Felieton

Grupa trzymająca władzę przed nami i przeciwko nam

Czy jedna osoba może rządzić nowoczesnym, skomplikowanym, pełnym wyspecjalizowanych resortów, instytucji i procedur państwem? Donald Tusk próbuje, o czym przekonuje nas zarówno skład, jak też zachowanie jego nowego gabinetu. Ale od tego eksperymentu nasze państwo jakby się jeszcze trochę bardziej rozluźnia.


O jakości przywódcy wiele mówi jakość drużyny, którą ten przywódca zdołał wokół siebie zgromadzić (można to też nazwać zdolnością do delegowania władzy). Weźmy takiego Leszka Millera – w jego drużynie, przez moment nawet wobec niego lojalnej, znaleźli się Hausner, Cimoszewicz, Kołodko, Belka, Celiński… Byli to ludzie brzydcy oraz upierdliwi, ale mieli podmiotowość polityczną, a Miller potrafił ich wokół siebie przez czas jakiś utrzymać, do rządzenia zaprząc, realnie delegować na nich pełnię władzy nad powierzonymi im resortami (nawet jeśli niektórzy z nich później wcale nie byli mu wdzięczni, ale to jest ryzyko trzymania wokół siebie ludzi, a nie kukieł).


Ale po co Tuskowi sięgać do eseldowskich ministrów, co by bracia Karnowscy na to powiedzieli? Aby go naprawdę podziwiać, wystarczyłaby zdolność zgromadzenia wokół siebie drużyny złożonej z od pięciu do dziesięciu Schetynów. Nie mówię, dobrych czy złych, przestrzegających czy nieprzestrzegających wszystkich norm w polityce i w biznesie, ale przynajmniej obdarzonych analogiczną do Schetyny determinacją, polityczną wolą, chęcią i zdolnością budowania wokół siebie drużyn pomniejszych. Ludzi zarówno podmiotowych, jak też lojalnych.


Dziś wokół Tuska nie ma ludzi o politycznej podmiotowości, determinacji i pozycji własnej Schetyny, Cimoszewicza, Rokity, Hausnera, Gilowskiej, Kołodki… są tylko „zderzaki” (jak on sam ich nazwał). Ludzie przez niego stworzeni, na nim wiszący, ale nie robiący wrażenia, szczególnie w momentach kryzysów, że bez jego zbawczego rękawa przeżyć potrafią w polskiej polityce choćby jedną minutę, choćby jeden kryzys.


Nie chciałbym być źle zrozumiany. Ja także uważam, że biografiami, urodą, pięknością umysłu, szlachetnością serca itp. Mucha, Gowin, Arłukowicz, Cichocki, Nowak, Tomczykiewicz są bez wątpienia ze wszech miar wspanialsi od takich upierdliwców i brzydali jak Cimoszewicz, Rokita, Kołodko, Gilowska, Celiński czy Hausner. Może nawet poglądy mają lepsze – a może gorsze, to już zależy, czy ocenia je lewicowiec czy prawicowiec, neoliberał czy człowiek nie uważający np. polityki gospodarczej państwa za przeżytek północnokoreańskiego komunizmu. O ile jednak członkowie dzisiejszej drużyny Tuska biją członków dawnej drużyny Millera czy dawnej drużyny Tuska naturalnym pięknem, szlachetnością i czystością serca, to w przeciwieństwie do tamtych nie są podmiotowi, nie mają cienia własnej politycznej woli, inicjatywy, przebojowości. Dowód? Gdyby trochę byli, gdyby trochę mieli, to tak jak Schetyna grzaliby teraz sejmową ławę na jakimś egzotycznym dla siebie stanowisku szefa komisji nadzorującej restaurację poselską, dom posła albo poselski zakład fryzjerski.


W ministerstwie spraw wewnętrznych (na nowo podzielonym, bo w tym wcześniej zbyt silnym resorcie znów ktoś zbyt silny mógłby się zaląc) powołani bez wątpienia z uwagi na piękne rodowe nazwiska Deskur i Dmowski czekają na Godota jak Didi i Gogo ze sztuki Becketta. Godotem jest kryzys (uwaga, będę teraz parafrazował, bez porównywalnego talentu, monolog Leszka Millera o kryzysie wchodzącym do przedpokoju). Ale nie ten globalny, za który winę minister Rostowski zawsze może zwalić na strefę Euro, tylko ten wynikający z dotychczasowego, całkiem już sporego rozluźnienia naszego własnego państwa. Każdy resort i każdy zesłany przez Tuska do resortu „zderzak” prędzej czy później się swego Godota doczeka. Resort zdrowia już się go doczekał, a imię jego „refundacja”. Resorty obrony i sprawiedliwości już się doczekały (ich Godot wpadł na scenę z hukiem), nawet jeśli Didi Tomasz Siemoniak i Gogo Jarosław Gowin odsyłają Godota do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta („mamy niezależną prokuraturę, więc o co ci chodzi,/ co nas ten aspekt państwa obchodzi…” – przepraszam, to znów para Rymkiewicz/Wencel z ich wersyfikacją obywatelską w głębinach umysłu mego się odbija). Na temat tego aspektu państwa (czyli prokuratury cywilnej i wojskowej) do przyjazdu premiera z urlopu wypowiadała się zatem głównie opozycja, a i to tylko dlatego, że państwem nie rządzi, bo gdyby rządziła, na widok Godota z bronią służbową w ręku też nabrałaby wody w usta albo swoje kłopoty z zarządzaniem tą bardzo osobliwą konstrukcją, jaką jest dziś polskie państwo, zwaliłaby na „grupę trzymającą władzę przed nami” (patrz PO–PiS z roku 2005) albo na „grupę trzymającą władzę przeciwko nam, czyli układ” (patrz Kaczyński z Ziobrą z lat 2006–2007).


Dziś jednak „grupa trzymająca władzę” składa się z jednego tylko człowieka, z Donalda Tuska. On tak widzi swoją partię i państwo, tak je skonstruował, to takie je ma. Siłą Tuska – można powiedzieć, wciąż rosnącą – jest to, że nie ma dla niego żadnej  alternatywy. Ziobro nauczający po mediach jak profesjonalnie popełniać samobójstwo jest postacią nazbyt już nieprzyjemną, żeby stać się alternatywą dla Tuska w oczach ludzi nie gustujących w jakichś poważniejszych perwersjach. Palikot? Jeszcze politycznie nie dojrzał. Miller? Trochę już przejrzały. Kaczyński? Podobnie. Może znów, jak za czasów afery Rywina, jedyną skuteczną opozycją okażą się media? Może, ale mnie to nie cieszy, gdyż bardzo nie lubię mieszania ról władzy pierwszej i czwartej. W Polsce jednak egzekutywa (i jej opozycja) zajmowałyby się najchętniej PR-em, podczas gdy media o pewnych ambicjach, zamiast informować, wolałyby powoływać i odwoływać ministrów.

 

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej