Felieton

Im mniej wiedzą o Bogu, tym więcej wiedzą o seksie

Kiedy wewnętrzna pustka wiary albo pustka po prostu staje się „rewolucją nihilizmu” albo „zemstą Boga”?

Dlaczego Kościół zainwestował w biopolitykę, której „dogmatów” czytelnicy „W Sieci”, „Do Rzeczy”, „Frondy”, „Naszego Dziennika”… mogą być pewni bardziej niż dogmatu o Trójcy Świętej (chyba że synod czy papież je zmienią, wtedy będzie w Polsce płacz i zgrzytanie zębów, a może nawet jakiś kolejny, tym razem seksualny i biopolityczny mariawityzm)?

Dlaczego współcześni wyznawcy „zemsty Boga” mają wszystkie cechy wyznawców „rewolucji nihilizmu”, tak jak ich Hermann Rauschning opisał w 1938? A dotyczy to zarówno polskich „narodowych i prawicowych” katolików, jak też amerykańskich fundamentalistów ewangelikalnych albo fundamentalistów islamskich, albo fundamentalistów judaizmu. Dotyczy to nawet mnichów buddyjskich w Birmie, gdzie buddyzm pełnił, niestety, tak samo polityczną i „antyreżimową” rolę jak katolicyzm w Polsce. Dlatego dzisiaj, „u schyłku reżymu”, też „idzie po swoje”, po należną mu rentę władzy. A kapłani Buddy (sic!) cieszą się ze skazania za bluźnierstwo Nowozelandczyka, który zareklamował swoją knajpkę muzyczną plakatem przedstawiającym Buddę ze słuchawkami na uszach. Mając w sercu pustkę, budują wyraziste polityczne fronty „na zewnątrz”. Pomiędzy pustką w sobie a „niewiernymi”, „zepsutymi grzesznikami”, „cywilizacją śmierci”…

Im mniej wiedzą o Bogu, tym więcej wiedzą o bluźnierstwie. Im mniej wiedzą o Bogu, tym więcej wiedzą o seksie.

Że to nie jest przypadek, że to napięcie istniało od dawna, przypomina wiersz Karola Wojtyły Myśli biskupa udzielającego sakramentu bierzmowania w pewnej podgórskiej wsi z tomu Narodziny wyznawców z 1961 roku. Wojtyła, kiedy pisał ten wiersz, został właśnie wyświęcony na biskupa. Przyznaje się jednak – bo oprócz bycia biskupem jest także poetą, więc zdradza to, co nie powinno być zdradzone, przynajmniej w polskim Kościele – do przepełniającej go pustki wiary. Pisze: „Świat jest pełen ukrytych energii, które zuchwale nazywam po imieniu […] Jestem szafarzem. Sił dotykam, od których człowiek winien wezbrać. Lecz to, co czasem pozostaje, przypomni także noc bezgwiezdną”. Ktoś, kto jest szafarzem pewności dla innych, sam wypełniony jest niepewnością. „Winien wezbrać od sił, których dotyka” (jak mówi Wojtyła w swoim poetyckim języku, który „estetom” może się nie podobać, ale ja nie jestem „estetą” i uważam ten opis za wyjątkowo precyzyjny), pozostaje mu jednak tylko „noc bezgwiezdna”, tak jak wielu przed nim i po nim. Po przeprowadzeniu rytuału bierzmowania, po „wylaniu Ducha Świętego” na innych, po przekazaniu dalej pewności, której sam nie posiada, zostaje mu w rękach zaledwie „pewność” metafory.

Wiara bowiem nie może i nie powinna być niczym innym niż pustką, wątpliwością, oczywiście, w najlepszym razie, pustką dynamiczną, dynamiczną wątpliwością, ale nigdy pewnością. Inaczej być nie może. Dopiero z tej dynamicznej pustki rodziły się instytucje religijne. Rodziły się z niej nawet instytucje świeckie (polityka podporządkowana religii, nauka podporządkowana religii, prawo podporządkowane religii), dopóki ten wymiar ludzkiego życia nie uległ sekularyzacji. Przynajmniej w obszarze liberalno-demokratycznego Zachodu, który wolę od wielu niezsekularyzowanych peryferii. Właśnie dlatego, że dopiero zsekularyzowanie tych wszystkich „pewności” – nieodzownych dla polityki, nauki czy prawa – pozwala człowiekowi wierzącemu (halo, są tu tacy?) zmierzyć się wreszcie, bez udziału tych wszystkich pragmatycznych idoli, z dynamiczną pustką wiary. Z tym, co nie poddaje się instrumentalizacji. I pozostaje ostatnią niezsekularyzowaną cząstką religii w naszym zachodnim zsekularyzowanym świecie (choć nawet ją próbował odrobinę sekularyzować Immanuel Kant).

