Felieton

Europejska depresja

Kryzys finansowy to była amerykańska gruźlica, gruźlica nieregulowanego rynku, ale to Europa dostała od niej raka płuc.

Wydarzeniem w brytyjskich mediach i polityce stała się dwuczęściowa debata telewizyjna polityków, z którymi nie chcieli rozmawiać Cameron i Miliband, czyli Clegga z Liberalnych Demokratów i Farage’a z Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Clegg jest chyba ostatnim w brytyjskiej polityce euroentuzjastą bez hipokryzji. Już także Miliband („brunatny Ed” w mojej prywatnej terminologii, bo tutejsi daltoniści wciąż jeszcze nazywają go „Edem czerwonym”) poszedł w antyemigracyjny i antyeuropejski populizm, nawet jeśli poszedł tam z nieco mniejszą determinacją, a za to z jeszcze większą dawką hipokryzji niż Cameron. Po drodze zrywając  tradycyjne przyjaźnie brytyjskiej Partii Pracy ze związkami zawodowymi, bo dzisiaj każdy w Europie chce już reprezentować wyłącznie nowe mieszczaństwo, od kiedy wielkoprzemysłowy proletariat istnieje głównie w Chinach, Wietnamie, Bangladeszu, Etiopii i może Nigerii.

Farage wygrał debatę z Cleggiem (70 procent Brytyjczyków uznało Farage’a za lepszego i bardziej kompetentnego w tej debacie, a 30 procent Clegga) następującymi argumentami:

Clegg: Powtarzał pan wielokrotnie, że po wejściu Rumunii i Bułgarii do UE Wielką Brytanię zaleją miliony pracowników z tych krajów, tymczasem z obu krajów przyjechało ich 30 tysięcy.

Farage: Za to dzisiaj 400 milionów obywateli Unii Europejskiej może w każdym momencie przyjechać do Wielkiej Brytanii i podjąć tu pracę zamiast Brytyjczyków. I co pan na to? (oklaski, aplauz)

Clegg: Dzięki członkostwu w Unii Europejskiej Wielka Brytania ma uprzywilejowany dostęp do ogromnego rynku, największego i najbogatszego na świecie. To się przekłada na konkretne liczby naszego eksportu i zatrudnienia (wymienia jakieś liczby, publiczność w studio ziewa).

Farage: Może pan sobie podawać te liczby. I tak każdy Anglik wie, że to właśnie nasze członkostwo w Unii  jest przyczyną dzisiejszego upadku Wielkiej Brytanii. Płacone przez nas składki są wyrzucone w błoto. Przez to, że jesteśmy w Unii, Wielka Brytania nie jest dziś, tak jak kiedyś, potęgą na całym świecie. Azja, Afryka – to są miejsca naszej naturalnej ekspansji. Od Europy powinniśmy się odwrócić plecami (oklaski, aplauz).

Clegg: Panie Farage, jest pan człowiekiem Putina?

Farage: Władimir Putin jest największym współczesnym przywódcą politycznym, bo też odwrócił się od Unii Europejskiej (oklaski, aplauz).

Żeby odpowiedzi Farage’a zostały uznane nie tylko za „argumenty”, ale za „argumenty lepsze”, musi istnieć pewien nastrój społeczny. Jest to ten sam nastrój społeczny, który pozwolił Frontowi Narodowemu uzyskać „historyczny” wynik w wyborach lokalnych we Francji, a w wyborach do Parlamentu Europejskiego może mu nawet pozwolić zwyciężyć.

Jest to ten sam nastrój, który w Holandii daje szanse na zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego Wildersowi i jego populistom białym, blond, a w dodatku jeszcze „niesłowiańskim”.

Europejska polityka wciąż pozostaje odarta z powagi przez kryzys finansowy. Kryzys finansowy to była amerykańska gruźlica, gruźlica nieregulowanego rynku, ale to Europa dostała od niej raka płuc. Nie tylko gospodarczego, ale też społecznego i politycznego. I nikt nie ma pomysłu na bezpieczną chemioterapię.

Prawica i centrum (na tej prawicy i centrum także wielu byłych lewicowców, szczególnie tych, co byli może lewicowcami w okolicach Maja ’68, ale dawno już nie są) powtarza diagnozę, moim zdaniem bardzo ryzykowną: przetrwamy, jeśli przestaniemy być Europą. Konkurując w globalizacji chińskimi, wietnamskimi, etiopskimi, nigeryjskimi… metodami zarządzania rynkiem pracy. Amerykańskimi metodami zarządzania nierównościami społecznymi. Rosyjskimi metodami zarządzania nową kapitalistyczną akumulacją pierwotną, produkcją miliarderów i uczniów Eton wykarmionych na przyciśniętym do ziemi plebsie, obsługiwanym najtępszym (i najbardziej skutecznym, popatrzcie na Putina i Orbana) nacjonalistycznym populizmem.

To jest droga do zatracenia, ale jedynie taki silny głos w Europie dziś słychać. Innego silnego głosu nie ma. Także na lewicy.

Niemieccy socjaldemokraci ucieszeni, że Merkel wyciągnęła ich z błota i przytroczyła do swego rydwanu. Hollande rzucony na kolana i tarzany w błocie przez globalizację. A kiedy do „rynków” karzących go za „antykapitalistyczny język” (no bo nie praktykę) dołączył francuski Kościół karzący go za legalizację małżeństw gejowskich, Hollande utonął. No bo jest już trupem, bez względu na to, czy po prawicowym socjaliście Vallsie znajdzie kogoś jeszcze bardziej na prawo, kto chciałby występować na politycznym boisku w barwach tonącej PS. Po lewej stronie mamy też w Europie „rewolucjonistów”, którzy wyżywają się w swoich sit-ingowych rewolucjach, ale na realną europejską politykę wpływu nie mają żadnego.

Czekamy na odbudowę polityki europejskiej, może po tych wyborach, może kiedy wejdą w życie minimalne instytucjonalne zmiany wynikające z traktatu lizbońskiego (bezpośredni wybór Komisji przez PE i tym podobne drobne korekty nad realną przepaścią). Aby dożyć do tej odnowy, trzeba się jednak przeczołgać przez społeczne i polityczne konsekwencje kryzysu, aż odbudujemy minimalny choćby autorytet unijnej polityki – polegającej na ostrożnym filtrowaniu rynkowej globalizacji, a nie na kapitulowaniu przed nią. Ale kto miałby ten autorytet odbudować? Na jakich podstawach programowych czy personalnych? Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia. Juncker i Schulz to nawet sympatyczni goście – szczególnie jak na cynizm, hipokryzję i kapitulanctwo panujące dziś w całej tzw. polityce europejskiej – ale nie widzę siły politycznej, która by za nimi stała.

Siły większej niż siła zjednoczonych potęg „nowego średniowiecza”: korporacji, „rynków”, populizmu i „zemsty Boga”, żerującej na tym głębokim załamaniu świeckiej obietnicy.

W Polsce ta sama europejska depresja tłumaczy, dlaczego Donald Tusk bawi się w Orbana (jeszcze raz powtarzam, że robi to bez porównania lepiej niż jego PR-owy napęd Jarosław Kaczyński, ale w tym wypadku i pod moim piórem czy też klawiaturą „lepiej” nie oznacza wcale komplementu). Czemu zamiast w Unię Europejską Tusk zainwestował w Niemcy i w NATO (nawet jeśli ci obaj partnerzy podają mu na zmianę smaczne przystawki i czarną polewkę)? Tusk jest realistą. Ale bywają takie momenty w historii, kiedy realizm okazuje się tylko odroczonym samobójstwem. Tusk odroczenie uważa za sukces. Ma rację, ale tylko na tle Kaczyńskiego, którego doktryna polityczna sprowadza się do okrzyku: „Zabijmy się! Zabijmy już dzisiaj!” (oczywiście nie przerywając w czasie tego upozowanego samobójstwa pobierania poselskich diet przez Legutkę w Brukseli i przez Hofmana w Warszawie).

I to by było tyle na dzisiaj. Radio Free Albemuth kończy nadawanie z Nottingham. Tym razem bez żadnej dobrej nowiny. W poniedziałek obiecuję, że przed napisaniem felietonu na wtorek strzelę sobie trzy kawki (parafraza za S. I. Witkiewicz) albo nawet wrzucę jakiegoś jeszcze mocniejszego uppera (ibidem) i będę znowu wesoły. Jak Joker. Oczywiście w interpretacji Heatha Ledgera (chciałbyś).

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.