawszymi rzeczami („precz z prawieputinem!”, „precz z komoruskim!”, „demokrację zagrożoną obronimy!”, „polskęwolną pomścimy!”). Dlatego powinni zostać za to politycznie ukarani. Tyle, że nie za wszelką cenę, nie za cenę kompletnej śmierci tego państwa. Dlatego parę razy zagłosowałem na człowieka, którego jednocześnie podświadomie cały czas pragnę za tamto wyborcze i polityczne oszustwo ukarać. O ile jednak karanie Tuska Smoleńskiem, a nawet Kaczyńskiego Ziobrą (Jurkiem Kaczyński postanowił właśnie ukarać się sam) uważam za polityczne szaleństwo, o tyle karanie Tuska Palikotem, a Kaczyńskiego Millerem nie byłoby moim zdaniem dla tego państwa katastrofą kompletną (oczywiście zawsze mogę się mylić, w końcu mylę się często). Jednak o ile karanie Tuska Palikotem wychodzi niezgorzej, o tyle karanie Kaczyńskiego Millerem nie wychodzi jak na razie w ogóle.

 

Miller przyniósł prawicowemu elektoratowi socjalnemu pełne poparcie SLD dla referendum, twardy opór przeciwko reformie emerytalnej (twardszy niż realne na tę reformę Millera poglądy, ale w końcu Tusk też był wydłużaniu wieku emerytalnego przeciwny, jak je proponował Hausner w rządzie Millera, dlaczego zatem Miller ma nie być jego zaciekłym wrogiem, gdy proponuje to Tusk w swoim własnym rządzie?). Także „naćpana hołota” nie była, wbrew pozorom, adresowana w szale emocji do ludzi Palikota przeszkadzających Millerowi mówić w Sejmie, ale na zimno do prawicowego elektoratu socjalnego, który na hasło „naćpana hołota” reaguje przyjaznym rechotem skrywającym lęk. Miller zaśpiewał nawet związkowcom „Solidarności” Mury. I co? I nic. Prawicowy elektorat socjalny głosuje na Smoleńsk, na Telewizję Trwam i nawet jeśli PRL wspomina z coraz większym sentymentem („mocarstwowy Gierek”, „profesjonaliści z SB” – cyt. za Jarosław Kaczyński), to jednak „komucha nie słucha”. Kaczyński jest dla niego bardziej wiarygodnym widmem Gierka, niż Miller. Nawet jak polityczna reprezentacja prawicowego elektoratu socjalnego z PiS i SP wraz z owym „komuchem” głosuje w sejmie solidarnie, a nawet czasami skutecznie (wspólne odrzucenie przez PiS, SP, SLD i RP rządowej propozycji prywatyzacji Lotosu), to i tak po zwycięstwie w głosowaniu PiS i SP zrywają się z poselskich siedzeń i ryczą „precz z komuną!”, bo jedyna już dzisiaj w tym kraju polityka historyczna to zwyczajne historyczne kłamstwo.


Niechętni Millerowi powiedzą, że nieskuteczność SLD w tej wyprawie na elektorat socjalny Kaczyńskiego to jego osobista wina – bo mało wiarygodny, bo historia dawniejsza, bo historia najnowsza. Sądzę, że to tłumaczenie zbyt łatwe i gdyby zamiast Millera na prawicowy elektorat socjalny wybrał się Ikonowicz (paru innych potencjalnych liderów lewicy nie osiągnęło jeszcze etapu mówców wiecowych), tak samo nic by z tego nie wynikło.


Może odpowiedzią na ten deficyt zaufania byłby lewicowiec udający, że wierzy w zamach smoleński, a Rydzyka uważa za autentycznego wyraziciela potrzeb polskiej postproletariackiej „podklasy”? W końcu Legutko, Kaczyński, a może nawet Macierewicz wiarę w zamach udają, a Rydzyka szczerze nie cierpią, choć chętnie go używają, godząc się nawet z ryzykiem, że to on używa ich. Więc czemu by zgodnie z Sorelowską koncepcją mitu politycznego i społecznego ludzie lewicy też nie mieli zacząć udawać, że wierzą w Smoleńsk wedle rytu zamachowego, w katolicyzm wedle rytu Rydzyka, w samowystarczalną Sarmację, w demoniczną i masoniczną Unię Europejską… byleby się tylko bliżej „ludu pisowskiego” przedostać ze swoim społecznym przesłaniem? Byłoby to rozwiązanie straszne, ja bym w to nie wszedł, ale przecież nie takie rzeczy cynizm polityczny dopuszcza. Tyle że rozwiązania problemów elektoratu socjalnego, nawet prawicowego, Smoleńsk i Telewizja Trwam nijak nie przybliżają. Podobnie jak populistyczny neoliberalizm i religijność z poziomu „zemsty Boga” cechujące Tea Party nie przybliżają rozwiązań społecznych problemów „ludu z Kansas”. One te rozwiązania oddalają, nawet jeśli gniew wspomnianego ludu pozwalają barwnie wyrażać.


Zatem nawet jeśli zgwałcicie swoje mózgi i uznacie ryt smoleński oraz ryt rydzykowy politycznie zagospodarowane przez ryt Kaczyńskiego, to jedynie pomożecie Wiplerowi „zderegulować” to państwo do końca, a Legutce jeszcze skuteczniej obsługiwać polskim mitem smoleńskim eurosceptycznych Torysów w Brukseli. I z porażki Millera nie ma co się cieszyć, bo pozostaje pytanie, jeśli on nie potrafi, to kto i w jaki sposób mógłby odebrać Kaczyńskiemu socjalizm, żeby ten nie zmarnował go do końca w populistycznym chlewiku?

 

 

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.