A kiedy ta wewnętrzna pustka wiary – albo, czasami, pustka po prostu – staje się „rewolucją nihilizmu” albo „zemstą Boga”? Ano wówczas, gdy wyrzucamy, wyprojektowujemy na zewnątrz, w postaci podziału na „przyjaciół” i „wrogów”, na „swoich” i „obcych”, na „prawdę wiary” i „zepsucie relatywizmu”… (metafor jest wiele i wszystkie są podłe), pewność, której w sobie nie mamy.

Sam Karol Wojtyła tak zrobił, kiedy zaledwie parę lat po napisaniu tego wiersza wraz z Wandą Półtawską zatrzymał Sobór Watykański II. Przekonując Pawła VI, łamiąc tego w gruncie rzeczy słabego człowieka swoją „pewnością” w kwestiach seksu, biopolityki, środków antykoncepcyjnych. Sprawiając, że Paweł VI odrzucił stanowisko Soboru Watykańskiego II w tych kwestiach, co zaowocowało encykliką Humanae Vitae. I tak naprawdę zerwało dialog Kościoła ze świecką nowoczesnością, który usiłowano po dwóch wiekach „demestryzmu” ostrożnie odbudować na Soborze (patrz wywiad ze Stanisławem Obirkiem cytującym Josepha Fuchsa, relatora stanowiska soborowej komisji ds. demografii, rodziny i seksualności).

Żyjemy wszyscy w cieniu tamtego zerwania, szczególnie w Polsce tak żyjemy. Od wojny o konwencję antyprzemocową do wojny o in vitro, od wojny o środki antykoncepcyjne do wojny o związki partnerskie. I wiemy już z praktyki rozszarpującej nasze państwo, politykę i społeczeństwo (a być może także nasz Kościół, mimo pozorów jedności), że pomiędzy ustanowioną przez Karola Wojtyłę i Wandę Półtawską „pewnością w kwestiach seksu” a „liberalną cywilizacją śmierci” żadnej negocjacji być nie może i nie ma.

Karol Wojtyła i Wanda Półtawska, ten polski odpowiednik Abelarda i Heloizy, zdradzili oboje dynamiczną pustkę wiary w sobie, zastępując ją jedyną pewnością, jakiej się dopracowali. Pewnością stanowiska w sprawach seksu.

To zresztą całkowicie logiczne, że takiej właśnie pewności w sprawach seksu dopracowała się para będąca specyficznym białym małżeństwem. Ona poślubiona innemu mężczyźnie, on zaślubiony Kościołowi. I proszę w tym nie czytać łatwego bluźnierstwa przeciwko „polskiemu idolowi”, choć oczywiście w porządku instrumentalnym („politycznym”) jest to łatwe bluźnierstwo przeciwko „polskiemu idolowi”. Jednak w porządku nieinstrumentalnym (czy może być taki? czy wiara i wiedza mogą nie być władzą?) historia naszych represji i rozluźnień albo wręcz rozsypań to jedyna prawdziwa historia wiary i jej mesjanizmów. Zarówno tych „religijnych”, jak i tych „zsekularyzowanych”.

Śledząc historię każdej praktycznie religii, odnajdujemy zawsze tę samą logikę. Im mniej wierni (kapłani, przywódcy) wiedzieli o Bogu, im bardziej paląca wypełniała ich pustka, tym łatwiej decydowali się na „wyprawy krzyżowe”. Tym łatwiej decydowali się na proste cięcia zewnętrzne przekładające się na „wojny cywilizacji”. Im mniej wiedzą o Bogu, tym więcej wiedzą o seksie. Im mniej wiedzą o Bogu, tym bardziej stają się księdzem Oko, Tomaszem Terlikowskim, „późnym” Jarosławem Gowinem, Markiem Jurkiem… W przeciwieństwie do Karola Wojtyły oni jednak poetami nie są, więc być może nigdy się nie dowiemy, jak wygląda pustka wiary w ich wnętrzu. Zresztą, czy warto się tak obnażać, jak zrobił to Karol Wojtyła, przyznając, że taka sama pustka wiary, jaka towarzyszyła mu, kiedy sam przyszedł do Kościoła, wypełnia go jako biskupa będącego już szafarzem pewności dla innych?

Nie warto, zawsze znajdzie się ktoś taki jak ja, kto zaciągnie to nieomalże prywatne wyznanie do szatańskiego młyna redukcji i instrumentalizacji. Użyje tego wyznania jako argumentu w tej czy innej „walce”. Tym razem w walce z „zemstą Boga”, z polityczną i ideologiczną instrumentalizacją religii (największą możliwą idolatrią). Jednak konsekwentna walka z instrumentalizacją religii instrumentalizuje także walczącego. Ja, wydobywając ten zapomniany przez wszystkich wiersz Karola Wojtyły, też jestem nieczysty, czystość pozostawiam wam. Spójrzcie w tej swojej czystości na momenty, w których odsłaniają się przyszli rewolucjoniści nihilizmu, kapłani „zemsty Boga”. I tylko dlatego, że są poetami.

 

**Dziennik Opinii nr 76/2015 (860)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej